fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Ze sceny zejść niepokonanym

twitter.com
Dzisiaj, gdy muzykę elektroniczną może tworzyć każdy z wyobraźnią i komputerem, należy patrzeć z szacunkiem na takich ludzi jak Tom Jenkinson (aka Squarepuhser).

Tacy jako on w latach 90. za ciężko zarobione pieniądze kupowali syntetyzatory po to, aby dać muzyczne podłoże pod nadchodzącą elektroniczną rewolucję XXI wieku. Jasne, szacunek się należy, ale każdy musi wiedzieć, kiedy powiedzieć stop.

Squarepusher to artysta nagrywający pod szyldem brytyjskiej wytwórni WARP Records. Wraz z innymi kolegami z wytwórni takimi jak Aphex Twin czy Autechre stworzył w latach 90 podgatunek muzyki elektronicznej znany jako IDM (Inteligent Dance Music, ale tak naprawdę ta nazwa nie ma za dużo wspólnego ze specyfiką owego gatunku). Ten styl muzyczny charakteryzował się tym, że Brytyjczycy zapożyczyli brzmienie kultowych wykonawców muzyki elektronicznej z lat 70 i 80 (Kraftwerk czy Brian Eno) i zaczęli eksperymentować z tymi gatunkowymi kliszami, często tworząc rytmy tak połamane, iż dziennikarze muzyczni specjalnie dla nich wymyślili określenie : „No-music". Jednakże IDM podłożył spory grunt pod muzykę elektroniczną XXI wieku i na pewno był ważnym zjawiskiem na scenie muzycznej lat 90.

Każdy z reprezentantów tej unikalnej sceny muzycznej zaliczył w przeciągu dwóch lat powrót z nowymi albumami. Wszystkie wydawnictwa uzyskały bardzo dobre recenzje, pokazując, że starzy mistrzowie nadal potrafią pokazać młodym ich miejsce w szeregu. Mając ten fakt na uwadze, zasiadłem pełen optymizmu do nowego materiału Toma Jenkinsona.

Po pierwsze materiał jest chaotyczny. Jak już wspomniałem muzyka IDM jest raczej nastawiona na eksperymenty i te osoby, które w muzyce poszukują melodii, raczej nie mają czego szukać w tym gatunku. Mimo wszystko muzyka na nowej płycie przypomina naprędce sklejone bity przeciągnięte przez staromodne syntetyzatory z lat 90. Brzmi to trochę jak pośpiesznie skonstruowane kawałki byle jak zapakowane w dzisiejszą modną muzyczną otoczkę.

Na swoim najnowszym albumie Brytyjczyk też wpada w pułapkę, której ulega wiele zasłużonych artystów. Otóż jest to próbowanie na siłę dialogu z nowymi trendami w muzyce. Jasne, od takich muzyków jak Squarpusher wymaga się określonego poziomu, lecz z drugiej strony muzyk z taką dyskografią nie musi nikomu nic udowadniać. Tak więc można poczuć pewnego rodzaju zażenowanie, kiedy Jenkinson próbuje pokazać, jak nadąża za trendami. Stosując przy okazji raczej słabe triki z gatunkowego repertuaru EDM-u czy Acid House'u

Niestety jednak Jenkinson zapomniał, w czym jest najlepszy. Squarepusher dał się odkryć jako muzyk, który cały ten elektroniczny chaos potrafił spajać partiami gitary basowej, co stawiało go jako wzór do naśladowania dla innych muzyków reprezentujących gatunek drum'n bass. I rzeczywiście, jeżeli posłuchamy najlepszej płyty Jenkinsona: „Hard Normal Daddy" będziemy mogli podziwiać chaotyczne labirynty perkusyjne spojone znakomitymi basowymi partiami. To jest cecha charakterystyczna dla dyskografii Brytyjczyka. Tu jednak tego nie ma. W każdej minucie tego albumu słychać, że muzyk próbuje czegoś, w czym nie jest dobry.

„Damogen Furies" to płyta z cyklu przesłuchać i zapomnieć. Z drugiej strony poprzednie płyty Jenkinsona wywindowały go na taką pozycje, iż obecnie może robić co mu się tylko żywnie podoba. Szkoda, tylko, że regres twórczy napotkał Toma w tak młodym wieku. Artysta niedawno skończył 40 lat i wydaje się, że mógłby nam coś ciekawego jeszcze w kwestii muzyki powiedzieć. No cóż, ponoć życie zaczyna się po czterdziestce...

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA