fbTrack

Świat

Imperium Romana, księstwo Dmitrija

Michaił Prochorow (drugi z lewej) wyciągnął z dna koszykarzy New Jersey Nets, przeniósł klub do Brooklynu, a teraz być może będzie nim zarządzał z Rosji
AFP
Fortuny zbili dzięki dobrym układom z Kremlem. ?A teraz na chwałę i cześć Rosji inwestują w sport za granicą, nie zapominając ?jednak o potrzebach ojczyzny.
Kiedy Roman Arkadiewicz Abramowicz stawiał pierwsze kroki w biznesie, pewnie nawet nie marzył, że zostanie jedną z najpotężniejszych postaci w europejskim futbolu. Sierota, wychowany przez żydowską rodzinę za kołem podbiegunowym, sprzedawał plastikowe kaczuszki, a piłkarskie trofea mógł zobaczyć tylko w telewizji.
W angielskim futbolu zakochał się podobno od pierwszego wejrzenia. Jak głosi legenda, wystarczyło 10 minut meczu Manchesteru United z Realem Madryt (4:3) w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, by podjął decyzję o kupnie klubu. Z walizką pieniędzy ruszył w trasę po Londynie. Fulham i Tottenham nie były zainteresowane ofertą. Negocjacje ze stojącą na skraju bankructwa Chelsea trwały zaledwie kwadrans. Podobno zapłacił 60 mln funtów, dodatkowe 80 mln przeznaczył na spłatę długów. Wyciągać londyńczyków z dna zaczął w 2003 roku. Ze średniaka Premiership, który ostatni tytuł świętował pół wieku temu, zrobił zespół bijący się co roku o puchary. Przez 11 lat zdobył trzy mistrzostwa Anglii, przełamując dominację Manchesteru United i Arsenalu, oraz dziesięć innych trofeów. Ale na to najważniejsze – puchar Ligi Mistrzów, który przyniósł mu więcej satysfakcji niż wszystkie pozostałe tytuły razem wzięte – czekał długo: lat dziewięć.

Liga Mistrzów Gazpromu

Rządy byłego gubernatora Czukotki stały się synonimem futbolowej rozpusty. Nie żałował na transfery pieniędzy zarobionych na ropie. Już w pierwszym sezonie wydał 100 mln funtów, do tej pory ponad 700 mln. Zatrudniał najlepszych trenerów (w sumie dziewięciu), a potem ich zwalniał, trwoniąc prywatny majątek na odprawy. Wtopił w klub już więcej niż 2 mld. Były na Stamford Bridge same tuzy: Claudio Ranieri, Jose Mourinho, Luiz Felipe Scolari, Guus Hiddink (jedyny niezwolniony przez Abramowicza), Carlo Ancelotti, Rafael Benitez. – Ktokolwiek zostanie trenerem, przeżyje tam piekło – powtarzał Scolari, mistrz świata z Brazylią (2002), wicemistrz Europy z Portugalią (2004). A prowadzący dziś Liverpool Brendan Rodgers powiedział wprost, że do Chelsea nie przyjdzie, bo nie chce zniszczyć swojej kariery. Pep Guardiola wyzwania się nie bał, ale nie zamierzał przerywać urlopu i propozycję 18 mln euro rocznej pensji odrzucił. A kiedy Juergen Klopp, kolejny trener na liście życzeń Abramowicza, zapowiedział, że nie zostawi Borussii, Rosjanin przypomniał sobie o Mourinho. Tylko on był w stanie zapanować nad pełną gwiazd szatnią, tylko jemu udało się ułożyć relacje ze starszyzną drużyny nazywaną senatorami, tylko po jego odejściu słyszano w Londynie płacz zawodników. Roman i Jose znów są przyjaciółmi, znów chcą podbić Anglię i Europę. Niech nie dziwi nikogo na Stamford Bridge flaga z napisem „The Roman Empire" i portretem właściciela oraz śpiewana na trybunach „Kalinka", która stała się nieoficjalnym hymnem Chelsea. Rosyjskie wpływy są tu coraz silniejsze. Niedawno globalnym partnerem energetycznym klubu został Gazprom. Władze tej firmy wiedzą, co dobre. Od dwóch lat sponsorują Ligę Mistrzów (według różnych źródeł płacą od 40 do 60 mln euro) i mecz o Superpuchar Europy. W 2007 roku doradca koncernu, były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, załatwił umowę z Schalke 04 Gelsenkirchen. Gazprom uratował klub przed upadkiem, ale ku rozczarowaniu kibiców – większe pieniądze inwestuje w Zenit Sankt Petersburg. Nic dziwnego, bo to ulubiony klub Kremla. W 2008 roku wygrał Ligę Europejską i Superpuchar Europy. Schroeder zarabia w Nord Streamie, a legenda Bayernu i jego honorowy prezes Franz Beckenbauer jest w Gazpromie ambasadorem. Głosował za mundialem w Rosji i czeka na nadejście czasów, gdy „klubowy autokar będzie jeździł na gaz, a nie benzynę". Nie wszyscy jednak kończą tak jak Abramowicz. Świat już zapomniał o mocarstwowych planach Sulejmana Abusaidowicza Kerimowa. Ten magnat z Dagestanu, oczywiście z błogosławieństwem Kremla, próbował stworzyć piłkarską potęgę w swojej ojczyźnie. W mało wcześniej znany klub o nazwie Anży Machaczkała chciał wpompować miliard dolarów, w tym 200 mln na budowę infrastruktury: 40-tysięczny stadion, kompleks boisk i pięciogwiazdkowy hotel, w którym mieli zamieszkać zawodnicy, latający na mecze z Moskwy. A były to nie byle jakie nazwiska. Były mistrz świata Roberto Carlos, młoda, ale niespełniona gwiazda rosyjskiego futbolu Jurij Żyrkow czy Samuel Eto'o, którego Kerimow uczynił najlepiej zarabiającym piłkarzem świata (20 mln euro rocznej pensji). Na trenerskiej ławce siedział Guus Hiddink. Aliszer Usmanow chciałby być tym dla Arsenalu, kim Roman Abramowicz jest dla Chelsea Ale karnawał nie trwał długo. Kerimow popadł w kłopoty finansowe, wprowadził oszczędności, a suto opłacanych zawodników się pozbył. Tak skończyła się bajka o Lidze Mistrzów na Kaukazie. Abramowicz, główny mecenas rosyjskiego futbolu, też miał do wypełnienia misję w kraju. Na wyraźną prośbę Władimira Putina. Nie mógł przecież tylko topić pieniędzy za granicą, zapominając o ojczyźnie. Przekonał więc Hiddinka do objęcia posady selekcjonera reprezentacji Rosji, a potem płacił mu 6 mln euro rocznej pensji. Rosji nie udało się jeszcze zdobyć mistrzostwa świata (ZSRR był mistrzem Europy), ale sponsorowane przez Sibnieft Abramowicza (odsprzedał później udziały Gazpromowi) CSKA Moskwa w 2005 roku wygrało Puchar UEFA, wytyczając drogę Zenitowi.

Wyspy po Onasisie

Dmitrij Jewgieniewicz Rybołowlew, zwany królem nawozów, pomagał przy organizacji igrzysk w Soczi i wspierał finansowo olimpijczyków, ale inwestować woli za granicą. Pod koniec 2011 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, zaczął przywracać blask AS Monaco. Finalista Ligi Mistrzów 2004 bronił się wówczas przed spadkiem do trzeciej ligi francuskiej. Sezon zakończył na ósmym miejscu, ale już rok później – dzięki zatrudnieniu Claudio Ranieriego i kupnie nowych zawodników – cieszył się z awansu do Ligue 1. Dziś znów jest na szczycie, tytułu Paris Saint-Germain raczej nie odbierze, ale powrót Monaco do LM jest już praktycznie przesądzony. Latem właściciel pewnie znów otworzy worek z pieniędzmi. Rok temu wydał 60 mln euro na gwiazdę Atletico Madryt, Radamela Falcao. Ale sprowadzał i tych, którym kontrakty się skończyły: Erica Abidala czy Ricardo Carvalho. Zimą wypożyczył z Fulham Dymitara Berbatowa. Chciał pobić transferowy rekord, proponując Realowi 100 mln za Cristiano Ronaldo, a samemu piłkarzowi najwyższą na świecie pensję – 23 mln. Nie skusił również Gonzalo Higuaina, Carlosa Teveza i Branislava Ivanovicia. Ale martwić się tym nie zamierza, Abramowiczowi przecież też niektórzy odmawiali. Rybołowlew jest jego rówieśnikiem (rocznik 1966), ale w przeciwieństwie do Abramowicza dzieciństwo miał szczęśliwe. Urodził się w Permie na Uralu. Rodzice byli lekarzami, syn postanowił iść w ich ślady. Skończył medycynę, specjalizację zrobił z kardiologii, lecz od badania pacjentów wolał pomnażanie pieniędzy. Jego ojciec był pomysłodawcą nowej metody leczenia opartej na terapii magnetycznej, a Dmitrij zawierał kontrakty z zainteresowanymi nią firmami. Po upadku ZSRR pojechał studiować do Moskwy finanse. W 1994 roku założył bank i nabył akcje w kilku spółkach w Permie. Został głównym udziałowcem Uralkali, największego producenta potażu, składnika m.in. nawozów sztucznych. I zaczęły się kłopoty. Oskarżono go o zlecenie zabójstwa właściciela konkurencyjnej firmy, trafił za kratki na 11 miesięcy, ale z zarzutów go oczyszczono. Uznano, że został wrobiony przez mafię, która chciała przejąć Uralkali. Przeżył kilka zamachów i w obawie o życie rodziny wyemigrował do Szwajcarii. Z żoną Jeleną rozwiódł się, gdy nakryła go w jacuzzi z modelkami. Ale o córkach nie zapomina, stara się im przychylić nieba. Starszej Jekatierinie kupił na 18. urodziny za 117 mln dolarów greckie wyspy Skorpios i Sparti, należące do rodziny Arystotelesa Onasisa. A gdy wyjechała do USA na studia, zadbał, by miała gdzie mieszkać. Ponad 600-metrowy apartament przy Central Park West w Nowym Jorku (dziesięć pokoi, w tym cztery sypialnie) kosztował 88 mln. Można się spodziewać, że młodszej córce Annie, dziś 13-letniej, po maturze też zrobi jakiś prezent, o którym usłyszy świat. Sam mieszka w Monako, w wartej 300 mln rezydencji La Belle Epoque. Na Hawajach ma willę, która była własnością aktora Willa Smitha, a na Florydzie posiadłość Donalda Trumpa – Maison de l'Amitie o powierzchni ponad 3 tys. metrów kwadratowych. Trzyma w nich kolekcje swoich obrazów. Bo miłość do sztuki, drogich zabawek i pięknych kobiet to największe słabości oligarchów.

Jacht i samolot

O oderwaniu Abramowicza od rzeczywistości krążą legendy. – On myśli, że każdy ma własny jacht i samolot – powiedział kiedyś jeden z pracowników Chelsea. Małżeństwo nie jest dla niego świętością. Rozwodził się dwukrotnie. – Kiedy Romanowi wpadnie w oko jakaś dziewczyna, nic go nie powstrzyma, by zdobyć jej serce – opowiada pierwsza żona miliardera Olga Łysowa. Od kilku lat Abramowicz spotyka się z Darią Żukową, byłą modelką i partnerką tenisisty Marata Safina, córką polityka i członka MKOl Aleksandra Żukowa. Kobietami otacza się także w pracy. Do zarządu Chelsea wprowadził Marinę Granowską. To ona stała m.in. za transferami Davida Luiza i Fernando Torresa.

Komendant arsenału

Aliszer Burkonowicz Usmanow to najbogatszy Rosjanin – mieszkaniec Wysp Brytyjskich (majątek wyceniany na 13,3 mld funtów, Abramowicz – 9,3). Ten metalurgiczny magnat i akcjonariusz Arsenalu też lubi obnosić się z bogactwem – kupił część jednej z najdroższych ulic świata, Via Romazzino w Porto Cervo na Sardynii, a po śmierci wybitnego wiolonczelisty Mścisława Roztropowicza jego kolekcję dzieł sztuki za 40 mln euro – ale pozostaje wierny jednej kobiecie. Z Iriną Winer poznali się jeszcze przed studiami. On szermierz (od 2008 roku jest szefem międzynarodowej federacji) wyznający islam, ona gimnastyczka artystyczna (obecnie jest trenerką Rosjanek) pochodzenia żydowskiego. O rękę poprosił ją z więziennej celi. – Przysłał mi chusteczkę, która według tradycji Uzbekistanu oznacza oświadczyny. Zachowałam ją do dziś – wspomina pani Irina. Żyją między Moskwą, Taszkientem i Londynem, gdzie od siedmiu lat Usmanow stara się przejąć Arsenal. Dziś ma prawie 30 procent udziałów, a jego konflikt z większościowym akcjonariuszem, amerykańskim biznesmenem Stanem Kroenke, zdążono już nazwać nową zimną wojną. Usmanow uważa, że klub zbyt łatwo pozbywa się swoich gwiazd, a Kroenkemu nie zależy na trofeach. – Brak mu ambicji, będzie zadowolony z kolejnego czwartego miejsca – powtarza Rosjanin i twierdzi, że kibicuje Arsenalowi od dawna. Podobno, tak jak Abramowicz, lubi wyskoczyć przed meczem do pubu, ale w Londynie jak zbawcę nikt go nie traktuje. – Nie potrzebujemy jego pieniędzy. W dniu meczowym zarabiamy 35 tys. funtów na minutę – przypominał były już dyrektor zarządzający klubu Keith Edelman. By powstrzymać zakusy Usmanowa, podjęto uchwałę, że prawo pierwokupu udziałów mają członkowie zarządu. A niechętni Usmanowowi kibice ze względu na posturę porównują go do Jabby, postaci z filmu „Gwiezdne wojny". Do Arsenalu wpuścił go David Dein. Były wiceprezes klubu, który po przyjściu Abramowicza błysnął stwierdzeniem, że „zatankował on rosyjski czołg na naszym trawniku, strzelając 50-funtowymi banknotami". Dein nie bał się otworzyć drzwi do salonu człowiekowi podejrzewanemu o współpracę z mafią. – Nie każdy, kto pochodzi z ZSRR, to od razu oszust – broni się Usmanow. W środowisku mówią, że może i wygląda jak sowiecki aparatczyk, ale jest jednym z najmądrzejszych biznesmenów, jakich wydała rosyjska ziemia. Nie da się jednak ukryć, że jego droga na finansowy szczyt była kręta. Usmanow ma obywatelstwo rosyjskie, ale urodził się w Uzbekistanie. Ojciec był prokuratorem w Taszkiencie. Dobre pochodzenie otworzyło młodemu Aliszerowi drzwi do elitarnej uczelni – Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), ale okazało się też źródłem kłopotów. Zaraz po studiach, w 1980 roku, trafił na sześć lat do więzienia. Skazano go za rzekome oszustwa, korupcję i kradzież własności państwowej. Na podstawie sfabrykowanych dowodów. W 1989 roku sąd w ZSRR oczyścił go z zarzutów, a jego niewinność potwierdził w 2000 roku Sąd Najwyższy w Uzbekistanie. Gdy wychodził na wolność, trwała już gorbaczowowska pieriestrojka. Usmanow, podobnie jak inni późniejsi oligarchowie, wyczuł szansę. Założył w Taszkiencie fabrykę produkującą plastikowe torby. – Nie można na nich stracić. Ludzie zawsze będą ich potrzebować, bo szybko się psują – tłumaczył. Zatrudnił w niej pierwszą żonę Abramowicza, ówczesnego właściciela fabryki zabawek. – Dla mnie będziesz zarabiać prawdziwe pieniądze – obiecał Oldze. I dzięki nabytym na uczelni znajomościom zaczął zbijać fortunę.

Człowiek bez telefonu

Ale rosyjscy oligarchowie inwestują swoje pieniądze nie tylko w kluby piłkarskie. Najbardziej znaną postacią, która trzyma się z dala od futbolu, ale nie od sportu, jest Michaił Dmitrijewicz Prochorow. Jak każdy oligarcha wkłada wiele wysiłku, by zbyt wiele szczegółów z życia prywatnego nie ujrzało światła dziennego. Lecz to zadanie ciężkie, bo biznesmen z Rosji, który aktywnie działa w Stanach Zjednoczonych, musi budzić powszechną ciekawość. Ma 49 lat, ponad dwa metry wzrostu, jest właścicielem grupy Onexim, a jego majątek jest szacowany na 11 mld dolarów. Szczyci się tym, że nie ma telefonu komórkowego, a do internetu zajrzał może cztery razy w życiu. Przygodę z handlem zaczynał w latach 80. W czasach studenckich handlował dżinsami. Przed upadkiem Związku Radzieckiego należał do partii komunistycznej. Po zakończeniu studiów w Moskiewskim Instytucie Finansowym był członkiem zarządu Międzynarodowego Banku Współpracy Gospodarczej. Zapewne dzięki temu udało mu się założyć własny bank. Ale naprawdę wielką fortunę zdobył, gdy wykupił udziały w upadającej kopalni Norilsk Nikiel. W 2008 roku wykazał się niesamowitym wyczuciem. Tuż przed krachem na giełdzie sprzedał część należących do niego akcji. W zamian kupił kopalnie złota. Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ w ciągu kilku miesięcy kruszec stał się ponaddwukrotnie droższy. Jego spółka Polyus Gold to największy w Rosji producent złota. Jednak o Prochorowie głośno było nie dzięki jego zmysłowi biznesowemu. W styczniu 2007 roku we francuskim kurorcie Courchevel, gdzie sylwestra spędzała prawie cała rosyjska elita, policja zatrzymała go pod zarzutem prowadzenia agencji towarzyskiej. Oskarżano Prochorowa, że z Rosji przywiózł swoim gościom prostytutki. Po trzech dniach miliarder został wypuszczony z aresztu, nie postawiono mu żadnych zarzutów. Afera nie miała wpływu na popularność Prochorowa. W 2012 roku startował w wyborach prezydenckich jako kandydat niezależny. Zdobył 8 proc. głosów i zajął trzecie miejsce. Wśród mieszkających w Londynie Rosjan miał lepszy wynik niż Władimir Putin. Ale oligarcha, mając w pamięci zesłanie do łagru Michaiła Chodorkowskiego, nie chciał wchodzić w konflikt z wybranym na trzecią kadencję prezydentem. Prochorow założył własną partię (Platforma Obywatelska), która ma być alternatywą, ale raczej nie opozycją dla obecnie rządzącej Jednej Rosji.

Rosyjski Brooklyn

Pierwszym klubem, który wspomagał, był CSKA Moskwa (koszykarze i hokeiści). W 2008, rok po wyborze Soczi na gospodarza zimowych igrzysk 2014, objął stery Rosyjskiej Unii Biathlonu. Z racji swojego wzrostu szczególnie upodobał sobie koszykówkę. Mógł inwestować w zespoły ze swojej ojczyzny, ale chciał rywalizować z najlepszymi. Marzył o NBA, musiał tylko znaleźć kogoś, kto chciałby sprzedać swój klub. Poszukiwania nie trwały długo. W 2009 roku Bruce Ratner, właściciel najsłabszego wtedy zespołu NBA New Jersey Nets, postanowił pozbyć się swoich udziałów. Prochorow wyłożył na stół 200 mln dolarów (Forbes wyceniał wartość Nets na 295 mln) i obiecał, że pokryje 45 proc. kosztów nowej hali. W zamian dostał 80 proc. akcji. W maju 2010 roku Rosjanin uzyskał od władz ligi zgodę na przejęcie Nets i został pierwszym spoza Ameryki Północnej posiadaczem pakietu większościowego klubu NBA. Pod skrzydłami oligarchy Nets powoli odbijali się od dna. Przenieśli się z New Jersey do świeżo powstałej hali w Nowym Jorku i zmienili nazwę na Brooklyn Nets. Zespół, który niegdyś mógł tylko marzyć o takich sukcesach, w zeszłym roku awansował do pierwszej rundy play-off Konferencji Wschodniej i po zaciętych meczach uległ 3:4 Chicago Bulls. Wiele wskazuje, że koszykarze z Brooklynu w tym sezonie znów będą walczyć o tytuł mistrzowski. Prochorow stał się bohaterem Nowego Jorku. Ale kilka dni temu miłość sympatyków Nets została wystawiona na ciężką próbę. Biznesmen postanowił przenieść spółkę zajmującą się zarządzaniem klubem z USA do Rosji. Na polecenie Putina, który zdecydował, że wszyscy rosyjscy przedsiębiorcy muszą swoje interesy prowadzić w ojczyźnie. To odpowiedź na sankcje USA i Unii Europejskiej wobec przyjaciół prezydenta. – Ten ruch nie naruszy przepisów NBA – oświadczył oligarcha. Innego zdania są władze NBA. Rzecznik ligi Mike Bass stwierdził, że Rosjanin nie złożył aplikacji w sprawie przeniesienia. Problem w tym, że w konstytucji NBA nie ma artykułu o przeprowadzce zarządu klubu do innego państwa, bo wcześniej nikt na taki krok się nie zdecydował. Sprawa jest w toku, ale wygląda na to, że Prochorow zrobi wszystko, co możliwe, by osiągnąć cel. W końcu chce w spokoju zająć się polityką. A to gwarantują mu tylko dobre stosunki z Putinem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL