Artyści a Służby Bezpieczeństwa

Obraz Edwarda Dwurnika „I like this snow”: cenzor gapa nie zauważył, ale czujny TW doniósł, gdzie trzeba
materiały wydawnictwa
Na odcinek sztuki awangardowej Służby Bezpieczeństwa nie delegowała pracowników drugorzędnych. Z ocalonych not operacyjnych wyłania się obraz funkcjonariuszy, którzy może i nosili u przegubu pederastkę, ale intrygowali z taką klasą, jakby czytywali Szekspira.
Przydziały pokostu i styropianu, możliwość wyjazdu na Zachód, szanse na karierę na Akademii, ale też męki zawiedzionych ambicji, nałogi i najbardziej niepochwytne wizje – wszystko to pozostawało przedmiotem zainteresowania SB. Monografia Jarosława Jakimczyka traktująca o tajnej policji jako krytyku artystycznym i kuratorze sztuki w PRL, trafiająca właśnie do księgarń, raz jeszcze pokazuje, jak połowiczne będą wszelkie badania nad sztuką okresu komunizmu, jeśli nie uwzględnią skali inwigilacji, manipulacji oraz – co najbardziej może przerażające – ambicji wychowawczych i dydaktycznych tajnej policji.

Nie jest to przekonanie powszechne: autor, omawiając we wprowadzeniu stan badań przedmiotu, zwraca uwagę na zabobonny niemal strach części historyków sztuki przed „zatrutymi źródłami", jakimi są jakoby ocalałe szczątki archiwów bezpieki. Często towarzyszą im głęboko przyswojone fobie antylustracyjne, zasługa długich lat pracy medialnego mainstre...
Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL