Rozmaitości

Kolejka na Kasprowy nie zniknęła

Fotorzepa, Piotr Guzik PG Piotr Guzik
Tatrzański Park Narodowy nakazał firmie PKL zdemontować kolejkę. Dał jej na to kilka dni. Termin minął w środę. Co teraz?
„Kolej linowa funkcjonuje zgodnie z harmonogramem. Warunki narciarskie są bardzo dobre, w związku z tym zapraszamy wszystkich na Kasprowy Wierch" – napisały w odpowiedzi na nasze pytania Polskie Koleje Linowe (PKL). Przypominają, że jeszcze przed II wojną światową państwo polskie zezwoliło na wybudowanie kolei na Kasprowy Wierch i zagwarantowało możliwość jej funkcjonowania, ustanawiające na rzecz kolejki prawo służebności naziemnego jej prowadzenia. Już zatem w okresie międzywojennym zapewniono operatorowi kolei odpowiedni tytuł prawny.
PKL podkreśla, że dysponuje dokumentami potwierdzającymi jednoznacznie ustanowienie tej służebności i że nie musiał zawierać z Tatrzańskim Parkiem czy ze Skarbem Państwa umowy dzierżawy, regulującej możliwość korzystania z przestrzeni powietrznej, w której znajdują się liny (w zakresie dotyczącym nieruchomości będących wyłączną własnością Skarbu Państwa). Tatrzański Park Narodowy jest innego zdania i nie zamierza odpuścić. Jest jednak otwarty na rozwiązania polubowne. – Mamy wyznaczony termin w sprawie mediacji na 15 marca. Zaplanowano też spotkanie na przełomie lutego i marca. Zobaczymy, czy dojdziemy do porozumienia w kwestii zapłaty przez PKL należnych opłat, również tych zaległych – mówi „Rzeczpospolitej" Szymon Ziobrowski, prezes Parku. Co się stanie, jeśli do porozumienia nie dojdzie? – Wówczas podejmiemy dalsze kroki. Jakie? Tego zdradzić nie mogę – odpowiada Ziobrowski.
Tatrzański Park przyznaje, że wyznaczył Polskim Kolejom Linowym krótki termin do realizacji żądań, ale podkreśla, że gdyby zwróciły się o jego przedłużenie oraz podjęły rozmowy w celu ugodowego zakończenia sporu, to byłby gotów do tego się przychylić. „Ufamy, że funkcjonariusze państwowi działają racjonalnie, a zatem jeśli wyznaczają termin, to jest to działanie przemyślane i oparte na przepisach. Nie jesteśmy w stanie domyślić się, że jeśli dyrektor TPN, i to reprezentowany przez fachowego pełnomocnika – adwokata, wyznacza jakiś termin, to tak naprawdę oczekuje wniosku o jego przedłużenie" – ripostuje firma. Podkreśla, że ma siedzibę w Polsce, tu płaci podatki (w latach 2013–2016 odprowadziła w formie podatków w regionie do budżetów gmin ponad 16 mln złotych, a do budżetu państwa ponad 32 mln złotych) i jest jednym z największych pracodawców na Podhalu. Teraz w grupie pracuje około 300 osób. „W świetle kwot, które corocznie wpłacamy do Tatrzańskiego Parku Narodowego (w latach 2013–2018 było to blisko 10,7 mln zł), twierdzenie, że pomija się jego prawa, jest zasadniczym nadużyciem" – twierdzi PKL. Większościowym akcjonariuszem turystycznej firmy pośrednio jest fundusz private equity Mid Europa. Od kilku lat wspiera jej rozwój, a w tym roku zamierza wprowadzić ją na warszawską giełdę. Samorządy, zgodnie ze statutem PKL, będą miały okazję nabyć przeznaczoną dla nich pulę akcji lub wskazać podmiot, który kupi ten pakiet. Atmosfera wokół Polskich Kolei Linowych jest gorąca już od kilku lat. Podgrzewają ją politycy i lokalni samorządowcy. Stanowisko Parku Narodowego popiera starosta tatrzański Piotr Bąk. Twierdzi, że zaniedbania dotyczące kwestii pobierania należnych opłat od Polskich Kolei Linowych trwają już od dłuższego czasu i że dotychczasowe mediacje nie przyniosły żadnego rezultatu. – Parkowi narodowemu pozostały więc tylko działania stanowcze – przekonuje.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL