Klęski żywiołowe

Tragedia Vanuatu

AFP
Dopiero cztery dni po przejściu cyklonu Pam udaje się oszacować zniszczenia. Okazują się one wręcz apokaliptyczne.

Na terenach przez które przeszło epicentrum cyklonu, zwłaszcza w stolicy wyspiarskiego kraju Port Vila zniszczenia sięgają 90 proc. zabudowy. Wynika to z faktu, że domy mieszkalne budowane są zwykle z lekkich konstrukcji drewnianych. Ocalała większość budynków murowanych, choć jest ich stosunkowo niewiele. Na Vanuatu przybyli już przedstawiciele organizacji humanitarnych World Vision i Care International, a także delegacja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

Obejrzyj zdjęciaIch zadaniem jest oszacowanie strat i wielkości koniecznej pomocy. Z powodu dramatycznego braku wody pitnej na kilku mniejszych wyspach i całkowitego zniszczenia łodzi którymi można by przewozić dostawy na Vanuatu skierowano już pierwsze statki ratownicze i samoloty z Australii.

Pocieszeniem dla mieszkańców Vanuatu może być jedynie niewielka liczba ofiar śmiertelnych. ONZ podaje, że łącznie zginęły tylko 24 osoby jednak miejscowe władze ostro krytykują te oceny jako niewiarygodne. Nie wiadomo jak można było je podać prawie natychmiast po przejściu kataklizmu skoro na kilkanaście dotkniętych nim wysp udało się dotrzeć dopiero we wtorek. Nie można wykluczyć, że ostateczna liczba zabitych będzie nawet kilkakrotnie wyższa.

Wskutek porywów wichru osiągających 270 km/godz najbardziej ucierpiała stolica Vanuatu Port Vila, jedyne większe osiedle miejskie w kraju. W całym mieście ocalało ledwie kilkadziesiąt budynków, nie działają szpitale i służby państwowe. Na wyspie Tanna zniszczenia sięgają 80 proc. O szczególnym pechu mogą mówić mieszkańcy wyspy Ambryn, która doświadczyła niedawno trzęsienia ziemi i erupcji wulkanu.

Stosunkowo niska liczba ofiar śmiertelnych może być myląca ponieważ może sugerować zniszczenia mniejsze niż w rzeczywistości. Tymczasem są one tragiczne. Oprócz budowli wichura zniszczyła także 70-80 proc. upraw rolnych, a nawet dziko rosnącą roślinność. Na wyspach Erromanga i Anatom na drzewach nie ma liści, wszystkie uprawy zostały zalane błotem i wodą morską. Na kilku mniejszych wyspach ludzie od dwóch dni pili słoną wodę, co może zakończyć się śmiercią, zwłaszcza w przypadku dzieci. Istnieje tez obawa przed wybuchem epidemii (o poważnym zagrożeniu epidemiologicznym dla dzieci przedstawiciel Unicef mówił jeszcze przed kataklizmem).

Pomoc z Australii i Nowej Zelandii dociera już na wyspę Tanna, jednak jej rozwiezienie na odleglejsze wyspy może być trudne z uwagi na brak statków i łodzi motorowych. Wszędzie potrzebne są przede wszystkim zapasy żywności na dwa, trzy miesiące i materiały potrzebne do odbudowy. W odleglejsze miejsca pierwsze dostawy mogą dotrzeć nie wcześniej niż w piątek. Z powodu zniszczenia infrastruktury komunikacyjnej o losie kilku tysięcy ludzi nadal nic nie wiadomo.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL