fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Durczok pod lupą śledczych? Prokuratura zbada sprawę "białego proszku"

Kamil Durczok
Fotorzepa, Magdalena Jodłowska Magdalena Jodłowska
Będzie dochodzenie w sprawie rzekomego posiadania środków odurzających - informuje radio Tok FM. Sprawa dotyczy artykułu tygodnika "Wprost" o Kamilu Durczoku.
Jak donosi radio Tok FM, warszawska prokuratura zbada sprawę ewentualnego posiadania środków odurzających, które mogły się znajdować w jednym z apartamentów na stołecznym Mokotowie. Chodzi o mieszkanie, którego stan opisali w artykule "Kamil Durczok. Fakty po 'Faktach'" dziennikarze tygodnika "Wprost".
- Prokuratura zleciła dochodzenie. Jego przedmiotem jest posiadanie środków odurzających - powiedział Tok FM rzecznik warszawskiej prokuratury Przemysław Nowak. Radio podkreśla, że śledczy sprawdzą, czym był i do kogo należał "biały proszek", który dziennikarze "Wprost" znaleźli w apartamencie na Mokotowie.
Artykuł "Wprost", wraz z okładką, na której znalazł się prezenter i szef "Faktów" w TVN, ukazał się w kioskach w poniedziałek. Gazeta sugeruje m.in. że dziennikarz używa narkotyków. Dziennikarze piszą, że na informacje te trafili, kontynuując dziennikarskie śledztwo ws. mobbingu i molestowania w środowisku mediów.
"Rozmawia z najważniejszymi ludźmi w państwie. Ocenia i piętnuje dwulicowość, wydaje werdykty dotyczące innych osób, komentuje najważniejsze wydarzenia. Przez lata stał się autorytetem dla wielu młodych dziennikarzy. Obowiązują go nieco inne standardy niż gwiazdy rocka. Nasze środowisko, środowisko mediów, obowiązują pewne reguły. To może niektórych boleć, bo najwyraźniej poczuli się nietykalni. Wolno im więcej, bo są celebrytami, bo są lepsi, mądrzejsi, bogatsi, bardziej wpływowi? Nie ma na to naszej zgody. Od wielu tygodni prowadzimy dziennikarskie śledztwo dotyczące molestowania i mobbingu. Zebraliśmy pokaźny materiał, który będziemy sukcesywnie publikować" - napisał redaktor naczelny tygodnika Sylwester Latkowski, uzasadniając publikację wizerunku Kamila Durczoka.
Dwa tygodnie wcześniej, w publikacji "Ukryta prawda" nieujawniona z nazwiska dziennikarka telewizyjna opowiedziała tygodnikowi "Wprost" o molestowaniu, do jakiego doszło ze strony jej szefa "kierującego dużym zespołem telewizyjnym". Kobieta chciała zachować anonimowość. "Wprost" nie podał ani nazwiska szefa, ani nazwy stacji.
Tamtą publikację skomentowała m.in. prezenterka TVN Omenaa Mensah. - Jak większość osób wiem, o kogo chodzi - powiedziała. Całej sytuacji nie chciał wówczas komentować dyrektor programowy TVN Edward Miszczak.
W piątek spotkał się w tej sprawie zarząd stacji. Zarząd powołał specjalną komisję do zbadania przypadków molestowania i mobbingu. Komisja "ma zweryfikować rozpowszechniane publicznie twierdzenia, że osoby zatrudnione w TVN mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy."
Sam Durczok zaprzecza kierowanym w jego stronę zarzutom. W poniedziałek na antenie Tok FM podkreślał, że nigdy nie molestował żadnej ze swoich podwładnych ani w ogóle żadnej kobiety. Durczok przebywa obecnie na urlopie. Jak sam zapewnia, bez obaw czeka na ustalenia komisji TVN. - Ze spokojem czekam na wyjaśnienia. Nie wiem, kto tworzy komisję i według jakich procedur pracuje - skomentował Durczok.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA