Służby mundurowe

Prezydent nie nominuje ludzi Klicha

Prezydent RP Lech Kaczyński węcza nominacje na stopień generała dywizji generałowi brygady Edwardowi Gruszce. Na zdjęciu żona generała
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Zgrzyt na linii pałac prezydencki – rząd. Poszło o nominacje generalskie – Lech Kaczyński nie akceptuje kandydatów
Szef MON Bogdan Klich wysłał zwierzchnikowi Sił Zbrojnych do podpisania 15 nominacji generalskich. Ale Lech Kaczyński zaakceptował tylko trzy kandydatury.
– Nominacje generalskie to prerogatywa prezydenta. Decyzję podjął w trosce o Siły Zbrojne i na podstawie wiedzy o przedstawionych mu kandydatach – tłumaczy powody gen. Roman Polko, wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy Pałacu Prezydenckim. Robert Rochowicz, rzecznik prasowy MON, twierdzi, że minister Klich, wyznaczając kandydatów, chciał uporządkować sytuację prawną. – Oficerowie zajmują konkretne stanowiska i mają prawo oczekiwać, że będą one tożsame z ich stopniem wojskowym – twierdzi.
Także Janusz Zemke z Klubu Lewica, szef Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, uważa, że decyzja prezydenta jest demonstracyjnym podważeniem kompetencji ministra obrony. – Jak również ludzi, którzy i tak zajmują już stanowiska generalskie. To bardzo niedobra sytuacja dla samej armii. Na miejscu ministra wycofałbym wszystkie nominacje i nie zgłaszał ich już do końca kadencji obecnego prezydenta – mówi Zemke. Z informacji „Rz“ wynika jednak, że na liście Klicha znalazło się jedynie dwóch oficerów liniowych. Reszta to sztabowcy bądź oficerowie pracujący w instytucjach wojskowych. Według tych informacji minister chciał m.in., by generalską gwiazdkę dostał szef jego sekretariatu płk Artur Kołosowski.– W takich sytuacjach zawsze wcześniej konsultowałem nazwiska przyszłych kandydatów na generałów z BBN i z prezydentem. Następnie tak przygotowaną wstępną listę wysyłałem do podpisu prezydenta – mówi Aleksander Szczygło, były szef MON, obecnie poseł PiS. Jednak za jego czasów MON i Pałac Prezydencki ściśle i dobrze ze sobą współpracowały. Obecny układ na linii prezydent – MON trudno nazwać choćby poprawnym. Długo trwały np. przepychanki między tymi dwoma ośrodkami władzy wokół wycofania polskich wojsk z Iraku. W końcu prezydent podpisał wniosek o przedłużenie misji irackiej do października, ale i zgodę na wycofanie naszych żołnierzy. Z kolei kilka tygodni temu delegacja BBN chciała jechać do Iraku, by sprawdzić stan przygotowań do wycofania polskich żołnierzy, ale MON ciągle opóźniało wydanie na to zgody. Resort tłumaczył to niebezpieczną sytuacją w tamtym rejonie. Po obecnym konflikcie stosunki zapewne jeszcze się pogorszą. Paweł Graś, poseł PO z Komisji Obrony uważa, że ostatnia decyzja prezydenta jest elementem przemyślanej taktyki stałego bycia w opozycji do rządu. – Wszystko wskazuje na to, że te konflikty zamieniają się w regułę. To zmusza do postawienia pytania, jak uregulować te kwestie w konstytucji. Trzeba będzie ją dopracować, bo najgorszy jest brak klarownych reguł współpracy – zapowiada poseł. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.zemla@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL