fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Abp Polak: Deklaracja wiary nie powinna gorszyć

Abp Wojciech Polak powiedział w TVP, że „największe zagrożenie być może płynie od samego człowieka, który źle używa swojej wolności” (cytat za Polskieradio.pl)
Fotorzepa
W ciągu 25 lat w Polsce zaszły bardzo pozytywne zmiany. Rocznica 4 czerwca na pewno nie jest kościelna. Ale nie można przy tym zapominać o wielkiej roli, jaką Kościół odegrał w odzyskaniu wolności. Dlatego uprawnione będzie stwierdzenie, że świętuje Polska. My wszyscy - mówi "Rz" abp Wojciech Polak, prymas Polski.
Wciąż jest ksiądz arcybiskup zaskoczony nominacją na metropolitę gnieźnieńskiego i prymasa?
Zaskoczenie szybko nie minie. Czeka mnie uroczysty ingres i wejście do diecezji z konkretnymi planami duszpasterskimi na nowy rok. Będę się musiał przyzwyczaić do nowej funkcji i zmiany dotychczasowego stylu życia oraz pracy. Dotąd bowiem planowałem to, co wiązało się z moją pracą w konferencji episkopatu. Teraz jednak to całkiem nowe zadania.
Nie takie całkiem nowe. Przecież ksiądz zna archidiecezję gnieźnieńską, pochodzi z niej i był tam biskupem pomocniczym.
To prawda. Ta sytuacja daje mi pewien komfort, bo wracam do tych zadań, które wypełniałem przez lata, nawet będąc w Warszawie. Cały czas wizytowałem parafie, udzielałem sakramentu bierzmowania. Ostatnio było to pojedyncze posługi, ale kontakt z diecezją miałem. Pod tym względem wracam do czegoś, co znam, ale teraz będę kierował diecezją, a to trochę inne zajęcia niż biskupa pomocniczego.
I będzie ksiądz przełożonym w stosunku do brata, który także jest kapłanem gnieźnieńskim. Nie ma konfliktu?
Rzeczywiście, będę jego przełożonym, ale brat jest wykładowcą na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i czasowo jest poza diecezją. Ma oczywiście zajęcia także w seminarium gnieźnieńskim. Ale nasza relacja jest taka, że w stosunku do niego nie muszę się odwoływać do autorytetu biskupa.
Czuje ksiądz na sobie ciężar dziedzictwa wielkich prymasów Hlonda, Wyszyńskiego, Glempa?
Bardziej czuję ciężar odpowiedzialności za powierzony mi przez papieża Kościół lokalny w Gnieźnie. To jest odpowiedzialność nie tylko za własną wiarę i zbawienie, ale wiarę i zbawienie tych konkretnych ludzi. Nad tym się bardziej zastanawiam, bo jestem ich biskupem. Natomiast dziedzictwo moich poprzedników przyjmuję z wielkim szacunkiem. I mam świadomość, że wszyscy, kardynałowie Wyszyński i Glemp, czy ostatnio arcybiskupi Muszyński i Kowalczyk, odpowiadali na wyzwania, które były istotne w czasie ich pasterskiej posługi.
Dziś tytuł prymasa Polski jest raczej honorowy, ale jednak prymas wciąż odgrywa w naszym kraju sporą rolę. Przyjęło się, że jak prymas coś powie, to tak jakby powiedział cały Kościół.
W przekazie medialnym każdy głos biskupa jest dziś odbierany jako głos całego Kościoła. Kiedy wypowiadałem się jako sekretarz episkopatu, to rezonans moich słów w mediach był taki, że to „Kościół powiedział", „Kościół jest przeciwny". Rozumiem, że w stosunku do prymasa jest oczekiwanie jakiegoś duchowego przywództwa, ale rzeczywiście jest ono dzisiaj bardziej honorowe. Nie jest to już ta sama funkcja, jaką wypełniał kardynał Wyszyński czy potem Glemp, którzy jednocześnie byli przewodniczącymi episkopatu.
Nie chcę roli prymasa oczywiście w żaden sposób pomniejszać, ale też nie chcę wchodzić na jakieś wysokie tony.
Ale nie może ksiądz wykluczyć, że jako prymas stanie w pewnym momencie na czele całego episkopatu.
To jest w rękach Boga i współbraci w biskupstwie.
I wówczas wrócilibyśmy do modelu, za którym wielu w polskim Kościele tęskni.
Tak, ale dziś rola przewodniczącego episkopatu jest inna. To są konkretne zadania, które nie łączą się ani z posługą prymasowską, ani z posługą biskupa diecezjalnego jakiegoś konkretnego miejsca. To jest dziś całkiem odrębny urząd, mający za zadanie koordynację prac całej Konferencji Episkopatu Polski, nadawania im kierunku działań. I moim zdaniem nie należy tu nic zmieniać.
Jakie najważniejsze zadania stoją dziś przed Kościołem w Polsce?
Priorytetem, który podejmujemy jest ewangelizacja. Najpierw refleksja, w którą stronę ona powinna pójść. Właśnie jesteśmy w przededniu trzeciego kongresu na temat nowej ewangelizacji, który będzie poświęcony środowiskom wiejskim. Polska to ogromne obszary wiejskie.
Druga rzecz to dynamika tej ewangelizacji, która idzie poprzez odnowę parafii jako wspólnoty wspólnot. O te wspólnoty musimy się zatroszczyć. Kolejna sprawa to miejsce świeckich w Kościele. Ich większa współodpowiedzialność za niego. Mam tu chociażby na myśli różnego rodzaju rady społeczne, duszpasterskie i ekonomiczne. Jako biskupi musimy pokazywać te obszary, w których świeccy mogą podjąć razem z nami odpowiedzialność za Kościół.
Musimy podjąć także te tematy, o których mówił nam ostatnio papież Franciszek. A więc troska o powołania, młodzież, rodziny. Przygotowanie do małżeństwa.
Zatrzymajmy się na młodzieży.
W moim przekonaniu jedną z najistotniejszych spraw jest kwestia przygotowania do sakramentu bierzmowania. Jak wykorzystać ten czas, ale nie do powtórki z religii, lecz do zaangażowania młodych w Kościół, by ten sakrament nie był dla nich „pożegnaniem z Kościołem". I to samo trzeba przekładać na duszpasterstwo rodzin. Proszę zobaczyć, że na jesienny Synod Rodziny często patrzy się przez jeden wąski temat  kwestii małżeństw niesakramentalnych. Oburzyło to nawet ostatnio samego papieża Franciszka. Tymczasem ginie cała kwestia duszpasterstwa rodzin. Wydaje się, że dokładnego przemyślenia wymaga też sprawa przygotowania do małżeństwa i rodziny.
Inną sprawą jest troska Kościoła o ubogich. Musimy rozeznać obszary ubóstwa i adekwatnie na nie odpowiedzieć.
To znaczy?
Na najbliższym zebraniu plenarnym jednym z wiodących tematów będzie właśnie problem ubóstwa. Abp Józef Kupny z Wrocławia będzie prezentował specjalne badania na ten temat, które zrobiono w skali ogólnopolskiej i na podstawie ich wyników będzie wskazywał te obszary, w które Kościół musi się bardziej zaangażować i jakie podjąć działania.
Mija właśnie 25 lat od pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce w 1989 roku. Brał ksiądz w nich udział?
Byłem wtedy od 13 maja 1989 roku świeżo wyświęconym księdzem. Chyba głosowałem, ale w 100 proc. nie jestem tego pewien. To piękne, że 25 lat polskiej wolności to także 25 lat mojego kapłaństwa.
A jak ksiądz ocenia zmiany, które się w tym czasie w Polsce dokonały?
To inna Polska niż ta, która wychodziła z komunizmu doświadczona przez stan wojenny. Widoczny jest duży rozwój naszego kraju. Można się oczywiście zastanawiać nad tym, że szansa rozwoju i godnego życia nie jest dana wszystkim po równo. O tym przecież mówimy i to sobie przypominamy, gdy patrzymy na tych, którzy z tego daru wolności skorzystali i na tych, którzy z różnych przyczyn – także społecznych i ekonomicznych – cierpią. Mimo wszystko zmiany, które się dokonały trzeba oceniać pozytywnie.
A Kościół jak ten czas wykorzystał?
Myślę, że refleksja nad tym jest jeszcze przed nami. Wydaje mi się, że podjęliśmy to wezwanie do życia w wolności w sposób bardzo konkretny. To nie tylko zmiana struktur organizacyjnych Kościoła w Polsce, która dokonała się w 1992 roku, by być bliżej człowieka. Odpowiadaliśmy duszpastersko też na wyzwania społeczne, które się pojawiały. Weźmy np. emigrację i wyjazdy za pracą. Do 2004 roku w wielu krajach Europy Zachodniej, w których działają polskie misje katolickie myślano o zamykaniu i sprzedaży kościołów. Dziś ta sytuacja się odwróciła. Nasi kapłani pojechali za tymi ludźmi. Takich sytuacji było oczywiście więcej. Jednak to, czy ta odpowiedź na wyzwania, które się pojawiły w minionym ćwierćwieczu była właściwa i pełna, wymaga jeszcze głębszej refleksji.
Pojawiały się jednak zarzuty, że Kościół zbyt mocno wszedł w politykę.
Ja tego tak nie odbieram. Ale ciągle powtarzam, że Kościół musi być obecny w życiu społecznym. Nie może się wiązać z żadną konkretną partią polityczną. Żaden z biskupów czy proboszczów nie kandyduje w wyborach. Jednak nie można Kościołowi odmawiać prawa do moralnej oceny spraw, które się wokół nas dzieją. Myślę, że dokument episkopatu, który przecież nie tak dawno powstał „W trosce o człowieka i dobro wspólne" i zawiera pewną globalną refleksję dotyczącą życia politycznego, społecznego, gospodarczego jest przykładem, w jaki sposób Kościół ten głos powinien podejmować.
Kościół i państwo powinny rocznicę 4 czerwca świętować oddzielnie?
Na pewno nie jest to rocznica kościelna. Mówimy o rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów i wchodzenia w wolność. Nie można przy tym zapominać o wielkiej roli, jaką Kościół odegrał. Dlatego uprawnione będzie stwierdzenie, że świętuje Polska. My wszyscy, czyli obywatele korzystający z daru wolności.
Skoro dotknął ksiądz etyki, to mamy ostatnio sporo głosów krytycznych pod adresem lekarzy, którzy podpisali „Deklarację wiary". Jak się ksiądz do tego odniesie?
Wydaje mi się, że jest to osobista deklaracja wiary człowieka pragnącego wykonywać swoje powołanie zgodnie z wewnętrznymi przekonaniami, które ma i które płyną z jego światopoglądu. To nie powinno nikogo gorszyć. Zajmowaliśmy się ostatnio w episkopacie kwestią klauzuli sumienia. Dokument, który został wydany był w dialogu z podobnym wydanym wcześniej przez Polską Akademię Nauk. Myślę, że gwarancja wolności sumienia powinna być zachowana.
Te tematy światopoglądowe mocno nas ostatnio rozgrzewają. Teraz „deklaracja wiary", ale już do Sejmu wraca kwestia tzw. związków partnerskich i próby zrównania ich w prawach z małżeństwami.
To, że takie dyskusje będą i że przy okazji pojawią się jakieś próby zmian legislacyjnych, to stanowi rzeczywistość życia społecznego. Kościół nie jest reprezentowany w parlamencie. Nie będzie głosował za takim czy innym projektem. Będzie jednak, i ma do tego prawo, przypominać o fundamentach, na których opiera się życie społeczne – choćby tych zawartych w konstytucji, gdzie jest wyraźnie powiedziane, że małżeństwo w Polsce jest rozumiane jako związek mężczyzny i kobiety. I tu przy całym szacunku dla wszystkich ludzi trzeba pamiętać, że próby zrównywania związków partnerskich z małżeństwem są szkodą dla instytucji małżeństwa.
Kościół będzie o tym teraz przypominał?
W tej sprawie zabieraliśmy głos już wiele razy. Są oświadczenia prezydium episkopatu. Gdy była kwestia podnoszenia wieku emerytalnego mówiliśmy, że nie nam sądzić, jakie będą skutki gospodarcze, ale przypominaliśmy o tym, by patrzeć z troską na człowieka pracującego. Kiedy była sprawa dotycząca konwencji o przemocy, Kościół wyraźnie mówił, dlaczego jest przeciwny jej ratyfikacji, wskazując jednocześnie zdecydowanie na sprzeciw wobec wszelkich form przemocy. Kiedy były próby wprowadzenia związków partnerskich i było głosowanie w Sejmie, przypominaliśmy, że kwestie moralne czy etyczne powinny być głosowane nie zgodnie z dyscypliną partyjną, ale z sumieniem.
W niedzielę odbywały się w Polsce marsze dla życia. Z roku na rok jest ich coraz więcej. Polacy coraz odważniej manifestują swoje przywiązanie do wartości?
Temat ludzkiego życia i jego ochrony to jeden z tych, które w tym ostatnim 25-leciu, były jednym z priorytetów duszpasterskiego działania Kościoła. Zwróciłbym uwagę na  działania różnych ruchów pro-life. To one sprawiły, że aprobata dla szacunku dla życia znacznie wzrosła.
Weźmy np. wzrost przeciwników aborcji. Zmiana światopoglądowa nie wzięła się tylko z tego, że Kościół przypominał o tym z ambony, to była mrówcza praca wielu ludzi, którzy się wokół tego tematu mobilizowali. Różne inicjatywy pokazują, że wokół dobra da się ludzi zjednoczyć.
A jednak gdy zbiorą podpisy pod projektem np. zakazującym aborcji eugenicznej, to propozycja upada, albo nie może się przebić.
Takie są prawa demokratycznie wybranego parlamentu. Nie każda słuszna inicjatywa społeczna znajdzie aprobatę. Może nas to boleć i napawać smutkiem, możemy być temu przeciwni, ale musimy szanować reguły demokracji. Może teraz musimy pracować nad dojrzewaniem świadomości posłów?
Pokusi się ksiądz o ocenę wyborów do Parlamentu Europejskiego?
Na polityczną ocenę nie naciągnie mnie pan, bo będę się mieszał do polityki (śmiech). Ale te 23 proc. Polaków, które poszły głosować nie napawa optymizmem. Jako Kościół przypominaliśmy, że Parlament Europejski jest ważny. Zachęcaliśmy do głosowania i wybierania osób, które kierują się w swoim życiu wartościami, bo to jest ważne nie tylko dla Europy, ale i dla Polski.
Frekwencja pokazała, że trzeba ciągle pobudzać świadomość ludzi, by jednak brali udział w wyborach. My możemy tylko apelować i dawać przykład. Jeśli zachęcam z ambony do głosowania, to sam także do lokalu wyborczego idę.
Proboszcz mógłby powiedzieć z ambony: „dziś są wybory, po mszy idę głosować, chodźcie ze mną"?
Nie jest to agitacja polityczna. Byłoby to przypomnienie o prawie i obowiązku do oddania głosu. Nie powinien mówić, by pójść i głosować na kandydata, którego on sam popiera.
Takie sytuacje się jednak zdarzają...
To są rzeczy niepoprawne. Nie możemy nikomu narzucać własnej wizji.
Kto będzie sekretarzem generalnym episkopatu?
Zdecydują biskupi na najbliższym zebraniu. Ja się podam do dymisji, bo dotychczasowej funkcji nie da się pogodzić z pełnieniem obowiązków biskupa diecezjalnego. Sekretarzem generalnym zostanie wybrany któryś z biskupów pomocniczych. Jest wielu takich, którzy mogliby się tej pracy podjąć. Niektórzy są po studiach za granicą, znają języki, co znacznie ułatwia pracę. Na pewno musi być to osoba, która będzie potrafiła kierować zespołem. Sekretarz episkopatu musi też reagować na wydarzenia z życia społecznego. On jest często pierwszym, do którego dziennikarze dzwonią po komentarz.
Ma ksiądz swojego kandydata?
Mam, ale zachowam jego nazwisko dla siebie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA