fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Zadanie prawie niemożliwe

39-letni Arsenij Jaceniuk jest jednym z najmłodszych premierów na świecie a zadanie do wykonania ma wyjątkowo trudne
AFP
Jędrzej Bielecki
To miała być misja dla samobójców. Ale po trzech tygodniach rządów Jaceniuka jest jeszcze gorzej.
Dla szefa rządu najtrudniejszą decyzją było oddanie Rosji Krymu właściwie bez oporu.
– Jaceniuk wyciągnął wnioski z doświadczeń Gruzji, której prezydent Micheil Saakaszwili dał się sprowokować Rosji w 2008 r. i przez to w oczach Zachodu w znacznym stopniu poniósł winę za utratę Abchazji i Osetii Południowej – tłumaczy „Rz" Olaf Osica, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.
Taka strategia okazała się jednak także bardzo ryzykowna. Mieszkańcy wschodnich i  południowych regionów Ukrainy uważają, że nowe władze w Kijowie są słabe. A to zachęca do buntu.
– Jaceniuk panuje nad sytuacją w Odessie, Ługańsku, Dniepropietrowsku. Ale sytuacja w Doniecku pozostaje bardzo niestabilna – przyznaje Osica.
Premier nie jest też w stanie skutecznie kontrolować granicy między Ukrainą i Rosją. Kreml wykorzystuje to do wysyłania „turystów", którzy podsycają protesty rosyjskojęzycznej ludności.
Szczególnie krytycznie strategię Jaceniuka przyjmują radykalne organizacje zrodzone w czasie protestów na Majdanie.
– Spilna Sprawa (Wspólna Sprawa) wezwała do powszechnej mobilizacji w obronie ojczyzny. Podobnie sprawy widzi Prawy Sektor, którego lider Dmytro Jarosz jest zastępcą sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To grozi zarówno otwartym konfliktem z Rosją, jak i rozbiciem jedności obecnych władz – mówi „Rz" Andreas Umland, ekspert Akademii Kijowsko-Mohylańskiej.
Jaceniuk opiera swoją legitymizację na poparciu protestujących na Majdanie, bo nie został wybrany w wolnych wyborach. Na centralnym placu Kijowa, gdzie wciąż stoją protestujący, nastroje są jednak coraz bardziej radykalne. Wielu ludzi irytuje to, że premier, mimo upokarzającej grabieży Krymu, mnoży pojednawcze gesty wobec rosyjskojęzycznej mniejszości i samej Moskwy.

Ukraina ?nie będzie w NATO

– Jest między młotem a kowadłem. Z jednej strony musi utrzymać lojalność Majdanu, z drugiej zachować jedność kraju. To karkołomna misja – przyznaje „Rz" Stefan Meister z European Council on Foreign Relations w Berlinie.
We wtorek szef rządu zapowiedział daleko idącą decentralizację państwa, czego domagała się Moskwa. Obiecał, że Ukraina nie przystąpi do NATO. I sprzeciwił się delegalizacji Partii Regionów, czego domagało się wielu ludzi na Majdanie. Jaceniuk zapowiedział ponadto, że wszyscy, którzy noszą broń, zostaną zmuszeni do jej oddania.
Strategia szefa rządu jest tym bardziej ryzykowna, że on sam i jego najważniejsi współpracownicy są związani z Batkiwszczyną, partią założoną przez Julię Tymoszenko i przez to często kojarzoną z zawiedzionymi nadziejami na zmiany po pomarańczowej rewolucji.
– Ukraińcy nigdy nie odnosili się z entuzjazmem do Jaceniuka, co najwyżej uważają, że jego technokratyczna ekipa jest niezbędna Ukrainie w trudnych czasach. To poparcie może jednak szybko się ulotnić – uważa brytyjski „Guardian".
Aby utrzymać kontrolę nad wschodem i południem kraju, szef rządu poszedł na jeszcze trudniejszy kompromis: na czele władz regionalnych postawił takich oligarchów, jak Ihor Kołomojski w Dniepropietrowsku czy Siergiej Taruta w Doniecku. To stawia jednak pod znakiem zapytania osiągnięcie najważniejszego celu protestów na Majdanie: likwidację korupcji. Tę misję powierzono Tatianie Czornowył, słynnej dziennikarce śledczej, która w grudniu omal nie została zabita przez zbirów nasłanych przez byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Bezkompromisowa kobieta na razie zachowuje pełną lojalność wobec Jaceniuka.
Także relacje z Zachodem nie są dla nowego premiera łatwe. „Wall Street Journal" ujawnił kilka dni temu, że szef ukraińskiego rządu wystąpił do Stanów Zjednoczonych z prośbą o ograniczoną pomoc wojskową. Spotkał się jednak z odmową.
– Zachód w żaden sposób nie będzie ryzykował konfliktu zbrojnego z Rosją. Na to nie ma co liczyć – potwierdza Stefan Meister.
To jednak oznacza, że Jaceniuk będzie musiał sam stawić czoła ewentualnej kolejnej agresji zbrojnej Rosji. Szef rządu podjął decyzję o mobilizacji 40 tys. ochotników, z czego połowa ma zasilić nową Gwardię Narodową, a reszta armię.

Warunki MFW

Ale Walentin Badrak, dyrektor kijowskiego Centrum Badań nad Armią i Rozbrojeniem (CACDS), ostrzega „Rz": ukraińska armia przez lata była zaniedbywana przez władze, dysponuje przestarzałym sprzętem, jest dowodzona przez nie zawsze lojalnych oficerów i nie ma szans na skuteczny opór przeciwko Rosjanom.
Udziału w rządzie Jaceniuka odmówił Witalij Kliczko, lider partii Udar. Chce w ten sposób zwiększyć swoje szanse w wyborach prezydenckich 25 maja. Ale problemów z kampanią jest więcej.
– Nie wiadomo, czy w ogóle do wyborów dojdzie, bo Rosja zrobi wszystko, aby to się nie udało – uważa Osica.
Swoich politycznych planów nie ujawniła też Julia Tymoszenko, która w przeszłości nie miała zawsze dobrych relacji z Jaceniukiem. Nie jest wykluczone, że będzie grała na odłożenie wyborów, bo to zwiększa jej szanse na zwycięstwo.
Na razie Jaceniuk oddalił ryzyko bankructwa kraju. W piątek swoją misję w Kijowie ma zakończyć MFW.
– Fundusz stawia trzy warunki udzielenia pożyczki wartej 15 mld dolarów: stopniowe urealnienie cen energii, dewaluację hrywny i uporządkowanie rynku bankowego. Jaceniuk zgadza się na wszystko. Jestem optymistą – zapewnia „Rz" Erik Bergloef, główny ekonomista EBOR.
Spełnienie tych warunków będzie jednak oznaczało zdecydowanie wyższe opłaty komunalne dla milionów Ukraińców i wzrost cen towarów z importu. Jednym słowem, przejściowo spadek poziomu życia. Kolejną rafę, na której może się rozbić ekipa Arsenija Jaceniuka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA