Sądownictwo

Prezesi stoczni uniewinnieni

Sąd uznał, że siedmiu szefów i zarazem współwłaścicieli holdingu nie działało na szkodę firmy
To finał jednej z najgłośniejszych spraw gospodarczych ostatniej dekady. Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu oskarżyła siedmioosobowy zarząd Stoczni Szczecińskiej Porta Holding o narażenie firmy na 60 mln zł strat. Chodziło o transakcje kupna-sprzedaży między stocznią a spółką Grupa Przemysłowa, należącą do oskarżonych. Zdaniem śledczych dzięki nim zarabiała spółka, a traciła stocznia.
Prezesi nie przyznali się do winy. Proces trwał blisko cztery lata. Przesłuchano 100 świadków, w tym znanych ekonomistów i polityków. Szczeciński Sąd Okręgowy obalał wczoraj tezy prokuratury. Jego zdaniem kluczowe było określenie, czy GP należała do holdingu stoczniowego.
Proces trwał blisko cztery lata. Przesłuchano 100 świadków, m.in. znanych polityków – Holding to zgrupowanie spółek powiązanych kapitałowo lub personalnie. W trakcie śledztwa ograniczono się tylko do kwestii kapitałowych, pomijając powiązania osobowe, które tutaj występowały – mówił sędzia Paweł Wojtysiak. Sąd uznał więc, że GP wchodziła w skład holdingu i że w takiej sytuacji nie można oceniać umów między GP a stocznią w kategoriach zysku lub straty jednej ze stron. Nawet jeśli miała stracić stocznia, to liczą się korzyści całego holdingu. A te – zdaniem sądu – są oczywiste. Sąd skrytykował też śledztwo prowadzone w gorącym dla stoczni 2002 r. Były wtedy kłopoty z finansowaniem produkcji, negocjacje z bankami się przedłużały, a w Szczecinie manifestowali stoczniowcy. Sprawami holdingu zajmował się wtedy rząd Leszka Millera, którego ministrowie w czerwcu zapowiedzieli ukaranie winnych upadłości. Miesiąc później prezesi zostali aresztowani, a dalsze decyzje w sprawie stoczni zapadały już bez ich udziału. Na wolność wyszli po kilku miesiącach i ogłosili, że do upadłości holdingu doprowadziła ekipa związana z SLD, która chciała przejąć część majątku. Zdaniem sądu do śledztwa w ogóle nie powinno dojść. – Oczywiście, dzisiaj wiemy więcej. Ale już na etapie postępowania przygotowawczego pominięto ważne dla sprawy dokumenty. Już wtedy powinna się ona zakończyć – argumentował sędzia Wojtysiak. Ostro skrytykował działania policji, prokuratury i organów kontroli finansowej. Te ostanie w trakcie śledztwa przeprowadzały kontrole spółek stoczniowych. – Wynikało z nich, że są nieprawidłowości. Sądowi nie udało się jednak ustalić, kto wyciągnął takie wnioski – mówił Wojtysiak. Prezesi przyjęli uniewinnienie z radością. – Holding był własnością siedmiu tysięcy akcjonariuszy. Zniszczono go. Musimy się zastanowić, jakie dalej podjąć kroki – mówił po wyroku Krzysztof Piotrowski, prezes SSPH SA.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL