fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Talaga: Cherlawy utrzymanek Zachodu

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Kryzys polityczny na Ukrainie postawił na agendzie sprawę jej rozpadu na dwa państwa, wschodnie i zachodnie. To ewentualność mało prawdopodobna, ale możliwa.
Gdyby kiedyś doszło do podziału, byłaby to tragedia nie tylko dla Ukrainy, ale i Polski. Pokusa propolskiego państwa zachodnioukraińskiego u naszych granic jest złudna. Byłoby ono cherlawym utrzymankiem Zachodu niespełniającym żadnych użytecznych funkcji geopolitycznych.

1

Ukraina w obecnym kształcie jest sztucznym tworem nakreślonym przez Stalina.
Ani etnicznie, ani historycznie nie stanowi jedności, czego dowodem leżące w jej obrębie Krym i ziemie dawnej Besarabii, które nigdy nie miały nic wspólnego z żadną formą ukraińskości, także dziś nie zostały zukrainizowane. Były turecko- tatarskie, obecnie są rosyjskie. Cień podziału pojawił się już co najmniej dwukrotnie. Po raz pierwszy przy okazji uzyskiwania niepodległości.
W referendum na temat suwerenności południe oraz Zakarpacie głosowały przeciwko. Rosyjscy separatyści domagali się wręcz oderwania ich ziem od nowego państwa, podobnie działacze karpato-ruscy na Zakarpaciu. Ten drugi ruch obumarł, pierwszy ciągle stanowi zagrożenie.
Ponownie sprawa wypłynęła podczas pomarańczowej rewolucji. Tym razem w Galicji na bazie samorządów zaczęły powstawać alternatywne struktury władzy, rady municypalne ostrzegały, że są gotowe do separacji, jeśli wybory prezydenckie nie zostaną powtórzone.
Pod wpływem tych wydarzeń także samorządy rosyjskojęzycznego Donbasu i Charkowa rozważały ewentualne odłączenie wschodu od Ukrainy.
Ile w tych deklaracjach było retoryki konfliktu, a ile szczerych chęci, trudno oszacować. Ważne, że takie deklaracje w ogóle padły.

2

Przez dwudziestolecie niepodległości Ukraińcy sporo uczynili, by stać się narodem, trudno byłoby dziś wyobrazić sobie włączenie Donbasu czy Charkowa do Rosji, oponowaliby ich mieszkańcy oraz elity oligarchiczne. Można wręcz mówić już o patriotyzmie ukraińskim wyrażanym w języku rosyjskim.
Kłopot w tym, że dwie części Ukrainy ciągle nie mają jednej tożsamości, tych samych bohaterów, jednej wizji przeszłości ani przyszłości. Istnieje więc dwujęzyczny naród ukraiński w sensie kulturowym, ale jeszcze nie politycznym.
Południe i wschód nie są gotowe do zaakceptowania etosu OUN i UPA silnego na zachodzie, zachód z kolei nie rozumie czci oddawanej na wschodzie ukraińskim żołnierzom Armii Czerwonej. Nawet Wielki Głód nie sprawdził się w roli spoiwa narodowego. Dla Ukraińców zachodnich nie jest elementem pamięci pokoleniowej, ich przodkowie po prostu go nie doświadczyli. Na wschodzie zaś przeorał wprawdzie rodziny, ale jego kult jako idea antysowiecka z trudem przebija się do posowieckiej świadomości społecznej.

3

Rozdarcie mentalne narodu zawsze grozi jego rozpadem podczas ostrego kryzysu, dlatego w perspektywie długoterminowej trzeba brać poważnie pod uwagę podział Ukrainy. Najbardziej spójną, gotową do separacji, częścią kraju jest zachód: Galicja, Wołyń, Bukowina i Zakarpacie. Ziemie te od średniowiecza były częścią państw o kulturze zachodniej lub aspirujących do niej: Litwy, Węgier, Polski, Austrii, Austro-Węgier, Rumunii. Dominuje na nich język ukraiński, a Rosja jest tam uważana za stojącą cywilizacyjnie niżej, a zatem nieatrakcyjną jako protektor. Zachód to jednak zaledwie ok. 10 procent ukraińskiej populacji, wytwarza on jeszcze niższy odsetek PKB państwa. Istotna produkcja przemysłowa jest zlokalizowana na wschodzie lub w centrum, a  potencjał rolniczy Ukrainy to południe oraz centrum. Niepodległa Galicja wraz z przyległościami, jeśli nawet zostałaby przyjęta do Unii, będzie miała w niej co najwyżej potencjał Cypru.
Wciśnięta w kąt cywilizowanego świata nie przechyli geopolitycznej szali na korzyść UE, nie stanie się dla Polski trwałą osłoną od południowego wschodu. Z małym rynkiem zbytu, o niskich dochodach ludności, ze zniszczoną infrastrukturą nie ma wiele do zaoferowania, wymagałaby za to stałej pomocy finansowej. Korzystniejsza dla Polski będzie Ukraina cała, choćby balansująca między wschodem a zachodem, niż słabiutkie państewko galicyjskie, które będziemy musieli utrzymywać bez wyraźnych korzyści geopolitycznych. Gdyby naszła nas kiedykolwiek pokusa wsparcia takiego tworu, trzeba by ją natychmiast odrzucić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA