Unia Europejska

UE chce własnej armii

AFP
Strach przed Rosją pcha Stary Kontynent w stronę odrzucanych dotąd pomysłów.

Utworzenie unijnej armii lansuje Jean-Claude Juncker. – Wspólne wojsko zbudowane przez Europejczyków przekonałaby Rosję, że na poważnie chcemy bronić wartości Unii – oświadczył szef Komisji Europejskiej w wywiadzie dla niemieckiego „Welt am Sonntag".

Do tej pory integracja sił zbrojnych państw UE dreptała w miejscu, bo wiele stolic, w tym Warszawa, obawiało się, że to może osłabić NATO. Tym razem jednak projekt jest brany na poważnie.

– Spodziewamy się, że pomysł będzie omówiony na czerwcowym posiedzeniu Rady Europejskiej poświęconym wspólnej polityce bezpieczeństwa i obrony. Na razie jest za wcześnie, żeby go komentować – mówi „Rz" wicepremier i minister obrony Tomasz Siemoniak.

Projekt Junckera otwarcie popiera Berlin.

– Pogłębienie współpracy sił zbrojnych, a w dalszej perspektywie stworzenie europejskiej armii, to nasza przyszłość – uznała niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen.

Źródła dyplomatyczne w Brukseli przyznają „Rz", że ideę integracji europejskich sił zbrojnych pod pewnymi warunkami byłyby także gotowe poprzeć: Francja, Włochy, Hiszpania i kraje Beneluksu. Prezydent Finlandii, mającej najdłuższą granicę z Rosją, zdecydowanie popiera projekt. – Sytuacja zmieniła się wraz z agresją Moskwy na Ukrainę. Biały Dom oddał Angeli Merkel inicjatywę w negocjacjach z Kremlem, Barack Obama nie chce się zbytnio angażować w kryzys ukraiński. Europa musi więc w większym stopniu myśleć o własnej obronie – mówi przedstawiciel Rady UE.

W warunkach kryzysu i cięć wydatków na armię obrona przed Rosją nie będzie jednak możliwa bez większej integracji sił zbrojnych. – Kraje Unii mają razem półtora miliona żołnierzy, więcej niż Stany Zjednoczone. Ale na razie bez pomocy USA nie jesteśmy w stanie przeprowadzić operacji wojskowej nawet w Libii – mówi „Rz" Mina Andreeva, jedna z rzeczniczek Junckera.

A sam przewodniczący KE przyznaje, że dziś na arenie międzynarodowej „Unia nie jest do końca poważnie traktowana".

Aby to zmienić, Juncker mianował byłego francuskiego ministra spraw zagranicznych Michela Barniera swoim pełnomocnikiem ds. polityki obronnej. Ten do czerwca przygotuje dla przywódców Unii raport o europejskiej armii.

– Nie podjęto żadnych decyzji, ale można sobie wyobrazić powołanie europejskiego dowództwa, któremu byłyby podporządkowane wybrane oddziały krajów biorących udział w naszej inicjatywie – mówi Andreeva.

To rozwiązanie, którego von der Leyen nie odrzuca. – Bundeswehra byłaby gotowa pod pewnymi warunkami podporządkować część swoich oddziałów innemu europejskiemu narodowi – zapewniła.

Na czerwcowym szczycie decyzje w tej sprawie zapewne jeszcze nie zapadną. Chyba że Putin do tego czasu bardziej przestraszy Unię.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL