fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Przejrzysta koncepcja pozbawiona logiki

Rzeczpospolita
Przygotowywana przez PO reforma mediów może mieć ogromny wpływ na ich funkcjonowanie w Polsce - pisze Jakub Biedrzyński, prezes Omnicom Media Group
Parę dni temu „Dziennik” opisał podstawowe założenia reformy mediów przygotowywane przez Klub Parlamentarny Platformy Obywatelskiej. Zmiany te, jeśli „Dziennik” je rzetelnie relacjonuje, miałyby bardzo istotny wpływ na funkcjonowanie rynku mediów w Polsce.
Fundamentem pomysłu jest zniesienie abonamentu. Ustawa przewidująca zniesienie opłaty na media publiczne już została przez Sejm uchwalona, a prezydent zdążył ją, zgodnie z przewidywaniami, zawetować. Platforma Obywatelska sprytnie wpisała do ustawy zniesienie abonamentu w dwóch krokach. Już w tym roku przewiduje zwolnienie z opłat emerytów i rencistów, w przyszłym pozostałych obywateli. Taki fortel stawia lewicę w trudnej sytuacji. Jak bowiem poprzeć weto prezydenta, głosując przeciwko interesom swojej podstawowej grupy wyborczej?
Trudno w tej chwili przewidzieć, jak zachowa się SLD postawiony w sytuacji tak trudnego wyboru. Jeszcze trudniej przewidzieć, jakie będą dalsze losy tej ustawy. W realizacji jej założeń widzę dwa zagrożenia. Po pierwsze, zaskarżenie jej do Trybunału Konstytucyjnego przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy mogą wysunąć argument, że prawdziwym celem ustawy jest jedynie wymiana władz mediów publicznych. Drugim, chyba poważniejszym, jest rozwiązanie kwestii już zapłaconego abonamentu. Przypominam, że w zamian za uiszczenie opłaty abonamentowej za cały rok z góry otrzymuje się specjalny rabat. Nie wiem, ile osób z tej możliwości korzysta, ale niezależnie od ich liczby rodzi to trudny problem. Czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powinna zwrócić pobrane opłaty? W jakiej proporcji? Proporcjonalnie do czasu obowiązywania starej ustawy? Czy rabat osobom, które uiściły abonament, się należy, czy też nie? Jaki będzie tryb zwrotu tych pieniędzy? Ile taka operacja będzie kosztować? Już na pierwszy rzut oka widać, że problemów jest więcej niż zysków. Trudno oprzeć się wrażeniu, że stopniowe zniesienie abonamentu jest podyktowane jedynie doraźnymi względami politycznymi. Najwyraźniej Platforma liczy na zdobycie głosów grup społecznych, wśród których do tej pory cieszyła się stosunkowo niską popularnością. Po drugie próbuje zaszachować tym samym SLD, który w obawie o notowania wśród swojego podstawowego elektoratu będzie zmuszony odrzucić weto prezydenta.
Zniesienie abonamentu to pierwszy krok w reformie mediów publicznych. W drugim PO chce dość gruntownie przebudować rynek. W dokumencie „Media publiczne – nowy krajobraz” zawarto podstawowe założenia reformy. Najbardziej kontrowersyjne z nich to pomysł podziału telewizji publicznej na dwie odrębne spółki. Pierwsza, czyli TVP 1, ma być całkowicie skomercjalizowana i posiadać prawo do nadawania reklam w przerwach pomiędzy programami na równi z prywatnymi konkurentami.
Stopniowe zniesienie abonamentu jest podyktowane doraźnymi względami politycznymi. Najwyraźniej PO liczy na zdobycie głosów grup społecznych, wśród których do tej pory cieszyła się niską popularnością
Druga spółka, nadająca program drugi, TVP Polonia i kanały tematyczne, ma tworzyć telewizję w 100 proc. poświęconą realizacji misji publicznej i całkowicie wolną od reklam. TVP 2 utrzymywana byłaby jedynie ze środków nowo utworzonego Funduszu Misji Publicznej, który miałby być finansowany z trzech źródeł: przychodów z reklam TVP 1, budżetów niektórych ministerstw i ze składki, jaką mieliby płacić na ten cel właściciele telewizji prywatnych. Jedna z głównych autorek proponowanych zmian Iwona Śledzińska-Katarasińska broni pomysłu: „To zupełnie naturalne, że stacje prywatne, które przejmą dużą część rynku reklamowego, powinny dokładać się do telewizji publicznej”.
Regionalne telewizje miałyby być oddane we władanie samorządom, które mają zawiązać spółki kapitałowe w celu przejęcia majątku ośrodków regionalnych radia i telewizji.
Mam nieodparte wrażenie, że projektowi brak logiki. Po co państwu komercyjna telewizja? Nie rozumiem dlaczego, jeśli TVP 1 nie ma realizować misji publicznej, lecz jedynie służyć do jej finansowania, nie sprzedać tej stacji w prywatne ręce, skoro, jak pokazuje doświadczenie ostatnich 15 lat, telewizja właśnie jest domeną, w której przewagę zarządzania prywatnego właściciela nad państwowym widać wyraźniej niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie gospodarki. Skoro prywatyzuje się stocznie, dlaczego nie sprzedać komercyjnej telewizji? Jaki jest sens w zarządzaniu telewizją nastawioną wyłącznie na zysk przez państwo, skoro rodzi to niebezpieczeństwo znanych patologii: wpływu polityków na program, walki o obsadę kluczowych stanowisk swoimi ludźmi, niejasności w priorytetach, klientelizmu dziennikarzy itp. Państwowa telewizja komercyjna to sprzeczność. Nie będzie to telewizja komercyjna z prawdziwego zdarzenia, nie będzie to telewizja realizująca misję. Jeśli rola TVP 1 ma się sprowadzać do zarabiania na misję w TVP 2, to jestem przekonany, że lepiej to zadanie spełni prywatny właściciel. Nietrudno sobie wyobrazić, że cena za objęcie tej stacji będzie rozłożona na wiele lat, choćby poprzez mechanizm podziału wpływów pomiędzy nowego prywatnego właściciela a Fundusz Misji Publicznej. Nie rozumiem natury tego politycznego kompromisu. Mam nadzieję, że w toku dyskusji nad projektem dowiemy się, jakie względy polityczne, jakie interesy trzeba godzić, tworząc takiego potworka.
Rację ma przewodnicząca parlamentarnej Komisji Kultury i Mediów, przewidując, że stacje prywatne skorzystają na wprowadzeniu reformy. W zeszłym roku telewizja publiczna zarobiła na rynku reklamowym 1,3 mln zł. Z tego TVP 2 dała ok. 39 proc. wpływów, czyli blisko 500 mln. Komercjalizacja TVP 1 nie skompensuje utraty wpływów reklamowych Dwójki. Już teraz obie anteny wykorzystują całkowicie dostępny w obecnych ramach prawnych limit, nadając reklamy 9 minut na godzinę, czyli jedynie 25 proc. mniej niż komercyjna konkurencja. Oznacza to, że komercjalizacja Jedynki może telewizji przynieść 300 mln zł w 2009 r., zakładając wzrost rynku reklamy o 25 proc. w tym roku i kolejne 20 proc. w roku przyszłym. Utrzymując takie same założenia rozwoju rynku, 460 mln zł nadwyżki przeleje się z TVP 2 do pozostałych stacji. Jeśli tort ten podzieli się równo pomiędzy trzy komercyjne ogólnopolskie programy: TVN, Polsat i TVP 1, to każdy z nich powinien zarobić dodatkowo po 160 mln zł jedynie w 2009 roku. Wydaje się, że obciążenie stacji komercyjnych, niezależnie od ich formy własności, zadaniem finansowania misji publicznej jest jak najbardziej zasadne. Tym bardziej że kwota, jaką dodatkowo zarobią na reklamach, jest prawie równa wartości obecnie zbieranego abonamentu.
Choć koncepcja ta jest dość przejrzysta, nie rozumiem jej logiki. Czy ustawodawca chce definiować misję publiczną przedmiotowo – poprzez programy, na co wskazywałoby powołanie Funduszu Misji Publicznej, czy też podmiotowo – poprzez wskazanie konkretnego kanału telewizyjnego, który ma za zadanie realizację misji? Czy stacje komercyjne będą się mogły ubiegać o pieniądze z FMP na realizację swoich ambitnych projektów? Czy wprowadzenie tego systemu nie spowoduje marginalizacji TVP 2, która siłą rzeczy zamieni się w coś w rodzaju TVP Kultura? Czy projektodawcy ustawy zapytali swoich wyborców, czy rzeczywiście tak bardzo przeszkadza im reklama w telewizji publicznej, że trzeba dokonać tak drastycznego oddzielenia misji od komercji? Czy taką misję ktokolwiek będzie oglądał? Czy taka komercja obroni się na wolnym rynku?
Wiele pytań ciśnie się do głowy, bo projekt PO jest niespójny. Brakuje mu myśli przewodniej i mechanizmów godzących misję z oglądalnością. Nie rozumiem, po co ograniczać rynek reklamy, skoro jest on już tak bardzo ograniczony. Nie rozumiem, po co nakładać na telewizje komercyjne dodatkowe obciążenia, gdy do tej pory nie płacą one praktycznie za koncesje na nadawanie? Oddanie telewizji regionalnych samorządom rodzi dwojakiego rodzaju śmiertelne dla nich zagrożenia: po pierwsze, jestem przekonany, że obawy krytyków projektu przed skrajnym upolitycznieniem telewizji w rękach lokalnych działaczy partyjnych i samorządowych są całkowicie uzasadnione.
Państwowa telewizja komercyjna to sprzeczność. Jeśli rola TVP 1 ma się sprowadzać do zarabiania na misję w TVP 2, to jestem przekonany, że lepiej to zadanie spełni prywatny właściciel
Praktyka polskiej demokracji pokazuje, że lokalne koterie są niezniszczalne. To, co się dzieje na Woronicza, jest igraszką w porównaniu z tym, co może się zdarzyć w dowolnym mieście wojewódzkim, gdzie sama przynależność do elity władzy jest ważniejsza od partyjnych barw, a lojalność wobec koterii istotniejsza od politycznych interesów. Telewizja w rękach samorządów to bardzo niebezpieczny pomysł i dla telewizji, i dla samorządów. Niech samorządy skupią się na budowie dróg, utrzymaniu szkół i szpitali. Nie dawajcie lokalnym politykom zabawki, która nijak ma się do ich zadań. Obawiam się, że szklany ekran nie przyczyni się do rozwoju demokracji lokalnej, wręcz odwrotnie. Ulokalnienie trzeciego kanału telewizji publicznej skazuje go na ekonomiczną wegetację i całkowitą zależność od budżetów samorządów, a więc od lokalnych koterii. Regionalne rynki reklamowe nie są w stanie utrzymać lokalnych telewizji. Jedyna szansa na sensowne zarządzanie programami regionalnymi to hybryda programów regionalnych i ogólnopolskich wraz z wymianą programów i udziałem w ogólnopolskim torcie reklamowym. Nie należy dzielić telewizji regionalnych. Na gruzach TVP trzeba powołać nie dwie, lecz trzy spółki. Tę ostatnią jako federację telewizji lokalnych.
Nie oceniam projektu PO jednoznacznie negatywnie. Dobrze, że po latach w końcu ktoś pracuje nad kompleksową reformą sektora, który wymaga drastycznych zmian. Projekt ten jest jednak półreformą. Dlatego brakuje jej logiki, konsekwencji i wizji. Szkoda.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA