fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Oby pan Broniarz matematyki dzieci nie uczył

Bartosz Marczuk
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Trzy strony maszynopisu zajęło Związkowi Nauczycielstwa Polskiego „wyjaśnienie nieprawdziwych danych, wybiórczego podejścia” Rzeczpospolitej do sprawy wynagrodzeń pedagogów.

Chodzi o nasz tekst z poniedziałku, w którym poinformowaliśmy, powołując się na wyliczenia MEN, że nauczyciele zarabiają średnio niemal 4,4 tys. zł, a po uwzględnieniu wszystkich dodatków 4,7 tys. zł. Niestety obszerność wyjaśnień ZNP (dostępna na ich stornie www.zn.pedu.pl) nie przekłada się na jakość. Kierujący tą organizacją Sławomir Broniarz główną linię ataku przypuszcza podważając nasze dane dotyczące średniej płacy pedagogów. Wskazuje, że jest to 3,66 tys. zł. A to jest nieprawda. Pan Broniarz albo świadomie kłamie, albo nie umie liczyć. Jedno i drugie nie przysporzy mu chwały.

Jaki jest wywód ZNP? Związek pisze, że „średnie zarobki nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego w 2014 r. przedstawiają się następująco:

nauczyciel stażysta – 2 717,59 PLN (100% kwoty bazowej),
nauczyciel kontraktowy – 3 016,52 PLN (111% kwoty bazowej),
nauczyciel mianowany – 3 913,33 PLN (144% kwoty bazowej),
nauczyciel dyplomowany – 5 000,37 PLN (184% kwoty bazowej)"

A dalej czytamy frazę opatrzoną pogrubionym drukiem:

„Średnia zarobków nauczycieli w 2014 r. ze wszystkich stopni awansu zawodowego wynosi: 3661,95 zł".

To oczywista nieprawda. Jest to tzw. średnia arytmetyczna (sumuje się zarobki i dzieli przez 4). Ale w przypadku nauczycieli robić tego nie wolno. Trzeba tu wyciągać tzw. ważoną średnią arytmetyczną, tj. uwzględnić ilu nauczycieli pracuje w poszczególnych stopniach awansu. Dlaczego? Bo ich rozkład jest skrajnie nierównomierny. Z danych MEN wynika, że najmniej zarabiających stażystów jest zaledwie 3,4 proc., a nauczycieli kontraktowych 13,4 proc. Z kolei dobrze zarabiających mianowanych jest 26,6 proc., a najlepiej uposażonych dyplomowanych aż 56,6 proc. Jeśli zatem weźmiemy pod uwagę strukturę wynagrodzeń i wyliczymy średnią ważoną to okazuje się - zrobił to dla nas MEN - że średnia pensja to dokładnie 4371 zł. Czy pan Broniarz chce podważać zasady matematyki?

Napisaliśmy, że pedagodzy w Polsce zarabiają 4,7 tys. zł miesięcznie doliczając – także uzyskane w MEN informacje – o dodatkach do pensji, które nie wchodzą w ich skład. Broniarz oburza się, że „popełniamy błąd, wliczając do średniej płacy dodatki socjalne i świadczenie urlopowe. (...) Dodatki socjalne, zgodnie z Kartą Nauczyciela, nie podlegają wliczaniu do średniego wynagrodzenia nauczycieli".

Zgoda, że nie podlegają. Ale czy to są inne pieniądze niż te, które wypłacane są z tytułu pensji? Czy fakt, że niemal wszyscy nauczyciele w Polsce otrzymują co miesiąc 250 zł z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych oznacza, że Rzeczpospolita nie może doliczyć tych kwot do kwoty ich wynagrodzenia? Czy to są jakieś inne złote? Czy wszyscy pracownicy w Polsce mają takie przywileje?

Nie chodzi nam o to by obniżać pensje pedagogów. To dobrze, że rząd je podniósł i zarabiają oni, jak na polskie warunki, przyzwoicie. To oni odpowiadają za jakość edukacji. Chodzi jednak o to, że Platforma Obywatelska zmarnowała – dając im podwyżki - niepowtarzalną okazję do reformy polskiej szkoły. Chodzi też o to, by te pieniądze wydawać racjonalnie – doceniać tych, którzy się starają, a móc dyscyplinować tych, którzy tego nie robią. Blokuje to teraz relikt PRL – Karta Nauczyciela.

Broniarz zarzuca nam, że „atakujemy nauczycieli za zapowiedź protestu". To nieprawda. Chodzi nam o to, by związki zrozumiały wreszcie, że obrona zawartych w Karcie przywilejów szkodzi najbardziej tym, dla których rzekomo działa szkoła. Czyli dzieciom i rodzicom.A także nauczycielom-entuzjastom, którym wciąż się chce.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA