fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Paweł Lisicki: O pożytkach z książki o Wałęsie

Książka o Lechu Wałęsie wciąż się nie ukazała, mimo to różni mędrcy już zdołali zabrać głos. Najdzielniejsi podpisali się pod wiekopomnym listem przeciw szerzeniu nienawiści. Inni starają się zmierzyć z publikacją intelektualnie, zgłębiając argumenty, drążąc racje, dociekając za wszelką cenę.
I tak Ewa Milewicz zauważa w „Gazecie Wyborczej”, że „nawet jeśli Wałęsa coś podpisał w latach 70., to co z tego?”. Nieważne, co podpisał Wałęsa, nieważne, czy miało to skutki, nieważne kiedy dokładnie. Coś i w latach 70. – oto wiedza, która powinna wystarczyć. A reszta? To nie są rzeczy interesujące. Po prostu prawdziwy intelektualista pewnymi pytaniami (przepraszam, insynuacjami) w stosunku do określonych osób się brzydzi. A jeśli już takowe zadaje, to z pewnością kieruje nim niewdzięczność, choroba i podejrzliwość – co, trzeba ze smutkiem skonstatować, przydarzyło się obecnemu prezydentowi.Wtajemniczeni twierdzą, że w książce mają się znaleźć informacje o niszczeniu przez Wałęsę dokumentów w czasach, gdy był prezydentem. Ale i to nikogo nie wzrusza. W końcu, jak zauważył ojciec Maciej Zięba, który w tej sprawie wykazał się zręcznością godną dialektyka, nawet jeśli tak było, to nie szkodzi, bo... inni też tak robili. Był...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA