Finanse

Napięty budżet 2009

Minister finansów Jacek Rostowski
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
23 – 27 mld zŁ to koszty nowych pomysłów koalicji. Za dwa tygodnie będzie gotowa analiza propozycji przyszłorocznych wydatków poszczególnych ministerstw – dowiedziała się „Rz”
Problem wysokiej inflacji może się zwiększyć w 2009 roku. W Sejmie trwa też batalia o wydatki związane z emeryturami pomostowymi. A dodatkowo premier Donald Tusk zapowiada zakończenie odkładanej przez lata reprywatyzacji. Budżet na przyszły rok może być więc trudny do skonstruowania. Warto do niego podejść poważnie, bo spowolnienie gospodarcze spowoduje, że wpływy podatkowe będą rosły wolniej, a podwyższona inflacja, choć przyniesie dodatkowe miliardy z podatków, podniesie koszty wypłat emerytur, rent i innych świadczeń socjalnych z nią powiązanych.
Jakby tego było mało, ministrowie szykują się do zmian już zapowiedzianych przez premiera, które też wymagają dodatkowych pieniędzy. Dlatego też minister finansów w obawie przed ich skutkami dla budżetu zaproponuje, by rząd powołał oprócz Stałego – Społeczny Komitet Rady Ministrów, wynika z informacji „Rz”. Ma on koordynować sferę wydatków budżetowych związanych z polityką społeczną. Rząd nie chce bowiem rezygnować z założenia realnego wzrostu wydatków państwa tylko o 3 proc. w 2009 roku. Jeśli w przyszłym roku wzrost PKB osiągnie 5 proc., a średnioroczna inflacja około 4 proc., to w optymistycznej wersji wzrost dochodów państwa sięgnąłby 25 mld zł. Tymczasem koszty uchwalonych reform, zmian i podwyżek to 32,5 mld zł. Natomiast wstępny kosztorys ostatnich propozycji koalicjantów, łącznie z konieczną waloryzacją, to wydatek dla państwa rzędu 23 – 27 mld zł. Trudne do oszacowania są zwłaszcza możliwe konsekwencje reprywatyzacji (finansowanie z dochodów pozabudżetowych). „Rz” wyliczyła je na maksymalnie 10 mld zł. Premier obiecywał zwrot 15 – 20 procent wartości zagrabionego mienia, szacowanego na około 50 mld zł. – Niewykonalne może się okazać radykalne ograniczanie deficytu – wyjaśnia Janusz Jankowiak, członek zespołu doradców premiera. – Wtedy nie spełnimy kryteriów z Maastricht, nie zejdziemy ze ścieżki nadmiernego deficytu i oddali się data wprowadzenia w Polsce unijnej waluty.
Rząd musi ponieść koszty ulg prorodzinnych, które uszczuplą w 2009 roku dochody z PIT o około 8 mld zł. Dwie niższe stawki podatkowe 18 i 32 proc. spowodują zmniejszenie wpływów o 9 mld zł. Kolejne 2 mld zł kosztować będzie budżet wprowadzenie emerytur pomostowych i wykup Karty nauczyciela, po 6 mld zł wyniosą zapewne podwyżki w służbie zdrowia i szkolnictwie i wreszcie o 3,5 mld zł wzrosną wydatki z tytułu naszego członkostwa w UE. Janusz Jankowiak wylicza, że waloryzacja świadczeń społecznych może kosztować nawet 9 – 10 mld zł. Według niego nie ma już wtedy miejsca na jakiekolwiek dodatkowe wydatki budżetowe. Nawet zmiana systemu wypłacania zasiłków dla bezrobotnych, która ma pochłonąć dodatkowo 1 mld zł, jest niewskazana. Na rozstrzygnięcia rządu czekają projekty zmian dotyczące polityki rodzinnej. Jeśli rząd się na nie zdecyduje (są to: wydłużenie urlopu macierzyńskiego, podniesienie składek na ubezpieczenia emerytalne osób na urlopach wychowawczych, ulgi w Funduszu Pracy), to musi wydać około 340 mln w przyszłym roku, ale potrzebuje też prawie 7,4 mld zł do 2014 roku. W kolejce na zmiany czekają też świadczenia rodzinne. Rząd chce przekształcać szpitale w spółki prawa handlowego. Obecnie ich długi to ok. 2,7 mld zł. Samo PSL chce rozszerzenia ulgi na wychowywanie dzieci na rodziny, które nie płacą podatku. Wsparcie dla emerytów chce zwiększyć opozycja. LiD proponuje zwiększenie minimalnej emerytury do 50 proc. przeciętnej. Na to potrzeba w ciągu roku ok. 2 mld zł. A PiS proponuje, by emeryci i renciści, których świadczenie jest niższe niż 1300 zł brutto, otrzymywali raz w roku dodatek w wysokości 600 – 200 zł. Dla budżetu oznacza to ok. 1,5 mld zł.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL