Wywiady i opinie

Polskie sieci też na celowniku

Piotr Mazurkiewicz
Fotorzepa/Ryszard Waniek
Firmy handlowe, zwłaszcza z kapitałem zagranicznym, to w naszym regionie bardzo wygodny chłopiec do bicia. W Polsce przekonamy się o tym podczas kampanii przed wyborami parlamentarnymi.

Padną znane już argumenty – firmy wykorzystują pracowników, nie płacą podatków, oszukują dostawców i przez nie znikają rodzinne sklepiki. To, że dzięki tym wielkim firmom mamy tanią żywność i ogromny wybór produktów, nikomu przez gardło nie przejdzie. Sieci wypada atakować i tyle.

Czy któraś z partii pójdzie tak daleko, by zdecydować się na zaproponowanie rozwiązań na wzór węgierski? Śmiem twierdzić, że to prawdopodobne, ponieważ atmosfera sprzyja krytykowaniu zagranicznego kapitału, a w handlu pozycja obcych sieci jest w Polsce silna, choć nie aż tak jak na Węgrzech. U nas sieci hiper-, supermarketów i dyskontów kontrolują 50 proc. rynku, na Węgrzech – 80 proc.

Na pewno wróci temat niskich podatków, choć to demagogia w czystej postaci. „Oni" płacą mało, ale jak mogą więcej, jeśli mają małe zyski? Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej", opierając się na danych wywiadowni Bisnode Polska, w ostatnich latach spośród 200 największych sieci ponad 20 proc. kończy rok finansowy ze stratą. Średnia rentowność netto dla tych firm spadła już poniżej 1 proc. 200 największych firm przy ponad 100 mld zł przychodów może wykazać 2 mld zł zysku netto.

Wróci też pomysł zakazu handlu w niedzielę, choć jest mu przeciwna większość Polaków, a największą czkawką odbiłby się on pracownikom tych sieci.

Z przytaczanych zarzutów za uzasadniony można uznać ten o niezbyt wysokich wynagrodzeniach, ale to akurat jest bolączka wszystkich branż opierających się na nisko wykwalifikowanej kadrze.

Sieci wyciskały siódme poty z dostawców, zmuszając ich do wnoszenia dodatkowych opłat za lepsze miejsce w sklepie, gazetki sklepowe itp. Wrzucane do jednego worka pod nazwą opłaty półkowe, w skrajnych formach sięgały 20–30 proc. wartości zamówienia, choć były niezgodne z prawem. Ale dostawcy nauczyli się już odzyskiwać te kwoty w sądach, wielu z nich zaczęło eksportować, więc nie są już zależni od kaprysów sieci, które zmieniły zasady.

Nie idealizuję wielkich sieci handlowych. Ale ich krytyka przez polityków nie ma nic wspólnego z racjonalnymi argumentami. Show dopiero przed nami.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL