Finanse

Inflacja: podstępny pożeracz naszych portfeli

Paweł Jabłoński
Rzeczpospolita
Jeszcze pół roku temu wielu bardzo poważnych ekonomistów uważało, że inflacja nie przekroczy 4 procent. Dziś coraz częściej słyszymy, że grozi nam 5 procent, a niektórzy mówią nawet o ponad 6-procentowym wzroście cen detalicznych. To oznaczałoby klęskę trwającej przez lata walki z inflacją. W tym czasie, by opanować wzrost cen, bank centralny narzucał wysokie stopy procentowe – a kosztem było ograniczenie rozwoju gospodarki i wpędzanie w kredytowe pułapki firm i rodzin.
Rosnąca dziś inflacja nie jest skutkiem błędów w polskiej polityce pieniężnej lub gospodarczej. Spowodowały ją przede wszystkim wpływy zagraniczne, rosnące ceny żywności, surowców i wyjazdy Polaków do pracy w innych krajach. Ale nawet w takiej sytuacji z inflacją można – i trzeba – walczyć. Potrzebne są bardziej zdecydowane decyzje Rady Polityki Pieniężnej. Może zamiast co miesiąc podnosić stopy o ćwierć punktu procentowego, należałoby przeprowadzić mniej podwyżek, ale za to w większej skali? To powinno spowodować, że złoty przestanie się umacniać i nasi eksporterzy odetchną.
Chociaż za poziom inflacji odpowiada Narodowy Bank Polski, to jednak sprawa jest na tyle poważna, że również rząd powinien się o to zatroszczyć. Wbrew pozorom jego możliwości mogą się dziś okazać większe niż banku centralnego. Może przede wszystkim ułatwić sprowadzanie z zagranicy tańszych pracowników, a to zahamowałoby wzrost płac. Można też zakończyć liberalizację rynków – choćby telekomunikacyjnego. I ceny natychmiast spadną. Zlekceważenie inflacji spowodowałoby nie tylko utratę osiągnięć gospodarczych ostatnich lat, ale też zubożenie wszystkich obywateli. Przede wszystkim tych najbiedniejszych.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL