Muzyka

Muzyka wydobyta z archiwum z komentarzami politycznymi

Warsaw Philharmonic, "The 1st concert in the rebuilt hall", CD, Warner Classics, 2015
Rzeczpospolita
Po latach wydobyto z archiwów znakomitą muzykę z nie mniej ciekawymi podtekstami politycznymi.

Pozornie jest sztuką czystych dźwięków, a jednak nabiera nowych znaczeń w zależności od sytuacji, w jakiej jej słuchamy. Czy można na przykład zapomnieć o przemówieniach polityków, jeśli bezpośrednio poprzedzają koncert?

To pytanie towarzyszy pierwszej płycie z serii archiwalnych nagrań Filharmonii Narodowej, którą zaczął wydawać polski oddział Warner Music. Zapowiada się ona niezwykle ciekawie, przynajmniej tak można wnioskować po premierze serii. Wybrano pierwszy koncert po odbudowie zniszczonego w czasie wojny gmachu Filharmonii Warszawskiej. Odbył się dokładnie 60 lat temu, a jego nagranie zachowało się łącznie z oficjalnymi wystąpieniami.

Jest 21 lutego 1955 roku. W powietrzu czuć już polityczną odwilż, ale stalinizm z socjalistycznymi wytycznymi dla twórców się trzyma. Minister kultury Włodzimierz Sokorski, nie stroniąc od ideologicznego patosu, z dumą podkreśla zatem, że wspólnym trudem inżynierów i robotników w bohaterskiej Warszawie powstał nowy, piękniejszy gmach.

Z tym twierdzeniem należałoby polemizować, choćby z jednego powodu. Odbudowana sala koncertowa ma o 600 miejsc mniej niż poprzednia, będąca ozdobą secesyjnego budynku z początku XX wieku.

Drugim mówcą był Jarosław Iwaszkiewicz – pisarz i prezes Towarzystwa im. Fryderyka Chopina, gdyż koncert inaugurował jednocześnie V Międzynarodowy Konkurs Chopinowski. Z tego przemówienia najbardziej zapada w pamięć zachwyt Iwaszkiewicza nad obrazem oglądanym podczas niedawnego pobytu w Rzymie, a przedstawiającym polskich partyzantów słuchających „z patefonu w ukryciu muzyki Chopina".

Nazwiska włoskiego malarza Iwaszkiewicz nie podał. Zapewne nie było to wybitne dzieło, bo dziś nikt o nim nie pamięta. W swej mowie połączył za to misternie wielkość Chopina oraz ludowej władzy, która dba o kulturę, i dodał wątek osobisty, prezentując się jako obywatel świata ceniący humanistyczne wartości.

A jednak coś zaczynało się już zmieniać. W programie wieczoru znalazł się przecież „Koncert na orkiestrę" Witolda Lutosławskiego. W 1949 roku podczas inauguracji IV Konkursu Chopinowskiego zagrano jego I Symfonię, po tamtym koncercie minister Sokorski miał powiedzieć do kilku osób: „Takiego kompozytora jak Lutosławski należałoby wrzucić pod tramwaj". Utwór na kilka lat zniknął więc z estrad.

Kilka miesięcy później Lutosławski za „Koncert na orkiestrę" dostanie nagrodę ministra Sokorskiego, choć jeszcze w kwietniu 1955 roku utwór zostanie skreślony z programu Festiwalu Muzyki Polskiej, gdy okazało się, że będą na nim przedstawiciele najwyższych władz partyjnych. A przecież to naprawdę znakomita muzyka, w której Lutosławski w sposób nowatorski modyfikuje ludowe melodie, więc „Koncert na orkiestrę" jest przystępny, a zarazem oryginalny i nowoczesny.

Wydarzeniem wieczoru był jednak I koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego zagrany z żarliwością, młodzieńczą energią i cudowną ulotnością przez 26-letnią wówczas Wandę Wiłkomirską. Dziś znamy go z dziesiątków wykonań, ale ta jej interpretacja wciąż pozostaje wzorcowa.

Dyrygent Witold Rowicki natomiast nawet z dość banalnej „Bajki" Stanisława Moniuszki wydobył mnóstwo odcieni. Wieczór powinien należeć do niego, to on stworzył od podstaw zespoły Filharmonii Warszawskiej, która tego dnia zyskała status instytucji narodowej. Pięć lat wcześniej próby prowadził na schodach niezniszczonego Teatru Roma, bo scenę zajęła wcześniej Opera Warszawska.

Wieczorem 21 lutego 1955 roku Witold Rowicki miał powody do dumy. Nie zmienia to faktu, że kilka później ta sama władza odwołała go ze stanowiska dyrektora Filharmonii Narodowej.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL