fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Europejski magister bez perspektyw

Artur Grabek
Jędrzej Bielecki
Kryzys obnaża słabość systemu szkolnictwa wyższego. Była rewolucja ilościowa, teraz czas podnieść jakość.
Beatriz Martinez trzy lata temu ukończyła historię sztuki na Universidad Complutense w Madrycie, najbardziej prestiżowej uczelni hiszpańskiej stolicy. Jednak jak opisuje „El Pais", od tego czasu udało jej się przepracować jedynie osiem miesięcy, i to w telemarketingu.
Jej koleżanka Andrea Gonzalez też ma dyplom magisterski: pedagogika specjalistyczna. Ale w życiu zawodowym nie zdaje jej się on na nic. Pracę, owszem ma, ale  przy układaniu towarów na półkach w supermarketach.
Zdaniem hiszpańskich związków zawodowych Comisiones Obreras aż 1,7 mln Hiszpanów w wieku poniżej ?30 lat nie ma żadnego zajęcia, a połowa spośród tych, którzy zarabiają, musi zadowolić się  stażami czy krótkoterminowymi kontraktami.

„Prestiżowe" kierunki

Powodem tego stanu rzeczy jest bezprecedensowy kryzys, z którego hiszpańska gospodarka z trudem się podnosi. Ale niejedynym. Równie dużym problemem jest system edukacji zupełnie niedostosowany do potrzeb rynku pracy.
Przez lata rozwój kraju opierał się na przerośniętych inwestycjach w nieruchomości.
Młodzi Hiszpanie w tym czasie studiowali „prestiżowe" kierunki, takie jak historia sztuki. Skutek: choć w oficjalnych statystykach Hiszpania nigdy nie miała tak wykształconego społeczeństwa, to nigdy też nie miała tak pesymistycznych perspektyw dla  młodego pokolenia, co obecnie.

Pokolenie traumy

Problem dalece wykracza jednak poza Hiszpanię, obejmuje większość państw Unii Europejskiej. Międzynarodowa Organizacja Pracy mówi o „pokoleniu traumy", które zrozumiało, że lata spędzone na wykładach tak naprawdę okazują się bezużyteczne.
We Francji, drugiej największej gospodarce Unii, bezrobocie dotyka co czwartego młodego człowieka. Co drugi ma kłopot ze znalezieniem pracy.
W wielu przypadkach prowadzi to do problemów finansowych i depresji. Spora część absolwentów francuskich uczelni, podobnie jak ich hiszpańscy rówieśnicy, musi się zadowolić stażami i krótkoterminowymi kontraktami.
– To jest życie, w którym nie można nic planować: już nie tylko założenia rodziny czy kupna mieszkania, ale nawet wakacji – narzeka w rozmowie z dziennikarzem „Le Figaro" Sophie, absolwentka socjologii w Bordeaux.
Problem jest podobny do tego, jaki ma sąsiad zza Pirenejów: niedostosowanie kwalifikacji zawodowych do potrzeb gospodarki.
Dziś zaledwie 16 proc. Francuzów wchodzi na rynek pracy bez dyplomu szkoły średniej lub wyższej. Skok jest ogromny, bo jeszcze 15 lat temu takich osób było 30 proc.
Tyle że jeszcze nigdy w powojennej historii kraju poziom bezrobocia wśród młodych nie był tak wysoki jak obecnie. Na słabość struktury studiów nakłada się bowiem także kryzys finansowy.
Rodzice mają coraz większe trudności, aby finansować studia swoich dzieci.
Średnio francuscy studenci otrzymują od swoich rodziców 631 euro miesięcznie. Biorąc pod uwagę koszty życia nad Sekwaną, w tym przede wszystkim wynajmu mieszkań, to bardzo skromny budżet.

Rewolucja jakościowa

Statystyki dotyczące problemu bezrobocia polskich absolwentów uczelni są bardzo podobne do tych, z którymi mierzy się francuska gospodarka.
I także w naszym przypadku eksperci wskazują na coraz większą dewaluację wyższego wykształcenia. – Po rewolucji ilościowej w polskim systemie szkolnictwa wyższego czeka nas zmiana jakościowa – mówi socjolog prof. Henryk Domański.
Jego zdaniem różnicowanie jakościowe wyłoni prestiżowe uczelnie. To ich dyplom będzie gwarantem wyższych kwalifikacji, które warto wysoko wynagradzać. – Lobbing elit wymusi podział premiujący solidne wykształcenie – dodaje.
Prof. Marek Rocki, szef Polskiej Komisji Akredytacyjnej, instytucji, która czuwa nad jakością pracy szkół wyższych, wskazuje na jeszcze inny problem. – Z perspektywy budżetu państwa finansowanie studiów, których absolwenci nie są przygotowani do wymagań rynku pracy, wydaje się nieracjonalne – mówi Rocki.
W jego ocenie są dwie możliwości zmiany tej sytuacji.
Pierwsza, ryzykowna politycznie, to wprowadzenie współpłatności za studia, co wymusiłoby na młodych ludziach dojrzalsze decyzje wyboru kierunku studiów oraz uczelni.
Druga to stworzenie kolejnych programów wzorowanych na „kierunkach zamawianych". W tej koncepcji państwo dodatkowo wspiera finansowo wydziały uczelni, a także osoby, które studiują dziedziny strategiczne z punktu widzenia gospodarki państwa. To dzięki temu na przestrzeni zaledwie kilku lat politechniki stały się najbardziej popularnymi uczelniami w Polsce.
W tegorocznej rekrutacji pięć najbardziej obleganych szkół wyższych to politechniki, a do listy najbardziej popularnych kierunków, dołączyło budownictwo czy mechanika i budowa maszyn.
W grudniu rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy –Prawo o szkolnictwie wyższym, który ma zróżnicować system uczelniany na zawodowy i ogólnoakademicki.
Ten pierwszy ma gwarantować studentom co najmniej trzymiesięczne praktyki. Z kolei studia ogólnoakademickie będą mogły otwierać tylko te wydziały, które kształcą własną kadrę, mają uprawnienia do doktoryzowania.
To ma zagwarantować wyższą jakość oferty edukacyjnej uczelni, a także wykształcić u absolwentów praktyczne umiejętności niezbędne do podjęcia pracy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA