fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Ryszard Bosek: Mistrzostwa świata zaczynają się od nowa

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Rozmowa ze złotym medalistą igrzysk olimpijskich w Montrealu 1976 i mistrzem świata z roku 1974
Rz: Spodziewał się Pan tak dobrego początku mistrzostw świata w wykonaniu naszych siatkarzy?
Ryszard Bosek: Spodziewałem się dobrej gry, ale nie aż tak dobrej. Początek mamy rzeczywiście wymarzony. Przyjemnie jest wygrywać seryjnie, nabierać pewności siebie, rosnąć jako drużyna. Kluczowy okazał się chyba inauguracyjny mecz z Serbami. Oni się przestraszyli atmosfery na Stadionie Narodowym, niczego nie grali, a nas poniosło. Można powiedzieć, że na tej fali przepłynęliśmy całą pierwszą fazę i mam nadzieję, że popłyniemy na niej do końca. Ważne jest też to, że do tej pory graliśmy krótkie mecze. Nasi rywale w drugiej rundzie mieli gorzej, walczyli pięciosetówki, zgubili więcej sił.
Można powiedzieć, że prawdziwa drużyna narodziła się dopiero na turnieju?
Na to wygląda. Ja naprawdę obawiałem się tych mistrzostw, bo w tym składzie nie graliśmy zbyt dużo meczów. Zagumny dołączył do zespołu niedawno, przygotowywał się właściwie poza grupą, brakowało mu ogrania. Ale widać, że odpoczął po Lidze Światowej. Do wielkiej formy wrócił Winiarski – ostatnio prześladowały go kontuzje, teraz znów wygląda na to, że wie co robi. Oni są prawdziwymi filarami tej kadry, mają ogromne doświadczenie, wnoszą spokój, kierują zespołem. W trudnym momencie do drużyny wchodził Wlazły. On też miał swoje przerwy w grze i urazy, nadal nie do końca wychodzi mu dogranie szybkiej piłki, ale to jest zawodnik, który w trudnej sytuacji może bardzo pomóc. I myślę nie tylko o grze w ataku, ale też o zagrywce. Jak trafi na swój dzień to serwisami, kiedy piłka leci z prędkością ponad 120 kilometrów na godzinę, może rozwiązać sporo problemów.
Nie zapominajmy, że przed turniejem mieliśmy zawieruchy z Bartkiem Kurkiem i Łukaszem Żygadłą, którzy wypadli ze składu. To mogło wnieść do drużyny sporo nerwowości, ale tak się nie stało. Trener Antiga zgasił pożar, poukładał zawodników i wdrożył system, który się sprawdza. Mamy teraz żelazną szóstkę-siódemkę, która właściwy poziom złapała dosłownie w ostatnim momencie. To jest baza do wykorzystania w każdym meczu, bez względu na przeciwnika. Resztę zawodników Antiga trzyma pod parą, są gotowi i na pewno jeszcze się jeszcze pokażą z dobrej strony.
Jakie są nasze najsilniejsze strony?
Do tej pory na niesamowitym procencie mamy przyjęcie. Statystyki pokazują około siedemdziesięciu procent, a na tym poziomie to ewenement. Mamy naprawdę dobrą zagrywkę. Sprawiamy kłopoty, znakomitymi flotami odróżniamy się od reszty. Te dwa elementy przekładają się na cały obraz gry, na nich się opieramy. Na razie możemy być zadowoleni, ale obawy zupełnie nie znikają. Spójrzmy na mecz z Kamerunem, jedyny w którym straciliśmy seta. Kameruńczycy grali na dużym ryzyku, w pewnym momencie wszystko im wychodziło, potrafili odrzucić nas od siatki. To zostało zauważone.
Nasi przeciwnicy wiedzą, że możemy mieć problemy z dobrą, ryzykowną zagrywką, że możemy mieć kłopoty przy wysokiej piłce. A poza tym wszyscy wiedzą już, że jesteśmy mocni, więc będą mentalnie przygotowani na grę z nami na najwyższym poziomie. My na razie sprawiamy wrażenie mocnych psychicznie, ale jestem bardzo ciekawy jak sprawdzimy się przy pierwszej ostrej wymianie ciosów.
Do drugiej rundy przystąpimy jako liderzy grupy. Nad kolejnymi w tabeli Francuzami mamy dwa punkty przewagi. Dużo?
O punktowej przewadze nad rywalami nasi siatkarze w ogóle nie powinni myśleć. Od razu powinniśmy sobie założyć, że teraz ten turniej zaczyna się dla nas od nowa. Trzeba myśleć o każdym meczu osobno, a nie traktować drugą rundę jako swego rodzaju turniej. Do każdego meczu trzeba się przygotować fizycznie, taktycznie, a potem wyjść na boisko i pokonać przeciwnika. Na razie podświadomie odpuściliśmy trochę mecz z Kamerunem, ale poza tym mentalnie wyglądaliśmy wzorowo. Realizowaliśmy założenia taktyczne sztabu szkoleniowego, zachowywaliśmy koncentrację, nie pozwalaliśmy wybić się z rytmu. Ważne, że tą pierwszą fazę zakończyliśmy pewnym zwycięstwem. Mecz z Argentyną mógł być najtrudniejszy w tej rundzie, ale nie daliśmy pograć dwóm-trzem liderom rywali, a reszta argentyńskiej kawalerii z naszymi zawodnikami po prostu nie była w stanie nawiązać walki.
Teraz na reprezentację Polski czekają Francuzi, Włosi, Amerykanie i Irańczycy. Której drużyny powinniśmy się najbardziej obawiać?
Z lepszej strony pokazali się dotychczas Francuzi i Irańczycy. Amerykanie po wygraniu Ligi Światowej nie wyglądają najlepiej. Z Włochami zawsze walczyło nam się trudno, ale tutaj są rozdzierani wewnętrznymi kłopotami, a do tego nie wiadomo jak będzie z dalszą grą Iwana Zajcewa, który w ostatnim meczu skręcił staw skokowy. Na dziś wiele wskazuje na to, że wejdziemy do najlepszej czwórki mistrzostw i jeśli tak się stanie to wszystko będzie możliwe. Może będziemy nawet walczyć o złoto, takiej sytuacji nikt już nie może wykluczyć. Nasi zawodnicy też powinni przygotowywać się do tej myśli, bo to jeszcze bardziej podniesie im ciśnienie.
— rozmawiał Jakub Gregorowicz
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA