Społeczeństwo

Kocie wyspy

fot. RachelH_
Flickr
W Japonii, kraju, który stworzył Hello Kitty, popularność kotów jest bezdyskusyjna. Miłośnicy tych zwierząt z pewnością z radością wybraliby się na wyspę, na której mieszkają prawie same kociaki.

Kot to po japońsku neko, wyspa to shima. Nekoshima albo nawet wprost od angielskiego „cat", kyattoshima nazywa się wyspę, na której kotów jest obecnie nawet sześć razy więcej od ludzi. Geograficznie to maleńki punkcik pomiędzy południowo-zachodniączęścią Honshu, a najmniejszą z czterech głównych wysp Japonii, Kyushu. Wyspa Aoshima (ao to niebieski, „świeży") ma 1,6 kilometra długości, żeby się na nią dostać, trzeba przebyć 30 minut drogi promem z wybrzeży prefektury Ehime. Po zejściu na ląd zaraz każdego przybysza zaczną oblegać koty. Są wszędzie niczym gołębie na krakowskim rynku.

Kocia paczka

Chodzą za ludźmi całymi bandami. Szare, bure, żółte, wypłowiałe, czarne, można znaleźć egzemplarze w każdej kombinacji umaszczenia. Jeszcze po zakończeniu wojny na wyspie mieszkało ok. tysiąc osób, jednak teraz Aoshima ma zaledwie 20 stałych lokatorów. Kotów jest za to sześć razy więcej. Przed czterema wiekami rybacy przywozili je ze sobą, bo na łodziach koty tępiły myszy. Co jakiś czas któryś zawieruszał się na lądzie i zostawał. W efekcie liczebność populacji wymknęła się spod kontroli, ludzie wyjeżdżali, a kotów zaczęło przybywać.

Obecnie na wyspę masowo zaczynają jeździć turyści. Tyle kotów w jednym miejscu to niecodzienny widok, a na dodatek w maleńkich mieszkaniach w Japonii trudno trzymać własnego zwierzaka. W wielu miejscach jest to nawet zabronione. Koty z Aoshimy dostają od przyjeżdżających w odwiedziny batoniki, ziemniaki, ryżowe kulki i po takich smakołykach lgną do turystów jeszcze bardziej. Jak na razie mieszkańcy w spokoju obserwują kolejne promy wypełnione po brzegi kolejną partią miłośników kotów. Mówią, że dopóki sami nie są nagabywani przez obcych, nie mają nic przeciwko gościom.

W Japonii nie tylko Aoshima jest domem dla wielkich społeczności kotów. Serwis RocketNews24 naliczył aż dziesięć innych jak Tashirojima, Genkaishima, czy Muzukijima. Nie można na nie wwozić psów, co jakiś czas przyjeżdżają nawet weterynarze, by kotom żyło się zdrowiej. W kraju popularnością cieszą się także kawiarenki dla tych, którzy koty lubią, ale nie mogą sobie pozwolić na trzymanie własnych. Takie lokale to zresztą zjawisko popularne w całej Azji, szczególnie w gęsto zaludnionych miastach, gdzie nawet dla samych ludzi jest niewiele przestrzeni do życia. Pierwsze kocie kafejki powstały pod koniec lat 90. XX wieku na Tajwanie, następnie na przełomie 2004 i 2005 przyjęły się w Japonii. Pierwszym miastem, w którym można było wypić kawę w towarzystwie wynajmowanego na ten czas kotka była Osaka.

Kawa ze zwierzakiem

Dziś w Tokio i innych większych miastach można znaleźć lokale, w których towarzyszyć klientom mogą praktycznie wszystkie zwierzaki. Są króliki, kozy, żółwie, a nawet sowy, sokoły i pingwiny. Na te ostatnie można już tylko patrzeć podobnie jak w zoo podczas siedzenia przy kawie. Niedawno w światowych mediach sensację wzbudziła kafejka Fukuro no Mise, czyli dosłownie „sklep z sowami". Codziennie przed otwarciem trzeba odstać godzinę w kolejce, zapłacić bezzwrotną kwotę 16 dolarów i zapoznać się ze sposobem obchodzenia się z sowami. Lepiej wiedzieć, że można ich dotykać tylko po głowie i plecach. Personel chętnie pomoże z zamocowaniem sobie sowy na ramieniu, by ani klientowi ani samej sowie nic się nie stało.

Jeżeli kogoś nie stać na podróż do dalekiej Japonii i nie ma także ochoty na bratanie się z sowami, zawsze można wybrać się do Londynu na kawę z kotkiem. Od roku działa tam kawiarnia Lady Dinah's Cat Emporium, w której towarzystwa dotrzymują koty. Zupełnie jak w Japonii. Idea przyjmuje się wśród klientów na tyle dobrze, że kolejne lokale planowane są w Edynburgu, Nottingham i Brighton. Podobne lokale można znaleźć także w większości europejskich stolic.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL