Kraj

„Masa” płacił łapówki w urzędzie skarbowym

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Cezary K. usłyszał wyrok dwóch lat więzienia za przyjmowanie łapówek od Jarosława S., kiedyś bossa gangu pruszkowskiego
Cezary K. przyznał się do winy i potwierdził, że w zamian za zakrapiane alkoholem biesiady pomógł ówczesnemu bossowi Pruszkowa wyjść cało z potyczek z fiskusem. Sprawa wyszła na jaw tylko dlatego, że Jarosław S. „Masa” zerwał z dawnym życiem, został świadkiem koronnym i ujawnił, jak korumpował urzędników skarbówki.
Wyrok zapadł w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia. – Dwóch oskarżonych, w tym Cezary K., dobrowolnie poddało się karze – potwierdza „Rz” prokurator Robert Makowski, naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Sąd zawiesił byłemu dyrektorowi wykonanie kary na pięć lat i wymierzył mu dodatkowo 20 tys. zł grzywny.
Zdarzenia, za które Cezary K. został skazany, miały miejsce pod koniec lat 90. Stołeczna prokuratura, badając ekonomiczne interesy Pruszkowa, poleciła wtedy UKS sprawdzić majątek gangstera. Choć oficjalne dochody Jarosława S. były niewielkie, żył wtedy jak milioner: miał luksusową rezydencję w Komorowie, kilka drogich aut i klub w stolicy. W 1997 roku i dwa lata później UKS wezwał bossa, by przedstawił dowody, że majątek zdobył legalnie. Wtedy S. – przez znajomego Krzysztofa M., ps. Mały Krzyś – dotarł do Cezarego K., który był wówczas kierownikiem oddziału UKS. – „Czarek ze skarbówki” – jak się przedstawił – powiedział, że „załatwi kontrolę z wynikiem negatywnym, czyli bez domiaru podatkowego” – wynika z zeznań Jarosława S., do których dotarła „Rz”. Następnie skierował go do Jacka W., a ten miał zadeklarować, że „załatwi brak domiaru i wyprostuje papiery”. Kontroler miał wziąć za to 30 tys. zł, potem jeszcze 2,5 tys. zł. Co z pośrednictwa miał Cezary K.? Zakrapiane alkoholem kolacje, jakie fundował mu ówczesny gangster m.in. w swoim klubie Planeta. Takich biesiad, podczas których K. gustował w drogich trunkach i wyszukanych daniach, było wiele. – Każda warta była od 300 do 500 złotych – przyznał śledczym sam Cezary K. Każda z biesiad – jak przyznał śledczym Cezary K. – była warta od 300 do 500 zł Ostatecznie ówczesny boss mafii wyszedł zwycięsko z kontroli. Z papierów wynikało, że zarobił więcej, niż wydał. UKS zadowolił się lipnymi zaświadczeniami. Nawet takimi, które stwierdzały, że S. sprzedał mercedesa dwukrotnie drożej, niż go kupił i że wycena jego rezydencji (wartej 2 mln dolarów) jest ewidentnie zaniżona. – Nie mogliśmy wyjść ze zdumienia, że gangster jest „czysty jak łza” – mówi dziś jeden z policjantów. Kontakty z pruszkowskim mafiosem nie przeszkodziły Cezaremu K. w karierze. W 2002 roku awansował na dyrektora UKS. Posadę stracił trzy lata później. Wsypał go Jarosław S., który jako „koronny” opowiedział, jak korumpował urzędników. Cała trójka została oskarżona o korupcję. Do winy przyznał się także Krzysztof M. Sąd skazał go na dwa lata więzienia (w zawieszeniu na pięć) i 36 tys. zł grzywny. Kontroler Jacek W. zaprzecza oskarżeniom i czeka na proces.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL