fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Unijne środki nie dla uczelni

Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Rektorzy przekonują, że system dystrybucji pieniędzy z Europejskiego Funduszu Społecznego jest niekorzystny dla sektora szkolnictwa wyższego.
Chodzi o propozycje współfinansowania projektów realizowanych w ramach programu EFS w latach 2014–2020, które zaproponowało Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju.
Zgodnie z nimi uczelnie, chcąc sięgnąć po te pieniądze, musiałyby wyłożyć 10 proc. wartości projektu w ramach tzw. wkładu własnego. I tu pojawiają się problemy, bo system finansowania uczelni jest tak skonstruowany, że zdecydowana większość środków, którymi dysponują, może być przeznaczona tylko na określone cele.
W opinii skierowanej do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich pisze, że dotację podstawową, czyli środki, jakie uczelnia otrzymuje z budżetu państwa, może przeznaczyć jedynie na kształcenie studentów czy wypłatę stypendiów. Z kolei fundusze przeznaczane na badania naukowe mogą być wydatkowane tylko na ten cel.
„Należy również zauważyć, że przychody własne uczelni publicznej pochodzące z opłat za usługi edukacyjne mogą być pobierane jedynie w wysokości odpowiadającej kosztom świadczenia tych usług i nie mogą być zatem źródłem wkładu własnego" – piszą rektorzy. Zaznaczają też, że pula środków własnych, jakimi dysponują uczelnie, jest niska i uniemożliwia zapewnienie wkładu własnego do realizacji projektów unijnych.
Tymczasem zgodnie z założeniami MIiR uczelnie mają realizować jeden z podstawowych priorytetów w ramach programu EFS. Chodzi o poprawę dostępności i wspieranie uczenia się przez całe życie, podniesienie umiejętności i kwalifikacji pracowników, dopasowanie systemów kształcenia i szkolenia do potrzeb rynku pracy. W ramach tego projektu mają być realizowane kształcenie i szkolenia dla osób dorosłych, doradztwo edukacyjne i zawodowe czy stworzenie na terenie całego kraju lokalnych ośrodków wiedzy i edukacji.
Rektorzy apelują do MIiR, aby w przypadku uczelni publicznych zrezygnowało z konieczności uiszczania przez nie wkładu własnego. Nie jest to nic nowego. W poprzedniej perspektywie finansowej szkoły wyższe w ramach środków EFS mogły bez wkładu własnego ubiegać się o dofinansowanie. W takiej formule przekazywane były im pieniądze, np. na projekty wzmacniające potencjał dydaktyczny uczelni. Szkoły wyższe mogły sięgać po środki, dzięki którym nawiązywały współpracę z przedsiębiorcami. Mogły oferować studentom staże czy praktyki studenckie lub płacić praktykom za realizację wykładów.
Zapytaliśmy resort rozwoju, czy zamierza się przychylić do uwag środowiska akademickiego. Robert Stankiewicz, rzecznik prasowy MIiR, powiedział „Rz", że MIiR dopiero w poniedziałek zakończyło zbieranie opinii społecznych do zgłoszonych przez siebie propozycji.
– Teraz jesteśmy na etapie ich oceny merytorycznej, później ewentualnie będziemy nanosić korekty – powiedział Stankiewicz.
To nie pierwsza sytuacja, w której środowisko akademickie skarży się na system dystrybucji unijnych środków. Już wcześniej dr Dorota Kwiatkowska-Ciotucha z wrocławskiego Uniwersytetu Ekonomicznego wskazywała, że podstawową barierą w pozyskiwaniu pieniędzy z Europejskiego Funduszu Społecznego jest nadmiernie zbiurokratyzowana i skomplikowana procedura aplikowania o środki. Argumentowała również, że rozliczanie projektu wymusza stworzenie na uczelniach specjalnej jednostki, która zajmuje się tylko i wyłącznie koordynowaniem projektu.
Ministerstwo Nauki zapowiadało, że procedury uprości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA