Świat

Zmarł twórca Singapuru

AFP
W nocy z niedzieli na poniedziałek świat obiegła wiadomość o śmierci człowieka, który stworzył jedno z najlepiej działających państw na świecie. Zmarł Lee Kuan Yew, założyciel Singapuru.

Informacja o śmierci 91-letniego polityka pojawiła się w sieci nie po raz pierwszy. Przez ostatnie tygodnie stan zdrowia ojca singapurskiego narodu pogarszał się z każdym dniem i zdarzało się, że wieści o zgonie wyprzedzały rzeczywistość. Podawali je nawet państwowi urzędnicy. Lee Kuan Yew przez długie lata twardą ręką prowadził swoje państwo do osiągnięcia ekonomicznych szczytów, a gdy sam podupadł na zdrowiu, wyglądało na to, że bez niego ścisła kontrola przestaje mieć w Singapurze jakiekolwiek znaczenie.

Disneyland z karą śmierci

Zachodnie media nazywają Singapur Disneylandem, w którym obowiązuje kara śmierci. W tym maleńkim mieście-państwie można czasem odnieść wrażenie, że więcej rzeczy nie wolno robić (pluć na ulicy, żuć gumy, śmiecić, jeść śmierdzących owoców o nazwie durian) niż można i że cały czas trzeba się kontrolować, żeby nie podpaść prawu. Wielki singapurski brat wydaje się obserwować każdy ruch, żeby tylko nie doszło do sytuacji niepożądanej. Czasami jednak zdarzają się wypadki przy pracy – w grudniu 2013 roku w dzielnicy Little India, która jest domem społeczności indyjskiej w Singapurze, przez około dwie godziny trwały zamieszki na tle etnicznym. Powodem była śmierć w wypadku drogowym pracownika z budowy, którego potrącił prywatny autobus. Według dokładnego kalendarium zajścia bunt okolicznej społeczności trwał od mniej więcej 21:30 do 23:45. Po godzinie od zbierania się tłumu rozwścieczonych śmiercią swojego obywatela Indusów singapurska policja dokonywała pierwszych aresztowań. Przed siódmą rano następnego dnia można było przywrócić normalny ruch na drodze.

Zamieszki w Little India w 2013 roku były dopiero drugimi w historii Singapuru. Do poprzednich doszło w 1969 roku, 4 lata po tym, jak Lee Kuan Yew ogłaszał niepodległość miasta. Miasto lwa (tak można tłumaczyć nazwę Singapur) przed pięćdziesięcioma laty uzyskiwało suwerenność od Malezji i wówczas trzeba było poradzić sobie z o wiele większymi zamieszkami na tle rasowym. W Singapurze od zawsze narodów było wiele, ale dzięki twardym rządom ludzie nie mieli czasu, by sens swojego istnienia wiązać z tym, czy należą do potomków Chińczyków, Indusów, Malezyjczyków czy też są potomkami pierwszych i trzecich należących do w miarę rdzennej singapurskiej nacji Peranakanów. W mieście wielu rzeczy od zawsze nie było wolno, jednak przede wszystkim można było robić pieniądze.

W prowadzeniu biznesu od lat Singapur znajduje się w ścisłej czołówce. Wygrywa konsekwentnie rankingi Doing Business, podczas rządów Lee Kuan Yewa od 1965 do 1991 roku PKB per capita wzrósł o 2800 proc. z poziomu 500 do 14 500 dolarów. W kolejnych latach, gdy Lee nie pełnił funkcji szefa rządu, a jedynie doradzał jako starszy minister i minister mentor było jeszcze lepiej. W 2013 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy umieszczał Singapur na trzecim miejscu na świecie z wynikiem ponad 78 tys. dolarów PKB na głowę. Lepiej było tylko w Luksemburgu (90 tys.) i Katarze (blisko 146 tys.).

Trudne początki

Gdy Lee obejmował rządy miasto na pierwszy rzut oka nie rokowało pomyślnie. Singapur pełen był tradycyjnych drewnianych domków, osiedli zwanych kampongami. Mieszkańcy nie mieli jak zdobyć wykształcenia, a mieszanka etniczna oznaczała społeczeństwo złożone z kupców, uciekinierów, przemytników i ludzi, którym nie wyszło gdzieś indziej. Do dyspozycji było też niewiele miejsca jedynie 715 kilometrów kwadratowych. Dla porównania Warszawa zajmuje niewiele mniej, bo 517 km kwadratowych. Singapur nie miał do dyspozycji bogactw naturalnych, w 1965 roku uzyskał właśnie niepodległość od Malezji, miał za sobą doświadczenia z bycia kolonią brytyjską oraz okrucieństwa doznane ze strony armii japońskiej podczas drugiej wojny światowej. Premier Lee postawił na rozwój infrastruktury ze światowej klasy portem morskim oraz lotniskiem, które byłyby w stanie przyjąć gości z całego świata. Stworzono prężnie działające rady ds. budownictwa (HDB, Housing Development Board) i rozwoju ekonomii (EDB, Economic Development Board). Etniczne enklawy zamieniono na nowoczesne osiedla, które pięły się w górę z racji na niedostatek miejsca na powierzchni ziemi. Zatrudniano najzdolniejszych menadżerów, którym dawano w rządzie pensje konkurencyjne wobec tych, które można było zarobić w biznesie. Rozwój gospodarczy w tak szybkim tempie wymagał maksymalnego skupienia, dlatego nie pozwalano na rozproszenia w postaci wolności słowa, prasy, czy obywatelskich swobód. Singapur wyrósł na raj na ziemi, w którym mogło być dobrze każdemu, ale na ściśle określonych warunkach.

Sprawne rządy

O premierze Lee mówiono, że gdy przemawia, wszyscy go słuchają. Doświadczony polityk doskonale wiedział, że sukces polega na ciągłym dążeniu do perfekcji. Zalecał dokręcanie ekonomicznej śruby każdego roku, a nie tylko poleganie na dotychczasowych osiągnięciach. Mawiał, że jeżeli Singapurczycy zastosowaliby rozwiązania z krajów sąsiednich, zginęliby bezpowrotnie. Trzeba było wynaleźć metody nowe, niestandardowe i tym samym lepsze od innych. Lee twierdził także, że polityk odpowiedzialny za to miasto, musi mieć w sobie prawdziwe żelazo. Bez niego niczego nie wskóra. Dodawał, że jak długo będzie żył, nie pozwoli na to, by jego praca poszła na marne. Obecnie, po śmierci ministra mentora rządząca Partia Akcji Ludowej (PAP, People's Action Party) z charakterystyczną czerwoną błyskawicą w logo będzie musiała na nowo odnaleźć się w rzeczywistości pozbawionej swojego przywódcy. Każde kolejne wybory parlamentarne zabierają PAP po jednym miejscu w parlamencie na korzyść opozycyjnej Partii Robotniczej, a bywało tak w historii państwa, że przez 13 lat na przestrzeni 1968 i 1981 roku PAP wygrywało wszystko. Obecnie na 87 posłów stosunek sił jest wciąż przytłaczający dla następców Lee (79 do 7), jednak kolejne wybory w 2017 roku przyniosą prawdziwą próbę dla dotychczasowego modelu singapurskich rządów. Na razie wszystko i tak zostaje w rodzinie, ponieważ premierem Singapuru jest najstarszy syn zmarłego szefa rządu, Lee Hsien Loong.

W Singapurze udało się odciąć od korupcji. Całkowicie. Kontrola rządu jest tak przytłaczająca, że z wprowadzonego modelu transparentności można się uczyć. Chińczycy, którzy od miesięcy prowadzą własne „polowanie na lisy", kampanię antykorupcyjną, z zazdrością mogą przyglądać się temu modelowi przejrzystości działającemu w państwie opartym także na konfucjańskich zasadach. Chiński prezydent Xi Jinping był jednym z pierwszych polityków składających kondolencje po śmierci premiera Lee. Założyciel Singapuru zawsze ciepło wypowiadał się o bogactwie kultury z Państwa Środka. Wystarczy jednak najmniejsza krytyka miasta lwa, by cenzura zaczynała działać. Zdarzało się, że ograniczano dystrybucję magazynu Time nawet o 90 proc., gdy o Singapurze pisano gorzej niż zwykle. Z pewnością, gdy twórca-eksperymentator odchodzi kolejne miesiące muszą przynieść osieroconemu miastu nową jakość.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL