fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

W Berlinie jak w domu

Skra w drodze do Final Four wyeliminowała mistrzów i wicemistrzów Włoch
Fotorzepa/Marian Zubrzycki
Siatkówka: Dwie polskie drużyny Skra i Resovia w turnieju finałowym Ligi Mistrzów. Pierwsze mecze w sobotę.

Tego jeszcze nie było: mistrz i wicemistrz Polski zagrają w najbliższy weekend w Final Four. Obok nich najbogatszy w tym towarzystwie Zenit Kazań i gospodarz turnieju Berlin Recycling Volleys.

W tym sezonie w eliminacjach LM grały trzy polskie drużyny, obok Skry i Resovii jeszcze Jastrzębski Węgiel, ale odpadł w rywalizacji z Lokomotiwem Nowosybirsk, który z kolei musiał w decydującej fazie play-off uznać wyższość zespołu z Rzeszowa.

Resovia najpierw efektownie wygrała na Syberii, a później dwa zwycięskie sety w Rzeszowie dały jej awans do Final Four. Skra wyeliminowała mistrzów (Macerata) i wicemistrzów (Perugia) Włoch.

Drużynę z Bełchatowa grającą tak jak w meczach z Maceratą trudno pokonać, ale ostatnio mistrzowie Polski mają problemy. Pytanie, czy potrafią się z nimi uporać i zagrać w Berlinie równie dobrze. W sobotę późnym wieczorem, po meczu z Resovią poznamy odpowiedź.

Zapowiada się ciekawe spotkanie, w którym nie będzie faworyta. Skra improwizuje na boisku jak nikt inny i gdy będzie miała swój dzień, siatkarze z Rzeszowa staną przed trudnym zadaniem. Ale oni mają to, czego nie ma ostatnio Skra: pewność gry. Ciekawe tylko, czy osiem dni przerwy od ostatniego meczu nie wybije ich z rytmu.

Najsłabsi w finale wydają się być gospodarze, Berlin Recycling Volleys, ale to też nie są chłopcy do bicia. Grali w grupie z Resovią i awansowali z drugiego miejsca z taką samą liczbą punktów. Australijczyk Mark Lebedev, trener Volleys, przypomina, że przed dwoma laty spore problemy w Berlinie miał Zenit Kazań. Wygrał dopiero w tie-breaku, jego drużyna dobrze radziła sobie też z Lokomotiwem Nowosybirsk, a w tym sezonie pokonała Resovię. W zespole nie ma megagwiazd, ale Niemiec Robert Kromm (212 cm), jego lider, to kawał gracza. W składzie Volleys jest też wielu innych, dobrych zawodników: leworęczny atakujący z Australii Paul Carroll (205 cm), solidni środkowi – Słowak Tomas Kmet i Holender Rob Bontje, oraz trójka reprezentantów USA – przyjmujący Scott Touzinski, rozgrywający Kawika Shoji i libero Eric Shoji. Jak mówi Michał Mieszko Gogol, drugi trener Resovii, to bardzo ciekawa mieszanka, która we własnej hali może sprawić sporo kłopotów każdemu, szczególnie serwisem.

W pierwszym sobotnim meczu zespół z Berlina zmierzy się z Zenitem Kazań, wielkim faworytem finału, i ciężko będzie mu z tej rywalizacji wyjść zwycięsko, ale na pewno się postawi.

Przyjmujący z Kazania Amerykanin Matthew Anderson i Kubańczyk Wilfredo Leon zdecydowanie lepiej czują się w ataku i jeśli zajdzie potrzeba, potrafią, podobnie jak Maksim Michajłow, atakować z wysokiej piłki, rozgrywanej przez artystę z Iranu Saeida Maroufa.

Jeśli Volleys przegra półfinał z Kazaniem, co jest bardzo prawdopodobne, to o brązowy medal zagra ze Skrą lub Resovią. Kibice nie będą tym razem atutem gospodarzy, bo polskich fanów siatkówki w Max Schmelling Halle zjawi się nie mniej niż Niemców.

– Będziemy tam czuć się jak w domu – mówi Michał Winiarski i nie przesadza.

Sobota: półfinały

17.00 Berlin Recycling Volleys – Zenit Kazań

20.00 PGE Skra Bełchatów – Asseco Resovia Rzeszów

Niedziela

13.00 – mecz o trzecie miejsce; 15.45 – finał.

Wszystkie mecze pokaże Polsat Sport

Ryszard Bosek, mistrz olimpijski, trener i komentator Polsatu

Myślę, że Skra, która w Pluslidze ma kłopoty, odbije się i w Berlinie pokaże siatkówkę na najwyższym poziomie. Bardzo dużo zależeć będzie od Mariusza Wlazłego i Michała Winiarskiego. Siatkarze Skry byli zmęczeni psychicznie, to wszystko. Mieli czas na odpoczynek i naładowanie akumulatorów, więc znów powinni być groźni. Fundamentalne znaczenie będzie miała zagrywka, ona rozwiązuje wiele spraw.

Zespół z Berlina będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony, ale to może być za mało na Zenit Kazań, który naprawdę potrafi grać w siatkówkę i ma trenera, który wie, czego chce. Inna sprawa, że Władymir Alekno trzyma swoich siatkarzy mocno za twarz, co nie wszystkim się podoba. Na igrzyskach w Londynie zdało to jednak egzamin, Rosjanie zdobyli złoty medal.

Natomiast w finale jednej z polskich drużyn z Kazaniem wszystko może się zdarzyć, zarówno Skra, jak i Resovia mają argumenty, by wyjść z takiej konfrontacji zwycięsko. Nie musimy mieć kompleksów, czego dowiodły ubiegłoroczne mistrzostwa świata. Sama radość móc to obejrzeć.

Gdy z Płomieniem Milowice zdobywałem Puchar Europy Mistrzów Krajowych w sezonie 1977/1978 (w nowej formule żadnej z polskich drużyn udało się tego powtórzyć – przyp. red.), witała nas orkiestra górnicza i było wielkie święto. Z siatkarskiego związku chyba nikt się pojawił. Mam nadzieję, że teraz Resovii lub Skrze też uda się wygrać. Po złotym medalu mistrzostw świata czas na klubowe zwycięstwa.

—j.p.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA