fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Niewiadomski: Nie ma funduszu, problem pozostał

archiwum prywatne
Touroperatorzy nie chcą więcej sensacyjnych doniesień w mediach o klientach poszkodowanych przez biura podróży. Chcą pełnego, a przy tym tańszego dla nich niż obecne, zabezpieczenia turystów - przekonuje prezes Polskiej Izby Turystyki
19 sierpnia rząd (poprzedni) odrzucił projekt założeń do ustawy o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym. To oznacza formalne zamknięcie prac nad tym dokumentem. Jednocześnie rada ministrów zleciła przygotowanie rozwiązań prawnych, które sprecyzują obowiązki marszałków województw i konsulów, w razie konieczności zajęcia się klientami upadłych biur podróży. Projekt TFG przewidywał, że takie zadania spadną na fundusz.
Jak zrobić, żeby wystarczyło pieniędzy dla poszkodowanych turystów? Kto i jak ma kontrolować biura podróży, by przeciwdziałać ich bankructwom? Jak zabezpieczyć klientów przed stresem, że wakacje nie będą tymi wymarzonymi? Na te pytania rząd nie odpowiedział, nie kazał też szukać innych niż TFG rozwiązań tych problemów, mimo że Ministerstwo Sportu i Turystyki w uzasadnieniu do projektu o powołaniu funduszu wykazało, że istnieje taka potrzeba.
Jest więc problem, czy go nie ma? - pytamy ministerstwo, przedstawicieli branży, ekspertów. We wtorek publikowaliśmy rozmowę z Katarzyną Sobierajską, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Dzisiaj pytamy o opinię Pawła Niewiadomskiego, prezesa Polskiej Izby Turystyki.
Filip Frydrykiewicz: Co pan pomyślał kiedy przyszła wiadomość, że rząd odrzucił projekt Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego?
Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej izby Turystyki: Byłem zdziwiony. Skoro w 2012 r. rząd podjął decyzję o wzmocnieniu systemu zabezpieczeń poprzez wprowadzenie funduszu, to dlaczego nagle odrzucił tę koncepcję, kiedy Ministerstwo Sportu i Turystyki już dwa lata nad nią pracowało?
Rzecznik rządu podała dwa powody decyzji rządu. Każdy wystarczający sam w sobie. Po pierwsze obecne zabezpieczenie – w domyśle gwarancje przewidziane ustawą o usługach turystycznych - jest wystarczające.
Powtórzę, jeśli zabezpieczenie jest wystarczające, to po co w ogóle było się brać za nową ustawę?
Ale ważniejsze jest, że to, co mówi pani rzecznik nie zgadza się z rzeczywistością. W roku 2012 upadło 15 biur podróży. Okazało się, że klienci większości z nich nie są w pełni zabezpieczeni, stracili część wpłaconych na wypoczynek pieniędzy. Niektórzy procesują się o nie ze Skarbem Państwa, bo uważają, że państwo nie zapewniło pełnego wdrożenia do polskiego prawa dyrektywy unijnej, według której każdy klient biura podróży powinien być pewien odzyskania w stu procentach pieniędzy wpłaconych na wyjazd. I zapewne wygrają te procesy – wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Dillenkofera wyraźnie na to wskazuje.
Ale od roku 2012 coś się zmieniło - w maju zeszłego roku minister finansów podniósł minimalne gwarancje, jakie muszą mieć organizatorzy wyjazdów.
Jednym podniósł, innym obniżył. Ale to inna kwestia.
Według MSiT, pod rygorami nowego rozporządzenia MF, środków nie starczyłoby w 6 z 15 przypadków niewypłacalności z roku 2012.
Drugi argument jaki przytoczyła rzeczniczka rządu to ten, że fundusz byłby zbyt kosztowny. Według projektu rocznie trzeba by wydać na utrzymanie szesnastoosobowego zespołu dwa i pół miliona złotych.
Tu się zgadzam – na pewno można by stworzyć tańszy model funkcjonowania funduszu. W projekcie przewidziano aż 16 pracowników. PIT ma koncepcję, jak można te koszty radykalnie obniżyć.
Jak?
Chodzi między innymi o większe wykorzystanie możliwości, jakie daje informatyka. Po co zatrudniać ludzi do tego, co może zrobić system? A kiedy przychodzi sytuacja, że potrzeba więcej ludzi – przecież nie wiemy kiedy to nastąpi, to po co trzymać pracowników w gotowości i ich opłacać – można pewne czynności zlecić zewnętrznym firmom. To na pewno zaoszczędziłoby większą część przewidzianych w projekcie kosztów.
Jest pan zwolennikiem funduszu?
Walne Zgromadzenie PIT opowiedziało się za pracami nad funduszem. Ale za taką jego wersją, która docelowo zmniejszy obciążenia dla przedsiębiorców.
Również z moich rozmów z menedżerami dużych i małych biur podróży, członkami naszego samorządu, wynika, że akceptują oni, przy spełnieniu pewnych warunków, taką formę zabezpieczenia. Zapewnienie bezpieczeństwa na rynku usług turystycznych, według nich uzasadnia przejściowe zwiększenie cen imprez o składkę do funduszu. Przedsiębiorcy – niezależnie od skali prowadzonej działalności gospodarczej – a także towarzystwa ubezpieczeniowe nie widzą możliwości rozwiązania problemu poprzez kolejne zwiększenie wysokości sum gwarancyjnych.
Projekt założeń do ustawy, jaki przedstawiło ministerstwo, naszym zdaniem był niedoskonały, ale stanowił podstawę do dalszych prac. Liczyliśmy, że w ich toku fundusz uzyska kształt, dzięki któremu jego powołanie docelowo ulży przedsiębiorcom turystyki wyjazdowej i tylko pod takim warunkiem gotowi byliśmy go poprzeć.
Jakie korzyści z funduszu widzieli członkowie PIT?
Po pierwsze - zabezpieczając w pełni klientów ucięlibyśmy czarny PR, szkodzący przedsiębiorcom turystycznym. Wystarczy jedno bankructwo w turystyce, żeby media szukające sensacji to wydarzenie nagłośniły i wyolbrzymiły. Po drugie – co jeszcze ważniejsze - zbieranie składek zdaniem PIT powinno doprowadzić do momentu, w którym w funduszu będzie tyle środków, że będzie można ustawowo zrezygnować z gwarancji. Zasada jest prosta – pieniądze w funduszu należałyby niejako do branży, a pieniądze za gwarancje trafiają do kieszeni ubezpieczycieli. Do tego za pieniądze wpłacane do funduszu branża uzyskuje dużo więcej, bo instytucję czuwającą nad jakością rynku, a w razie niepowodzenia któregoś z organizatorów, zapewniającą profesjonalną obsługę jego klientów (nie byliby już zdani na urzędników urzędów marszałkowskich).
W sumie przedsiębiorcom docelowo bardziej opłacałby się fundusz niż gwarancje. Fundusze z powodzeniem, ku zadowoleniu branży, działają w innych krajach europejskich – najbardziej znane są przykłady Holandii i Portugalii. W Holandii fundusz jest wypełniony na tyle, że przedsiębiorcy nie ponoszą już żadnych kosztów na zabezpieczenia wynikające z obowiązków, jakie nałożone są na ten sektor przez dyrektywę unijną.
Powołuje się pan na pozytywne opinie touroperatorów, członków PIT. Tymczasem komentarze innych samorządów branżowych – Polskiego Związku Organizatorów Turystyki czy Izby Turystyki RP – były entuzjastyczne: dobrze, że rząd odrzucił fundusz.
To bardzo populistyczne, płytkie podejście do problemu. Można powiedzieć - do następnego upadku dużego touroperatora. Jeszcze raz powtórzę: z prawidłowo wprowadzonym funduszem łączyłyby się dwie korzyści nie do przecenienia – zmniejszenie obciążeń dla przedsiębiorców i święty spokój z negatywnymi opiniami o branży, a co za tym idzie zwiększenie zaufania do usług biur podróży.
Co teraz powinno zrobić ministerstwo?
Trudno coś radzić resortowi, tym bardziej, że nasze dotychczasowe uwagi dotyczące kompleksowych prac nad systemem zabezpieczeń, łącznie z pracami nad zmianami ustawy o usługach turystycznych, były pomijane przez ministerstwo.
Zapytam inaczej, czego Izba oczekuje w tej sytuacji od Ministerstwa Sportu i Turystyki?
Na początek zainicjowania spotkania w jak najszerszym gronie i omówienia tej sytuacji. Trzeba dopuścić uczestników reprezentujących różne organizacje branżowe, którzy powinny przedstawić swoje propozycje rozwiązania problemu.
Czy widzi pan możliwość powrotu do jakiejś koncepcji funduszu?
Nie należy wykluczać dalszych prac nad nią, jako elementem systemu zabezpieczeń, a przede wszystkim nie należy odrzucać propozycji, które zmierzają do zmiany drogiego dla touroperatorów przestarzałego systemu.
Jeżeli prace będą wstrzymane, to z całą pewnością należy natychmiast wprowadzić zmiany do ustawy o usługach turystycznych - te, które miały być implementowane ustawą o TFG. Ciekawe jak w takiej sytuacji rząd podejdzie do tej sprawy. Jeśli nie nastąpi to szybko, to część zmian wprowadzonych ostatnim rozporządzeniem ministra finansów o wysokości gwarancji minimalnych pozostanie na papierze.
Co się stanie, jeśli jutro upadnie jakieś biuro podróży?
Gdybym był złośliwy, odesłałbym pana do rzecznika rządu, który zapewnia, że klienci każdego bankruta są zabezpieczeni. Ale mówiąc poważnie, myślę, że nie zostaną pozostawieni sami sobie. Ci, którzy są za granicą siłami marszałka województwa, z pomocą konsula, a być może ministerstw Sportu i Turystyki i Spraw Zagranicznych zostaną sprowadzeni do kraju. Na zorganizowanie powrotu klientów do kraju pieniędzy powinno wystarczyć z gwarancji wykupionych przez niewypłacalnego organizatora. Natomiast co do zwrócenia pozostałym całych wpłaconych sum nie podzielałbym, przynajmniej w niektórych przypadkach, optymizmu rzecznika rządu.
Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA