fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Ruby w Teatrze WARSawy

Mateusz Banasiuk (Calvin) i Edyta Olszówka (Psychoterapeutka)
Teatr
Współczesna wersja mitu o Pigmalionie w świetnym spektaklu Teatru WARSawy.

Miłość do teatru bywa uczuciem odwzajemnionym. Tak jest w przypadku Adama Sajnuka, twórcy Teatru Konsekwentnego, który po latach poszukiwań znalazł przystań w dawnym stołecznym kinie Wars i stworzył tam przyjazne sztuce, artystom i widzom miejsce.

Sajnuk wysoko zawiesza poprzeczkę, tworzy, tak jak Tomasz Karolak, znacznie „wyższy poziom teatru" niż właściciele innych scen prywatnych. Mistrzostwem była jego inscenizacja „Kompleksu Portnoya", „Dziwki z Ohio" Hanoha Lewina czy ostatnio „Ofiary".

Na jego spektakle właściwie można chodzić w ciemno, o czym świadczy ostatnia premiera „Ruby". Nie należy się zniechęcać określeniem „komedia romantyczna", bo to rzecz o wiele głębsza.

Ruby to imię dziewczyny, która jest tworem wyobraźni głównego bohatera Calvina Weira (Mateusz Banasiuk), młodego, obiecującego pisarza, którego debiut zatrząsł w posadach amerykańskim rynkiem wydawniczym. Teraz przeżywa kryzys, bo nic nie wskazuje na to, że drugą powieścią ugruntuje swą dotychczasową pozycję. Ten utwór ciągle nie powstaje, co prowadzi literata do coraz większej depresji.

Wyobcowany z normalnego życia Calvin ma skomplikowane relacje z kobietami. Osobą najbardziej zaufaną, swoistym przewodnikiem po życiu, jest pani psycholog, która często bywa kołem ratunkowym (świetna Edyta Olszówka). Imponuje mu też zaradna życiowo i stąpająca mocno po ziemi siostra (Sonia Bohosiewicz).

Calvin nie jest zdolny do prawdziwej miłości, dlatego boleśnie przeżywa kolejne rozczarowania. Marzy o idealnej kobiecie, a ponieważ ma dość ograniczoną wyobraźnię, „powołuje do życia" urocze brzydkie kaczątko, czyli tytułową Ruby (pełna wdzięku Maja Bohosiewicz), która często wymyka mu się spod kontroli.

Sztuka „Ruby" to opowieść, w której smutna diagnoza o samotnych współczesnych ludziach, ich lęku przed światem, braku asertywności i otwartości na drugiego człowieka miesza się z przewrotnym humorem spod znaku Woody'ego Allena.

Taka jest matka bohatera w zaskakującej interpretacji Sławomiry Łozińskiej. Aktorka, którą reżyserzy najczęściej obsadzają w rolach pań psycholog, żon pocieszycielek, tym razem pokazała osobę o nieposkromionej wyobraźni, szaloną hipiskę, artystkę, która lubi burzyć wszelkie stereotypy.

Myślę, że gdyby to ona, a nie jej syn, zajęła się literaturą, po kilku latach byłaby faworytką do literackiego Nobla, A jeśli nawet nie, to przynajmniej nie ustępowałaby popularnością J.K. Rowling.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA