fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Polowanie na Michelle Obamę

AP
– Odczepcie się od mojej żony – powiedział Barack Obama po jednym z republikańskich ataków. Wydaje się jednak, że republikanie nie zamierzają go posłuchać
Michelle Obama jest piękna, elegancka, doskonale wykształcona i według wielu zwolenników Baracka Obamy równie cool jak on. Mogłoby się zdawać: wymarzona żona dla pierwszego czarnoskórego kandydata na prezydenta USA. A jednak wielu obserwatorów sceny politycznej w Ameryce zadaje sobie pytanie: czy Michelle będzie dla kampanii Baracka atutem czy balastem? Rywale próbują bowiem przedstawić jego żonę jako pozbawioną uczuć patriotycznych lewicową radykałkę, co w amerykańskiej polityce jest wielce niebezpieczną etykietą. – Jej język jest pełen socjalistycznych odniesień – powtarza znany prawicowy komentator CNN Glenn Beck. – Ona jest jak Kim Dzong Il z domieszką Oprah Winfrey – stwierdził w jednym z telewizyjnych wywiadów inny publicysta, Mark Steyn.
Choć republikański kandydat na prezydenta John McCain zapowiada walkę fair, jego bliscy współpracownicy nie wahają się stosować chwytów poniżej pasa. Podczas jednego ze spotkań ze sponsorami kampanii McCaina były republikański sekretarz stanu Lawrence Eagleburger zapowiedział żonę kandydata, Cindy, jako osobę, która „była dumna ze swej ojczyzny nie raz, lecz przez całe życie”. Była to słabo ukryta aluzja do Michelle Obamy i jej często cytowanej przez republikanów wypowiedzi z lutego tego roku. – Pierwszy raz w moim dorosłym życiu poczułam się dumna z mojego kraju – powiedziała. I choć się później zarzekała, że zawsze była dumna z Ameryki, przeciwnicy nie zamierzają zapomnieć jej tamtych słów.
Ludzie odpowiedzialni za kampanię Obamy rozumieją, jak ważna jest walka o wizerunek jego małżonki. W fechtunku na pogłoski ogromną rolę odgrywa mityczny wideoklip, na którym pani Obama ma rzekomo wyrażać pogardę dla białych ludzi („białasów”). Choć nikt nigdy nie potwierdził, że widział czy słyszał takie nagranie, pogłoska o jego istnieniu wywołała w sieci falę ostrych komentarzy.
Jak wynika z sondaży, Michelle Obama jest postacią znacznie bardziej kontrowersyjną niż Cindy McCain. Teoretycznie również żona kandydata republikanów mogłaby stać się wdzięcznym celem wyborczych ataków jako spadkobierczyni gigantycznej fortuny i była lekomanka kradnąca lekarstwa w organizacji charytatywnej, którą prowadziła. Ale w przeciwieństwie do pani Obamy, która regularnie przemawia i udziela wywiadów, rola pani McCain ogranicza się do machania ręką i uśmiechania się.
Wielu demokratów twierdzi, że agresja wobec żony ich kandydata przekracza dopuszczalne granice. Nawet jeśli tak rzeczywiście jest, nie ma pewności, czy taka metoda okaże się skuteczna. Jak przypomina Chris Lehane, jeden z doradców Billa Clintona podczas jego zwycięskiej kampanii prezydenckiej w 1992 roku, republikanie przyjęli wówczas podobną strategię wobec Hillary Clinton. Po paru miesiącach się okazało, że ataki przyniosły odwrotny skutek. Do republikanów zrazili się umiarkowani wyborcy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA