Energetyka

Współspalanie nieopłacalne, ale chwilowo

Technologia prostego współspalania przestanie się opłacać. Jednak zdaniem ekspertów instalacje zmodernizowane będą wkrótce wygrywać na aukcjach.
Bloomberg
Zmodernizowane instalacje będą znów atrakcyjne – twierdzą eksperci.

Duże firmy mogą ograniczać produkcję energii z najprostszej, ale najbardziej dziś rozpowszechnionej technologii odnawialnej, czyli współspalania węgla z biomasą. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi przedstawicieli największych spółek energetycznych w kraju.

Konieczne warunki

W świetle przepisów ustawy o odnawialnych źródłach energii od przyszłego roku stosujące tę technologię źródła nie będą otrzymywać jak dotąd jednego zielonego certyfikatu za każdą wyprodukowaną megawatogodzinę, lecz jedno takie świadectwo pochodzenia za 2 MW (współczynnik wsparcia wyniesie więc 0,5).

Jak wynika z szacunków Tauronu, minimalny współczynnik wsparcia, przy którym można mówić o opłacalności tej technologii, wynosiłby 0,7–0,8 w zależności od poziomu ceny biomasy. – Przy zmniejszonym wsparciu cena biomasy musi spaść co najmniej o 20 proc., żeby mówić o rentownej produkcji – twierdzi Grzegorz Kinelski, wiceprezes ds. handlowych w Enei.

Na dotychczasowych zasadach będą wspierane zaś instalacje dedykowane. Ale warunkiem jest spalanie w nich przynajmniej 20 proc. biomasy, a ogromna większość tych działających dziś u nas nie jest do tego przystosowana.

Czy Enea zdecyduje się na modernizacje? – To będzie uzależnione od różnicy cen zakupu biomasy oraz sprzedaży praw majątkowych – poinformowała nas Agata Reed, rzeczniczka Enei Wytwarzanie. Pytana o cenę zielonych certyfikatów pozwalających na opłacalną produkcję wskazała poziom zbliżony do opłaty zastępczej na 2015 rok, czyli 300 zł/MWh. To oznacza, że cena certyfikatu musiałaby pójść w górę dwukrotnie. To niemożliwe przy olbrzymiej nadpodaży tych świadectw pochodzenia na rynku.

W podobnym tonie wypowiada się Magdalena Rusinek, rzeczniczka Tauronu. Z jej słów wynika, że jeśli sytuacja rynkowa nie się zmieni, to stosujące dotąd tzw. proste współspalanie, źródła będą produkować energię tylko z węgla.

Ale katowicki koncern, podobnie do PGE i EDF, już dziś posiada dedykowane instalacje. – Zarówno Elektrociepłownia Tychy, która spala tylko biomasę, jak i blok stosujący to paliwo w Elektrowni Jaworzno nie powinny mieć problemów z uzyskiwaniem certyfikatów – wskazuje Rusinek.

Motorem rosnące koszty uprawnień

Zdaniem Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej, dużym koncernom będzie opłacało się rozbudowywać proste instalacje współspalania do urządzeń dedykowanych lub hybrydowych (gdzie biomasa spalana jest oddzielnie, a z kotłem węglowym łączy ją dalsza część instalacji) ze względu na stale rosnące koszty uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Niższe wsparcie dla prostego współspalania da też argument koncernom do żądań obniżenia ceny biomasy. Szef IEO twierdzi, że instalacje dedykowane będą w stanie wygrywać wszystkie aukcje już od 2017 lub 2018 r.

– To będzie powrót do wysokiego wsparcia dla współspalania, którego nie jestem zwolennikiem – podkreśla Wiśniewski. W ocenie Roberta Rybskiego z Fundacji ClientEarth może to doprowadzić do rozwoju monokultury OZE, a w konsekwencji niepowodzenia nowego systemu wsparcia.

Krzysztof Żmijewski, sekretarz Społecznej Rady ds. Zrównoważonego Rozwoju Energetyki, ma bardziej liberalne podejście niż ekolodzy. Uważa, że nie ma powodu dyskryminować współspalania hybrydowego, gdzie obok kotła na węgiel trzeba postawić drugi tylko na biomasę. – Bez tej technologii nie będziemy w stanie osiągnąć celów w zakresie OZE stawianych przez UE do 2020 r. – argumentuje Żmijewski.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL