Komentarze

Stawiam na Zofię Grzyb

Wojciech Stanisławski
Fotorzepa/Waldemar Kompała
Tygodnik „Polityka" nie zasypia gruszek w popiele: właśnie wystąpił z inicjatywą przyznawania nagród za pracę magisterską z historii PRL imienia – uwaga – Mieczysława F. Rakowskiego.

Myśl, by peerelowscy notable patronowali dokonaniom badaczy, okazała się tak inspirująca, że w internecie zaroiło się od pomysłów parafrazujących ten śmiały zamysł. Liczne wnioski, by magisterkom pisanym na SGH patronował odtąd Hilary Minc, a na Wydziale Prawa UW – Igor Andrejew, są tyleż oczywiste, co niesprawiedliwe: Rakowski to przecież nie mroki stalinizmu, lecz odwilż, op-art i liberalizm. Dlatego najcelniejsza wydała mi się propozycja, by ufundować nagrodę dla absolwenta studiów marketingu imienia Jerzego Urbana, też przecież współtworzącego ongiś panteon „Polityki".

Oddaję tę palmę pierwszeństwa z żalem, bo przywiązany byłem do własnego pomysłu, by Kongres Kobiet przyznawał szarfę „Parytety 2015" (w kolorze oberżynowym) zarządom firm wprowadzającym w życie zasady równouprawnienia: patronką szarfy mogłaby być niezapomniana Zofia Grzyb, pierwsza kobieta-członek Biura Politycznego KC PZPR.

Przez chwilę jednak serio. Owszem, był Rakowski świadkiem epoki, pisząc dzienniki, i mógłby dziś z wysoka patronować serii wydawniczej, w której ukazywałyby się wspomnienia ludzi obozu władzy PRL. Mógłby – piszę to bez drwiny – jako człowiek niełatwego awansu społecznego dać imię stypendiom dla niezamożnych uczniów ufundowanym przez Stowarzyszenie Ordynacka, które postanowiłoby zademonstrować, jak bardzo kawior gryzie je w zęby.

Koncept jednak, by ostatni I sekretarz KC PZPR, za którego premierostwa w najlepsze działała cenzura, a w oficjalnym przekazie zaś obowiązywała wersja o „niemieckiej zbrodni w Katyniu", patronował nagrodzie, która „pobudzać ma badania nad dziejami Polski lat 1945–1989", jest niezrównany w swej absurdalności.

Na łamach „Polityki" promuje go Wiesław Władyka. Przypomniałem sobie, jak podczas studiów na wydziale historii u schyłku nocy jaruzelskiej zarykiwaliśmy się, czytając jego świeżo wydane „Kalendarium polskie 1944–1984". Proponując MFR na patrona nagrody, raz jeszcze potwierdził swą reputację mistrza groteskowej propagandy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL