Polityka

Kamiński woli Brukselę

Michał Kamiński
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Plany PiS. Prezydencki minister będzie kandydował do Parlamentu Europejskiego – dowiedziała się „Rzeczpospolita”
PiS-owski spec od PR odpowiedzialny za wizerunek Lecha Kaczyńskiego ma zapewnione miejsce na liście kandydatów do europarlamentu. Prezydent wyraził zgodę na jego odejście z Kancelarii.
– To prawda – potwierdza naszą informację Michał Kamiński. – Taka zresztą była umowa, że do Kancelarii Prezydenta idę tylko na dwa lata, a potem będę mógł wrócić do Brukseli. Ale jego partyjni koledzy są oburzeni. – Kamiński został sprowadzony do Warszawy, żeby poprawić wizerunek prezydenta. Nic nie zrobił, sondaże prezydenta nawet nie drgnęły, ale on w nagrodę będzie mógł ponownie kandydować do Parlamentu Europejskiego – żali się jeden z polityków PiS, który sam ma ochotę przenieść się do Brukseli. – Ale nie mam szans, mnie nie dopuszczą na listę – dodaje rozżalony.
Z naszych informacji wynika, że w PiS lista osób chętnych do europarlamentu jest bardzo długa. Do kandydowania przymierza się Anna Fotyga, obecna szefowa Kancelarii Prezydenta. Porzuciła Brukselę, żeby zostać ministrem spraw zagranicznych w rządach PiS. Za rok chciałaby wrócić na europejskie salony. Do kandydowania przymierza się również Anna Fotyga, która też była już europosłanką Wśród pewnych kandydatów wymieniani są też m.in. Wojciech Jasiński, były minister skarbu, Elżbieta Kruk, była szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, oraz Aleksander Szczygło, były minister obrony narodowej, który już raz walczył o mandat europosła, ale go nie zdobył. Na dziennikarskiej giełdzie kandydatów do europarlamentu wymienia się też: Adama Hofmana, Karola Karskiego, byłego wiceministra spraw zagranicznych, i Zbigniewa Ziobrę, byłego ministra sprawiedliwości. Ten ostatni zdecydowanie zaprzecza. Ale Karski przyznaje, że rozważa taką możliwość. – Mówiąc nieskromnie, mam dobre kwalifikacje na europosła, ale w krajowym parlamencie też są potrzebni specjaliści od spraw zagranicznych – mówi Karski. W kolejce do list stoją też obecni eurodeputowani. Jednak – jak się dowiedzieliśmy – prezes Jarosław Kaczyński nie jest zadowolony z ekipy PiS w europarlamencie. Pewnym kandydatem jest tylko Adam Bielan. – Jeżeli chodzi o pozostałych, sprawa jest otwarta – mówi polityk z otoczenia prezesa. – Jedno jest pewne, nowi europosłowie będą mieli znacznie większe zobowiązania finansowe i organizacyjne wobec partii niż obecni. Chodzi o to, że krajowi posłowie PiS są zobowiązani do utrzymywania trzech biur poselskich. A eurodeputowani nie. – To się musi zmienić. Europosłowie będą też więcej płacili na partię – mówi poseł PiS. Nikogo to jednak nie zniechęca do kandydowania. Dlaczego? Głównie z powodu zarobków, które będą dużo wyższe niż polskich posłów. A poza tym życie polityków opozycji jest frustrujące, bo ma się niewielki wpływ na rzeczywistość. – Coraz bardziej brzydzi mnie krajowa polityka i chętniue przeniósłbym się do europarlamentu – wzdycha prominentny poseł PiS. – Ale na listy trafią wyłącznie najbardziej zaufani współpracownicy prezesa. a.m. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.olczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL