Świat

Bodo Ramelow - niemiecki postkomunista może zostać premierem

Bodo Ramelow (fot. DiG / TRIALON / lic. CC-BY-3.0)
Wikimedia Commons
Wschodnioniemiecki land Turyngia może się zapisać w historii politycznej RFN. Wiele wskazuje na to, że premierem zostanie tam postkomunista. Jednocześnie przetestowana zostałaby lewicowa koalicja, która za kilka lat mogłaby rządzić całymi Niemcami.
58-letni Bodo Ramelow jest – zdaniem ogólnoniemieckich mediów, takich jak tygodnik „Der Spiegel" - bliski objęcia stanowiska szefa rządu Turyngii. Jeżeli mu się to uda, to byłby pierwszym premierem landu wywodzącym się z Partii Lewicy, postkomunistycznego ugrupowania mającego korzenie w NRD. Partia Lewicy może rządzić w Turyngii z socjaldemokratami i Zielonymi. Ci drudzy już na to wyrazili zgodę, członkowie SPD jeszcze debatują. Niektórzy spodziewają się, że decyzja zapadnie już w poniedziałek, a ostateczne potwierdzenie nastąpi 3 listopada.
Media z Turyngii są jednak znacznie bardziej ostrożne w ogłaszaniu sukcesu Ramelowa niż te centralne. - Wszystko jest jeszcze otwarte. Nie jest jasne, czy powstanie rząd Lewicy, SPD i Zielonych czy też CDU i SPD – mówi „Rz" Mirko Krüger z dziennika „Thüringer Allgemeine". - To jeszcze będzie się ważyło tygodniami. I wcale nie chodzi o komunistyczną przeszłość Partii Lewicy. Najważniejszym problemem jest to, że niezależnie od tego jaka koalicja powstanie, to będzie miała tylko jeden głos ponad większość, będzie niestabilna. W każdej partii są frakcje, stosunki między deputowanymi są skomplikowane, a los rządu będzie zależał od pojedynczych głosów – dodaje.

NRD, czyli państwo bezprawia

Czy zatem Turyngia jest gotowa na premiera postkomunistę, pierwszego w całych Niemczech? - To się może zdarzyć, ale wszystko to są przypuszczenia – podkreśla Mirko Krüger. Kandydat na premiera Bodo Ramelow trzy tygodnie temu powiedział, że NRD była państwem bezprawia, dyktaturą. Bez takiej deklaracji SPD i Zieloni nie zgodziliby się nawet na wstępne rozmowy o utworzeniu rządu z Lewicą. Taki warunek postawili. Przed wyborami do landtagu Turyngii, które odbyły się 14 września, postkomuniści nigdy nie składali takich deklaracji. Bez odcięcia się od dyktatorskiej przeszłości NRD nie będzie też możliwe powstanie koalicji Lewicy z SPD i Zielonymi na poziomie federalnym, a spekulacje o utworzeniu jej po wyborach do Bundestagu w 2017 roku są żywe. Pozwoliłoby to odsunąć od władzy partię Angeli Merkel - CDU, która zdobywa w sondażach około 40-procentowe poparcie. SPD i Zieloni mają go za mało, by marzyć o utworzeniu rządu składającego się tylko z tych dwóch partii. Potrzebny jest trzeci koalicjant – w grę wchodzą tylko postkomuniści. Wciągnięcie ich do rządzenia całymi Niemcami będzie jednak bardzo trudne. Opór przeciwko rozliczeniu z przeszłością jest w ich szeregach silny. Na deklarację Ramelowa gniewnie zareagował pod koniec września najbardziej znany polityk Lewicy – Gregor Gysi, szef jej klubu parlamentarnego w Bundestagu. Stwierdził, że nie można nazwać NRD państwem bezprawia, mimo że „nie było państwem prawa". I dodał, że utworzenie tego państwa było reakcją ZSRR na utworzenia Niemiec Zachodnich przez mocarstwa zachodnie, tak samo uprawnioną, zwłaszcza jak się weźmie pod uwagę 20 milionów radzieckich ofiar Trzeciej Rzeszy.

Trudny partner

Partia Lewicy byłaby dla SPD i Zielonych trudnym partnerem w rządzie federalnym także ze względu na poglądy w sprawie bezpieczeństwa. Domaga się bowiem wystąpienia z NATO. Jest też prorosyjska, co szczególnie dla Zielonych, bardzo krytycznych wobec działań Władmira Putina, jest problemem. W Turyngii Lewica była już bliska rządzenie po poprzednich wyborach do landtagu, pięć lat temu. Także Ramelow miał szansę zostać premierem. Po dwóch miesiącach rozmów koalicyjnych skończyło się na rządzie CDU i SPD. Tak może być i tym razem, choć „Der Spiegel" napisał, że chadecy wyglądają już na pogodzonych z tym, że przejdą do opozycji. Sam Ramelow jest nietypowym członkiem Partii Lewicy w dawnej NRD, bo pochodzi z Niemiec Zachodnich. Urodził się w Dolnej Saksonii, a przez wiele lat mieszkał i pracował w Hesji. Do Turyngii przeniósł się zaraz po upadku NRD. We wrześniowych wyborach do landatu wygrała CDU (33,5 proc.), przed Lewicą (28,2 proc.) i SPD (12,4 proc.). Zieloni ledwo przekroczyli 5-procentowy próg. Do parlamentu Turyngii weszła jeszcze nowa radykalna i eurosceptyczna partia Alternatywa dla Niemiec (10,6 proc.), ale z nią nikt nie chce rządzić.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL