fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Tylko reformy pozwolą na szybszy rozwój krajów regionu

Kraje o średnim dochodzie są zazwyczaj oddzielane od krajów o dochodzie wysokim linią znajdującą się na poziomie między 12 tys. a 16 tys. dolarów PKB na mieszkańca.
Fotorzepa, Marta Bogacz Marta Bogacz
Jednym z najpoważniejszych problemów, z którymi muszą się zmierzyć kraje Grupy Wyszehradzkiej, jest widmo pułapki średniego dochodu. Instytut Kościuszki stworzył raport, który ma rozpocząć międzynarodową debatę i pozwoli na wypracowanie rozwiązań w celu jej uniknięcia.

Od wybuchu ostatniego kryzysu finansowego światowa gospodarka uległa znacznemu spowolnieniu. Państwa borykają się z problemami na rynku pracy, co odbija się negatywnie na dochodach gospodarstw domowych. Ponadto kraje muszą się zmierzyć ze stagnacją wynagrodzeń i słabym wzrostem dochodów – piszą eksperci w dokumencie zatytułowanym „Middle-Income Trap in V4 Countries? – Opening heses".

Rozpocząć ważny dyskurs

Zdaniem autorów raportu spowolnienie gospodarek Europy Środkowej może wydłużyć proces konwergencji i wyhamować wzrost produkcji. Taki scenariusz sprawi, że kraje te nie będą w stanie dogonić rozwiniętych gospodarek.

Przedsiębiorstwa zgłaszają popyt na nisko wykwalifikowanych pracowników, tymczasem rośnie liczba ludzi wykształconych. To niedopasowanie do oczekiwań rynku pracy powoduje marnotrawstwo kapitału ludzkiego – uważają eksperci. Politycy i ekonomiści często tłumaczą te problemy właśnie okresem pokryzysowym. Trudne otoczenie zewnętrzne jest swego rodzaju wymówką uzasadniającą słabszy wzrost w krajach Europy Środkowo Wschodniej.

„Owszem, czynniki zewnętrzne poprzez handel międzynarodowy i przepływy finansowe mają wpływ na gospodarki krajów takich jak członkowie Grupy Wyszehradzkiej. Niemniej jednak uważamy, że państwa V4 powinny skupić się na wewnętrznych barierach hamujących wzrost, po to, by uniknąć pułapki średniego dochodu" – podkreślają autorzy raportu.

U Czechów niestabilnie

Kraje o średnim dochodzie są zazwyczaj oddzielane od krajów o dochodzie wysokim linią znajdującą się na poziomie między 12 tys. a 16 tys. dolarów PKB na mieszkańca. Tymczasem Czechy, według danych CIA, mają PKB per capita na poziomie ponad 26 tys. dolarów, a według danych Banku Światowego – ponad 27 tys. dol.

Dlatego termin „pułapka średniego dochodu" jest rzadko używany w publikacjach dotyczących analizy czeskiej gospodarki. Niemniej jednak przyjrzenie się Czechom pod tym kątem może dostarczyć bardzo przydatnych spostrzeżeń dotyczących bieżącej sytuacji gospodarczej, zwłaszcza w kontekście jej konwergencji do średniej unijnej – zaznaczają analitycy.

Czeski PKB zatrzymał się na poziomie mniej więcej 80 proc. średniej unijnej i taka stagnacja trwa już od dekady. Zdaniem analityków może to wskazywać, że poziom „szklanego sufitu" w kontekście pułapki średniego dochodu dla krajów regionu może wynosić właśnie 0,8 średniego unijnego PKB per capita, a nie poziomu wskazywanego w publikacjach dotyczących innych krajów, chociażby Azji czy Ameryki Południowej. Może to wynikać z faktu, że chociaż zimnowojenna polityka podziału Europy spowodowała dużą przepaść między Wschodem a Zachodem pod względem gospodarczym, to już sama różnica dotycząca kapitału ludzkiego i poziomu jego edukacji nie była tak znacząca.

Według autorów pojawienie się tego „szklanego sufitu", przez który Czesi nie mogą się przebić, jest związane przede wszystkim z brakiem odpowiednich reform instytucjonalnych, co uniemożliwia płynne funkcjonowanie gospodarki i dalszej jej konwergencji do średniej UE.

Autorzy zwracają uwagę, że powołany w 2005 roku specjalny zespół wybitnych czeskich ekonomistów prowadzonych przez wicepremiera Martina Jahna stwierdził, że Czechy mają potencjał, żeby osiągnąć średni unijny poziom PKB na głowę w 2013 roku. Tak się jednak nie stało. Większość zaproponowanych przez ten zespół rozwiązań, jak choćby deregulacja, reforma emerytalna, czy system finansowania stypendiów na uczelniach wyższych, nie została wprowadzona. Propozycje zostały zablokowane przez czeskie związki zawodowe.

Analitycy podnoszą kwestię niestabilności politycznej kraju i wynikających z niej bardzo częstych zmian na najwyższych szczeblach władzy. Tylko w ciągu ostatniej dekady Republika Czeska miała dziewięć różnych rządów i ośmiu premierów. Średni czas trwania u władzy ekipy rządzącej to zaledwie rok i kilka miesięcy. Każdy nowy rząd wymienia nie tylko kierownictwo ważnych instytucji (jak choćby odpowiadający za infrastrukturę drogową kraju czeski odpowiednik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad), ale także zarządy spółek Skarbu Państwa. Poszczególne rządy nie były w stanie wypracować konsensusu dotyczącego istotnych reform. Efektem jest choćby brak spójnej koncepcji, strategii i zasad dotyczących ordynacji podatkowej.

Węgry w jarzmie długu

Autorzy dokumentu, opisując węgierską gospodarkę, zwracają uwagę na bardzo wysokie zadłużenie tego kraju. Koszt obsługi długu publicznego w 2013 roku sięgnął tam 4,4 proc. PKB. Dla porównania, w Polsce ten wskaźnik wyniósł 2,6 proc., na Słowacji 2 proc., a w Czechach 1,4 proc. Węgierskie problemy wywołane zostały między innymi szybką liberalizacją gospodarki. W trakcie transformacji zlikwidowano prawie jedną trzecią miejsc pracy, podczas gdy w Polsce było to 20 proc., a w dawnej Czechosłowacji tylko 10 proc. To przyczyniło się do upadku przemysłu węgierskiego i zmniejszenia eksportu.

Jak podkreślają analitycy, chociaż w innych krajach V4 liberalizacja postępowała nawet szybciej, to jednak przy zachowaniu pewnych ograniczeń, chociażby wyższych ceł ochronnych. W efekcie tylko między 1992 a 1996 rokiem na Węgrzech upadło ponad 40 tys. firm – dwa razy więcej niż w Polsce i osiem razy więcej niż w Czechach.

Mimo szybkiej liberalizacji rynku, deregulacji i prywatyzacji Węgry pozostały przy hojnej polityce socjalnej. To poskutkowało gwałtownym zadłużaniem się w latach 2002–2010. Autorzy zwracają uwagę na nierównowagę obciążeń podatkowych między przedsiębiorstwami zagranicznymi a krajowymi firmami. Zdaniem analityków zagraniczne korporacje płacą stawkę 10–18 proc. podatku. Natomiast suma obciążeń węgierskich małych i średnich przedsiębiorstw sięga nawet 58 proc.

Aby uniknąć pułapki średniego dochodu, Węgry muszą przestawić swój model gospodarczy oparty na zewnętrznych źródłach finansowania na oparty na zatrudnieniu i krajowych oszczędnościach. Zdaniem analityków Węgry muszą odejść od superkapitalizmu, aby stworzyć balans między krajowymi a zagranicznymi inwestycjami.

Słowacja uzależniona od zagranicy

W raporcie przedstawiono także analizę najmniejszej gospodarki Grupy Wyszehradzkiej, czyli Słowacji. Jak zauważają analitycy, nasi południowi sąsiedzi zastosowali model rozwoju polegający na przyciąganiu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które stworzyły nowe możliwości produkcyjne. Był to najszybszy i najprostszy sposób na podniesienie statusu gospodarczego kraju.

Jednak w efekcie Słowacja jest bardzo wrażliwa na wahania cykli w światowej gospodarce, ponieważ jedna czwarta zatrudnionych pracuje w przemyśle eksportowym. Każdy spadek popytu na rynkach zewnętrznych odbija się boleśnie na krajowej koniunkturze. Dlatego według ekspertów Słowacy muszą się skupić na rozwoju wewnętrznych motorów wzrostu. Posłużyć temu może stworzenie korzystnych warunkówa dla inwestycji prywatnych.

Polska mało innowacyjna

Biorąc pod lupę nasz kraj, autorzy raportu zauważają, że przez lata Polska rozwijała się szybko, co miało związek między innymi z napływem dużych środków unijnych. Jednak prowadzi to do swoistego uzależnienia. Wprawdzie wzrost popytu wewnętrznego pozwolił nam uniknąć recesji, lecz na horyzoncie powoli rysują się kłopoty.

Jak piszą analitycy, polska gospodarka mocno opiera się na eksporcie do krajów Unii Europejskiej, a zwłaszcza do Niemiec. Spowolnienie w Europie może więc być bardzo odczuwalne nad Wisłą i powodować gospodarczy chaos. Ponadto nadmierne poleganie na kapitale zagranicznym niesie dla Polski zagrożenie niestabilności.

Nawet jako regionalny tygrys gospodarczy i jedyny kraj UE, który uniknął recesji, Polska nie zwiększa swojego poziomu konkurencyjności na tyle, aby podnieść swoją przewagę konkurencyjną.

Jak podkreślają eksperci, Polska cały czas stoi w miejscu w rankingach konkurencyjności, zajmując 42. pozycję na 148 krajów. Chociaż od początku kryzysu finansowego w 2008 roku nasza gospodarka urosła o 15 proc., to w ocenie łatwości prowadzenia działalności gospodarczej kraj stoi w miejscu w porównaniu z innymi państwami regionu.

Autorzy dokumentu poruszają także problem demografii w Polsce, przypominając o ujemnym przyroście populacji. Ponadto, jak wymieniają, kraj boryka się z brakiem ciągłości reform instytucjonalnych, nieskoordynowaną polityką handlową i dyplomatyczną oraz korupcją.

Wysoki udział przemysłu w strukturze zatrudnienia, niski poziom inwestycji prywatnych i przeszkody w ich generowaniu oraz niski poziom oszczędności – wszystko to wskazuje na coraz większe prawdopodobieństwo spowolnienia gospodarczego – alarmują analitycy.

Mimo niższych płac niż w Europie Zachodniej Polska nadal sygnalizuje wysokie bezrobocie. Co gorsza, w latach dużego wzrostu poziom bezrobocia odnotował tylko niewielki spadek. Wynika to z faktu, że wzrost płac opiera się głównie na zwiększeniu wydajności pracy, który wciąż jest w tyle za średnią UE – uważają eksperci. Ich zdaniem polski rynek pracy pilnie potrzebuje reformy z naciskiem na likwidację szarej strefy.

Analitycy zwracają także uwagę na bardzo niskie w Polsce wydatki na badania i rozwój, które stanowią zaledwie 0,77 proc. PKB. Dla porównania, w uważanych za innowacyjne gospodarkach skandynawskich ten stosunek przekracza 3 proc. Ponadto w naszym kraju tylko sektor publiczny generuje takie wydatki (głównie uczenie wyższe), natomiast zaledwie jedna czwarta jest generowana przez prywatny biznes. W wysoko rozwiniętych krajach te proporcje są odwrócone i wynoszą np. 80,2 proc w Izraelu, 77 proc. w Japonii i 76,5 proc. w Korei Południowej.

Autorzy raportu analizują także dostęp do źródeł energii. Jak piszą, Polska 30 proc. swojej konsumpcji gazu ziemnego zaspokaja własnym wydobyciem. Resztę natomiast importuje od niestabilnych i kosztownych dostawców ze Wschodu. To zagrożenie dla polskiego przemysłu, zwłaszcza chemicznego.

Aby Polska uniknęła pułapki średniego dochodu, konieczna jest deregulacja zawodów, a także reforma prawa upadłościowego, reforma prawa o zamówieniach publicznych oraz uproszczenie i ujednolicenie przepisów podatkowych.

Ponadto trzeba uelastycznić rynek pracy, ale przy jednoczesnym ograniczeniu umów cywilnoprawnych. Konieczna jest także reforma sądownictwa oraz uporządkowanie w przepisach kwestii wydobycia gazu łupkowego.

Prof. Andrzej Koźmiński | prezydent Akademii Leona Koźmińskiego

Polska właśnie teraz znajduje się w zwrotnym, przełomowym punkcie swojej historii. W ciągu ostatnich 23 lat, które okazały się najlepszymi dla Polski od wielu stuleci, podwoiliśmy dochód na głowę mieszkańca i osiągnęliśmy poziom dobrobytu, który odpowiada nieco ponad dwóm trzecim poziomu najbogatszych krajów Unii. Nadal jednak sytuuje to nas na peryferiach rozwiniętego świata i powoduje, ze nie jesteśmy w stanie zapewnić większości obywateli porównywalnych z Zachodem warunków pracy i życia.

Możliwe są trzy scenariusze przyszłości. Scenariusz inercyjnego rozwoju oznacza kontynuację wzrostu na poziomie 2–3 proc. PKB rocznie. Pozwoli to na dotowanie i petryfikację niewydolnych sektorów oraz łagodzenie obserwowanych obecnie konfliktów i protestów. Taka sytuacja oznacza, że nadal pozostajemy na peryferiach i przestajemy doganiać najbogatsze kraje Unii. W niesprzyjających warunkach (np. pogorszenia koniunktury w Europie i na świecie, i realizacji nieodpowiedzialnych populistycznych rodzajów polityki) taki scenariusz może się przerodzić w inny, znacznie bardziej pesymistyczny. Będzie on oznaczał kontynuację dotowania nieefektywności kosztem gasnącego wzrostu i stopniowe oddalanie się z bliższych na dalsze peryferie bogatej Europy. Możliwy jest jednak i optymistyczny scenariusz przyspieszenia wzrostu o około 2 proc. PKB. Wówczas dogonienie bogatej Europy stanie się możliwe do końca lat 20.

Realizacja tego optymistycznego scenariusza może się dokonać jedynie na drodze modernizacji gospodarki, społeczeństwa i państwa. Państwo musi wziąć na siebie odpowiedzialność za ten proces i dryf zastąpić programami rozwojowym w kluczowych obszarach oraz regulacją opartą na mechanizmach rynkowych. Oznacza to redefinicję roli państwa: drastyczne odbiurokratyzowanie, pozbawienie wrogości i represyjności w stosunku do przedsiębiorców, aktywną stymulację innowacyjnej przedsiębiorczości.

Równocześnie konieczne jest dokończenie prywatyzacji i pozbawienie państwa funkcji zarządzania przedsiębiorstwami, do której pełnienia nie jest zdolne. Wymaga to zmiany struktur centrum oraz kwalifikacji i kryteriów ocen jego funkcjonariuszy. Otwarcie gospodarki na międzynarodową konkurencję oraz wyraźne określenie perspektywy wejścia do strefy euro powinno sprzyjać dalszej integracji z głównym nurtem gospodarki europejskiej, a po podpisaniu traktatu o wolnym handlu także i amerykańskiej, a także przyjęciu obowiązujących tam standardów.

Ryszard Petru | Przewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Polska musi przestawić gospodarkę na nowe tory wzrostu produktywności i innowacyjności. A kluczem do sukcesu są dokonane we właściwym czasie zmiany instytucjonalne i odpowiedzialna polityka makroekonomiczna. Rząd powinien przygotować długofalowe programy strategiczne, wraz z towarzyszącymi im budżetami w takich kluczowych obszarach jak: energia, transport, mieszkalnictwo, rozwój regionalny, ochrona zdrowia, edukacja i nauka. Programy te powinny pomóc w realizacji podstawowych celów, takich jak dostosowanie systemu edukacji do potrzeb rynku i nowoczesnych technologii, wspieranie – m.in. poprzez ulgę inwestycyjną – procesów łączących badania naukowe z inwestycjami firm. Niezbędne są zmiany struktury zatrudnienia w rolnictwie, konsolidacja gospodarstw rolnych i postawienie na wysoko przetworzone produkty rolne. Najlepszym sposobem na podniesienie konkurencyjności i efektywności w „tradycyjnych" branżach jest międzynarodowa konkurencja. Konieczne jest więc otwarcie polskiego rynku energii, dokończenie prywatyzacji, zakończenie dotowania nierentownych przedsiębiorstw. Konieczne jest także szeroka agenda deregulacyjna, która wyeliminowałaby z prawa sprzeczności, wielorakie interpretacje oraz zbyt skomplikowane, długotrwałe i kosztowne procedury. Potrzebne jest też zmniejszanie skali obciążeń przedsiębiorców i podatników, przez gruntowna reformę systemu podatkowego. Oczekiwana jest likwidacja różnych stawek VAT i wprowadzenie stawki jednolitej, przy jednoczesnym programie wsparcia dla osób najuboższych. Oczywiście niezbędne są głębokie zmiany w wymiarze sprawiedliwości, zarówno w zakresie spraw gospodarczych, jak i ogólnych. W końcu zmienić się musi administracja publiczna. Musi być ona nastawiona na realizację konkretnych, wymiernych celów, takich jak tworzenie miejsc pracy, poszerzanie bazy podatkowej, poziom zdrowotności czy edukacji. Wymaga to zmiany struktury i trybu funkcjonowania centrum zarządzania gospodarką i państwem.

Jerzy Cieślik | dyrektor Centrum Przedsiębiorczości w Akademii Leona Koźmińskiego

Pojęcie pułapki średniego dochodu nie jest, niestety, precyzyjnie zdefiniowane. W największym skrócie w przypadku krajów na niższym poziomie rozwoju wraz z postępem industrializacji rosną koszty pracy. Kraje te tracą zdolność konkurencyjną w eksporcie wyrobów niskoprzetworzonych, a jednocześnie nie są jeszcze w stanie konkurować w dziedzinie wyrobów zaawansowanych technologicznie. W efekcie dynamika wzrostu PKB spada. Czy jednak wspomniana pułapka dotyczy Polski? Międzynarodowe badania porównawcze wykazały, że spowolnienie rozwoju, związane ze wspomnianą pułapką, występuje przy poziomie PKB na głowę 10–11 tys. dol., a następnie 15–16 tys. dol. Polska przekroczyła wyraźnie obydwa progi. Trudno też abstrahować od faktu, że Polska należy do ścisłej światowej czołówki, jeśli chodzi o udział kapitału zagranicznego w gospodarce. Niewątpliwie polska gospodarka stoi przed wieloma wyzwaniami związanymi z przejściem do wyższego stadium opartego na wiedzy i innowacjach. Mają one jednak inny wymiar niż te opisane w modelu pułapki średniego dochodu. Wśród polskich badaczy procesów innowacyjnych panuje zgoda, że polskie przedsiębiorstwa nieźle opanowały imitowanie zagranicznych produktów i technologii, ale możliwości rozwoju w ramach modelu opartego na „dyfuzji naśladowczej" stopniowo się wyczerpują.

Prof. Jerzy Hausner i jego współpracownicy postulują zatem, by przejść do stadium „dyfuzji kreatywnej", czyli twórczo rozwijać importowane technologie, a z czasem wprowadzać na światowy rynek własne rozwiązania. Ta alternatywa nie pasuje do rzeczywistości w sektorze kontrolowanym przez kapitał zagraniczny. Powstaje więc pytanie o alternatywny kierunek myślenia i działania. Powinien się on opierać na dwóch filarach. Po pierwsze, zamiast koncentrować się na słabościach polskiego sektora przedsiębiorstw, wykorzystajmy nasze atuty, wspierając już ujawnione pozytywne tendencje. Po drugie, obserwujmy najnowsze procesy i tendencje w światowej gospodarce, by wykorzystać je dla przyspieszenia rozwoju polskich firm.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA