fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze wyborcze

Filip Memches: Prezydent dzieli Polaków

Filip Memches
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Bronisław Komorowski pięć lat temu zapowiadał, że będzie prezydentem zgody narodowej. I z takim przesłaniem też występuje podczas bieżącej kampanii wyborczej, co próbował zademonstrować w niedzielnej debacie.

Chodziło zatem o to, żeby wykazać, iż Andrzej Duda to kłótliwy demagog reprezentujący partię, która dzieli Polaków.

Ten plan Komorowskiemu się nie powiódł. Głowa państwa na pierwszy rzut oka przeważała nad rywalem pewnością siebie, tyle za tą cechą kryło się tak naprawdę zadufanie. Duda był jednak zbyt spięty, żeby je w pełni obnażyć. Nie potrafił też momentami zachować zimnej krwi wobec agresywnych zachowań gospodarza Belwederu. Ale za to okazał się bardziej koncyliacyjny od niego.

W każdym razie opowieść Komorowskiego o zgodzie narodowej okazała się bajką. To prezydent, a nie jego przeciwnik, dzielił społeczeństwo, kreując siebie na reprezentanta „Polski racjonalnej", która ma walczyć z „Polską radykalną". W tej retoryce „Polska racjonalna" to Polska światopoglądowo neutralna. Ale neutralność światopoglądowa jest lewicowym konstruktem ideologicznym, a nie realnie osiągalnym celem.

Widać to na przykładzie ustawy o in vitro. W debacie prezydent kreując siebie na stojącego ponad podziałami męża stanu wyraził w istocie ideologicznie zaangażowane stanowisko lewicowej części opinii publicznej – pozbawione zrozumienia dla dylematów bioetycznych dotyczących tej metody zapłodnienia i zarazem idące pod prąd nauczaniu Kościoła. Duda zaś położył nacisk na wynikającą z konstytucji konieczność prawnej ochrony życia ludzkiego, a zatem i ludzkich zarodków.

Ale głównym atutem kandydata PiS okazał się po prostu fakt, że miał naprzeciw siebie polityka obozu władzy – kogoś, kogo można było rozliczyć z ośmiu lat sprawowania rządów przez Platformę Obywatelską. Komorowski wprawdzie próbował grać rolę kandydata bezpartyjnego (znowu ta chęć udowodnienia bezstronności), jednak Duda przytomnie zauważył, że kandydat PO wystąpił z tej formacji dopiero, gdy został głową państwa, i bynajmniej nie zerwał z nią politycznych związków.

Rywal prezydenta przywołał niespełnione obietnice wyborcze Platformy z roku 2007 („druga Irlandia", „cud gospodarczy"), kiedy po raz pierwszy sięgnęła ona po zwycięstwo. A także bezlitośnie rozprawił się ze zmiennością poglądów gospodarza Belwederu, która przejawia się chociażby ostatnio w nieudolnych próbach przejęcia głównych punktów programu Pawła Kukiza. Komorowski jednak w swoich wyjaśnieniach był nieprzekonujący.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA