fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Teodor Axentowicz - wystawa w Sopocie

Wiosna, ok. 1900 r.
Muzeum Mazowieckie Płock
Jan Bończa-Szabłowski
Teodor Axentowicz umiał docenić w kobiecie to, co najpiękniejsze. Sopot przygotował olbrzymią wystawę jego prac - pisze Jan Bończa-Szabłowski.
Uwielbiany przez kobiety, szanowany przez polityków, ceniony przez historyków, pamiętający o swych ormiańskich korzeniach. Teodor Axentowicz, jeden z najwybitniejszych twórców Młodej Polski, jest bohaterem otwartej właśnie wystawy w sopockiej Państwowej Galerii Sztuki. Zobacz galerię zdjęć
Życie Teodora Axentowicza (1859–1938) mogłoby z pewnością posłużyć za scenariusz filmu, a nawet serialu. Kształcił się w monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych, potem były studia w Paryżu i zainteresowanie m.in. „Le Figaro", w którym zamieszczał rysunki. Portret córki redaktora naczelnego tej gazety, pięknej Henrietty Fouquier, stał się dlań przepustką do wielkiej kariery portrecisty.
Potwierdzeniem jego warsztatowej sprawności malarskiej był fakt, że dorabiał sobie też udanymi kopiami obrazów dawnych mistrzów, m.in. Botticellego czy Tycjana. A ukoronowaniem przygody paryskiej stało się przyjęcie w poczet członków Société Nationale des Beaux-Arts.
W ostatnich latach XIX wieku odbył podróże artystyczne do Londynu i Rzymu. W tym pierwszym studiował malarstwo angielskie, utrzymując się z malowania portretów członków establishmentu. Był też częstym gościem Hotelu Lambert, paryskiej „oazy polskości". Portretował elitę intelektualną i artystyczną, w kraju współpracował z Wojciechem Kossakiem i Janem Styką przy realizacji „Panoramy Racławickiej". Przez lata był związany z krakowską ASP, której był także rektorem.
Ten polski malarz nigdy nie odcinał się od swych ormiańskich korzeni
Sopocka wystawa „Teodor Axentowicz – Ormianin polski" prezentuje prawie 80 obrazów olejnych, rysunków, pasteli i szkiców artysty. Wśród ciekawostek jest wizerunek teścia Axentowicza, Adama Gielguda, przedstawiciela litewskiego rodu zamieszkałego w Anglii. Jego potomkiem jest John Gielgud, znakomity aktor szekspirowski, zdobywca Oscara, który często wspominał o swych polsko-litewskich korzeniach, zwłaszcza po zagraniu tytułowej roli w „Dyrygencie" Andrzeja Wajdy.
Perełkami wystawy są jednak portrety kobiece. Axentowicz był w tej dziedzinie mistrzem. Umiał docenić to, co w kobiecie najpiękniejsze, najbardziej ulotne. Rysy finezyjnie modelowanych twarzy poddawał idealizacji, nasycał te wizerunki subtelnym erotyzmem. Wąską gamę barw opierał na wyrafinowanych akordach czerni, różu, srebrzystych bieli i błękitów.
Elegancja tych portretów łączy się z pewną dozą tajemnicy. Widać to choćby w wypożyczonych obiektach z Muzeum Mazowieckiego w Płocku, przede wszystkim słynnej „Wiośnie", czy pastelach pochodzących z Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki i Muzeum Narodowego w Warszawie.
Wystawa prezentuje bogaty zestaw wizerunków dostojnych matron, zwiewnych dziewcząt i uroczych maluchów. Wśród nich znajdują się wizerunki dzieci artysty, najczęściej w towarzystwie psów lub królików. Są też portrety niedopowiedziane, jak „Kobieta z wazonem". Wszystkie uwiecznione przez niego kobiety stanowią niewątpliwą apoteozę radości życia, ale Axentowicz dotykał w swej twórczości także przemijania i śmierci, choćby w takich pracach jak „Pod brzemieniem nieszczęścia", „Matka nad grobem" czy „Śmierć Andrzeja Potockiego".
Zasłynął jednak także jako autor scen rodzajowych. Początki tego nurtu sięgają czasów studiów monachijskich, kiedy utrwalał epizody z życia wsi. Ludową tematykę rozwijał w czasach paryskich, kiedy powstały m.in. „Święto Jordanu" czy „Kołomyjka".
Można się zastanawiać, co malarza buduaru pociągało w chłopkach i wiejskich dziewczynach prezentowanych w cyklu „Na Gromniczną". Było to z pewnością przejawem modnej wśród artystów chłopomanii, której uległ m.in. Stanisław Wyspiański.
W ujęciu Axentowicza nawet proste chłopki Rusinki zdają się mieć w sobie coś arystokratycznego, a jaskrawe kolory, które najczęściej występują w pracach o tematyce wiejskiej, pod pędzlem Axentowicza łagodnieją, tracą ostrość i jaskrawość.
Melancholii tych portretów oraz prac takich jak „Lirnik i dziewczyna" przeciwstawia się ekspresja cyklu „Kołomyjka" – obrazów przedstawiających najpopularniejszy taniec górali podkarpackich, tańczony latem na wolnym powietrzu.
Axentowicz nigdy nie odcinał się od swych ormiańskich korzeni. Stworzył dzieła odwołujące się do kultury, historii i religii Ormian, malując „Chrzest Armenii", „Ormianie w Polsce" czy projekt do niezrealizowanej polichromii katedry ormiańskiej we Lwowie „Złoty anioł".
Dopełnieniem wystawy są szkice i grafika ilustracyjna, a także projekty plakatów oraz winiety do słynnego krakowskiego czasopisma literacko-artystycznego „Życie". Sopocką wystawę będzie można oglądać przez całe wakacje, potem pokazana zostanie w Muzeum Narodowym w Erywaniu w rewanżu za prezentowaną także w Sopocie wystawę Iwana Ajwazowskiego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA