fbTrack

Literatura

Jan Stanisław Witkiewicz - Rudolf Nurejew

Jan Stanisław Witkiewicz Rudolf Nurejew Iskry Warszawa 2014
materiały prasowe
Książka. Ta opowieść wprowadza czytelnika w rejony wielkiej sztuki oraz erotycznych ekscesów, z których słynął Rudolf Nurejew.
Biografię napisaną przez Jana Stanisława Witkiewicza jak klamra spina obraz śmierci. Nurejew umierał długo. Był jedną z wczesnych ofiar AIDS, objawy zdiagnozowano w 1983 roku, ale lekarze spowolnili przebieg choroby.
Przez dziesięć lat starał się oszukać los, nie przyjmując jego wyroku do wiadomości. Niemal do końca nie zrezygnował z artystycznej aktywności i stylu życia, z pewnością też zarażał kolejnych przygodnych partnerów. W jego duszy zawsze zresztą ukryty był i diabeł, i anioł. Został tancerzem wbrew woli ojca – komisarza politycznego w Armii Radzieckiej. Miał 23 lata, gdy wracając z Teatrem Kirowa z Paryża, poprosił o azyl na lotnisku La Bourget. Akcja godna była filmu sensacyjnego. Potem Nurejew bał się zemsty KGB i tego, że  agenci połamią mu nogi.
Rudolf Nurejew – po Wacławie Niżyńskim najlepszy niewątpliwie tancerz XX wieku – pławił się w sławie i luksusie. Otrzymywał honoraria nie mniejsze niż filmowe gwiazdy. A ponieważ jego finansowym doradcą stał się przedstawiciel rodu Rothschildów, majątek szybko uległ pomnożeniu dzięki inwestycjom i fundacji w Liechtensteinie, na której konto spływały honoraria i nie trzeba było płacić podatków. Nie mógł żyć bez występów i bez seksu. Autor biografii zajmuje się jednym i drugim, ale nie analizuje szczegółowo dokonań Nurejewa jako tancerza i choreografa. Te zostały przedstawione w oddzielnym kalendarium. Autor zebrał za to wiele szczegółów z intymnego życia Nurejewa. Przedstawia jego związek z Erikiem Bruhnem, być może jedynym człowiekiem, którego kochał. Ciągle jednak rywalizowali z sobą, bo Bruhn również był wybitnym tancerzem. Witkiewicz próbuje też dociec, co łączyło Nurejewa ze starszą o prawie 20 lat Margot Fonteyn. Gdy został jej scenicznym partnerem, przeżyła drugą, baletową młodość. Darzyła go uczuciem, być może zaszła z nim w ciążę. Najbardziej przejmujący jest opis starzejącego się i chorego Nurejewa, który nie potrafił zejść ze sceny. Występował, budząc litość. Gdy niemal nie mógł się ruszać, wziął się za dyrygowanie. Witkiewicz nie przypomniał jednak, iż jako dyrygent Nurejew przed śmiercią pojawił się i w Polsce. Poprowadził koncert w Częstochowie, bo chciał poprosić o cud przedłużenia życia Matkę Boską Jasnogórską. Szkoda, że nad napisaną wartko, ale nieco chropawo, biografią nie pochylili się wnikliwiej redaktorzy z wydawnictwa. Zasługuje na staranniejsze opracowanie. Jacek Marczyński
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL