fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Dalekosiężne plany Platformy i ludowców

Rzeczpospolita
Wspólny start w wyborach do europarlamentu, a później wspólne listy w wyborach do Sejmu – to prawdopodobny scenariusz
Polityków i obserwatorów zastanawia brak zgrzytów w koalicji PSL – PO. – Zdziwiony jestem zgodnością tego małżeństwa – mówi Krzysztof Janik, który był razem z ludowcami w rządzie Leszka Millera, gdy koalicyjna awantura goniła awanturę. – To tylko w telewizji tak wygląda, a szczególnie w terenie trwa walka buldogów pod dywanem – zastrzega jednak prominentny polityk PO.
Według naszych informacji Waldemar Pawlak obiecał Donaldowi Tuskowi wspólny start w wyborach. Jeśli chodzi o Parlament Europejski, to sprawa jest już właściwe przesądzona. Przedmiotem sporu jest jedynie ordynacja. Ludowcy wolą tę, która obowiązuje. PO chce jednej listy krajowej. – Możemy się zgodzić na podział na pięć okręgów wyborczych – deklaruje Stanisław Żelichowski, przewodniczący Klubu PSL. Politycy PO są jednak optymistami. – Zgodzą się w końcu na listę krajową – mówią. Są też wspólne ustalenia w sprawie wyborów prezydenckich. Nawet jeśli ludowcy wystawią własnego kandydata, co wydaje się mało prawdopodobne, to w drugiej turze poprą Tuska. – Waldek liczy, że gdy Tusk zajmie się kampanią prezydencką, to on zostanie premierem – mówi poseł PSL. Trudniejsze będzie przekonanie terenowych działaczy Stronnictwa do wspólnego startu w wyborach krajowych. Przymiarki już były przy okazji ostatnich wyborów, ale nic z tego nie wyszło. Przeciwny takim planom jest m.in. Marek Sawicki, minister rolnictwa i główny konkurent prezesa PSL. Tak przynajmniej mówi na spotkaniach w terenie. – W PSL zrozumieli, że lepiej być na drugim miejscu wspólnej listy z PO niż na pierwszym i nie znaleźć się w Sejmie – uważa polityk SLD, który współpracę z ludowcami w koalicjach ocenia jako koszmar. I dodaje: – Pewien etap szaleństw się zakończył, oni uznali, że trzeba by się z kimś związać. Według socjologa Jarosława Flisa doświadczenia LiD w ostatniej kampanii mogą zniechęcić do takich pomysłów. Gdy jednak PO z PSL się zdecydują, dojdzie do ostrej walki o miejsca na wspólnych listach. – Najlepsze byłoby dla nich blokowanie list, ale PO je bardzo krytykowała – wyjaśnia. PSL miało przez lata opinię partii obrotowej, która może współpracować z każdym, by być u władzy. Pazerność ludowców na stołki stała się przysłowiowa. – Gdy byłem premierem, odnosiłem wrażenie, że głównym problemem PSL jest, czy być w rządzie, czy w opozycji, nigdy nie wiedziałem, jak będą głosować – opowiada Leszek Miller. – I nie jestem pewien, czy PSL się z tego wyleczyło, choć na zewnątrz wygląda to na pokojową koalicję. Miller podziela opinię, że Pawlak bardzo się zmienił: – Stał się bardziej liberalny, i to w dobrym tego słowa znaczeniu, ale nie wszyscy w PSL są tacy. Pytanie, co tam dzieje się w środku? A w środku jest różnie. Części struktur terenowych (np. na Ziemiach Odzyskanych) bliżej do SLD, części do PiS (głównie na ścianie wschodniej). – Ukrócić ich i dać po łapkach – tak o stosunku do ludzi PO mówi szef powiatowej struktury PSL na Podlasiu. Ale to nietypowa wypowiedź. – Stało się to, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, przecież chłopi nie używali na polityków partii Tuska innego określenia niż „te zgniłe liberały”– ocenia Flis. Koalicja swoje początki ma w wyborach samorządowych. Przeforsowane przez Jarosława Kaczyńskiego blokowanie list, wymusiło tę współpracę. PO i PSL rządzą wspólnie w niemal wszystkich sejmikach. W tle samorządowej współpracy, jeszcze w Sejmie poprzedniej kadencji, rozpoczęły się bliskie kontakty partyjnych liderów. Za akuszera koalicji można uznać Grzegorza Schetynę. To on prowadził rozmowy z Pawlakiem. – Zauważyłam, że Pawlak jest w sieciach Schetyny – opowiada Nelli Rokita, która z prezesem PSL prowadziła w tym czasie negocjacje o starcie z list ludowców. Szef MSWiA nadal jest orędownikiem PSL. Podczas jednej z narad ścisłego kierownictwa PO Schetyna miał powiedzieć o ludowcach: – Dajmy im wszystko, czego chcą w obszarze rolnictwa. Ludowcy dostali wiele, ale nie wszystko. Walka toczyła się m.in. o wpływową Agencję Nieruchomości Rolnych. Jej szefem została osoba związana z PO. Podobne boje toczyły się o obsadę Lasów Państwowych. Zwyciężyli kandydaci spoza partyjnych układów. W Klubie PO oburzenie wywołało skierowanie do rady nadzorczej PERN (strategicznej spółki paliwowej) dyrektora płockiego szpitala, który z energetyką nie miał nic wspólnego. Jest za to znajomym Pawlaka. Ostatnio Tusk zabrał Pawlakowi szefowanie zespołem ds. bezpieczeństwa energetycznego i sam stanął na jego czele. – To było uzgodnione – przekonuje Franciszek Stefaniuk z PSL. – Waldkowi oczywiście to się nie spodobało – dodaje inny poseł. Fundamentem, na którym opiera się koalicja, jest przyjaźń Tuska i Pawlaka, ich wzajemne zaufanie. Lecz choć premier wychwala wicepremiera pod niebiosa, nie przeszkadza mu to dwa zdania później wyjść z propozycjami takimi jak podatek liniowy i wybory większościowe, o których wiadomo, że są dla PSL nie do przyjęcia. Uporczywe wysuwanie propozycji typu ordynacja większościowa zaczyna ludowców irytować. – W ogóle o tych pomysłach w koalicji nie rozmawialiśmy, nie ma żadnych projektów ustaw – twierdzi Stefaniuk. Poseł Janusz Piechociński zarzuca nawet PO robienie medialnego show. – Podrzucają do góry ciężkie obietnice, myśląc, że to różowe baloniki, a to ciężkie kamienie, które wcześniej czy później zwalą się na głowę – przestrzega i zapowiada, że jeśli PO nie zakończy medialnego serialu z rozdawaniem lizaków, to PSL zacznie swój. – Przypomnimy wszystkie obietnice ze wszystkich naszych programów – mówi. Jednak Jarosław Flis nie dostrzega poważnych zagrożeń dla koalicji. – Chyba że wydarzyłoby się coś takiego jak afera Rywina – zaznacza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA