fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Test na chorobę popromienną

Twórcy testu - dr Dipanjan Chowdhury (p) i dr Wojciech Fendler (l)
materiały prasowe
Badanie krwi pozwalające określić dawkę promieniowania, na jaką narażony był człowiek opracowali naukowcy z amerykańskiego Dana Farber Cancer Institute. W pracach brał udział polski specjalista dr Wojciech Fendler.

Takie badanie byłoby niezwykle przydatne w sytuacjach katastrof radiacyjnych. Pozwoliłoby określić kto przeżyje bez pomocy, a kto wymaga natychmiastowej opieki. Wyniki testów krwi wykonanie już 24 godziny po narażeniu na promieniowanie mogą wskazać jak wysoka była dawka i jakie będą konsekwencje dla zdrowia. Biomarkery umożliwiają lekarzom ocenę, czy będzie potrzebny np. przeszczep szpiku ratujący życie ofiarom choroby popromiennej.

Naukowcy podkreślają, że problem w takich — rzadkich — sytuacjach polega na tym, iż u ludzi dotkniętych nawet dużą dawką promieniowania objawy rozwijają się stopniowo. Niekiedy następstwa są widoczne dopiero kilka tygodni po ekspozycji.

- Nie ma obecnie metod pozwalających na szybkie określenie kto został narażony na promieniowanie po katastrofie radiacyjnej, a tym bardziej na ustalenie czy przyjęta dawka okaże się śmiertelna — tłumaczy dr Dipanjan Chowdhury z Dana Farber Cancer Institute. — Wczesne rozpoznanie pacjentów o wysokim ryzyku zgonu z powodu choroby popromiennej jest kluczowe dla szybkiego zastosowania terapii.

W zespole dr. Chowdhury'ego znalazł się również dr Wojciech Fendler, 33-letni naukowiec z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. W Dana Farber Cancer Institute zajmował się m.in. biostatystyką i opracowywaniem danych z różnych eksperymentów. Prace nad biomarkerami trwały od 2011 roku, kiedy okazało się, że narażone na chorobę popromienną mogą być nie tylko potencjalne ofiary zamachów terrorystycznych, ale zwykli ludzie mieszkający w pobliżu uszkodzonej trzęsieniem ziemi i tsunami elektrowni Fukushima.

Wszystkie badania naukowcy prowadzili na zwierzętach — ze względów etycznych testowanie reakcji na napromieniowanie z udziałem ludzi byłoby niemożliwe. Myszom wszczepiano jednak komórki ludzkiego szpiku kostnego. Sprawdzono również reakcję na lek chroniący przed skutkami promieniowania jonizującego — amifostynę. Rezultaty amerykańsko-polski zespół opublikował na łamach „Science Translational Medicine".

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA