Kościół

Przez kurię do biskupstwa

ROL
Większość hierarchów ma za sobą krótki staż w duszpasterstwie. Najczęściej byli kurialnymi urzędnikami.
W ciągu ostatnich czterech lat w Polsce przybyło 20 biskupów – najwięcej pomocniczych. To spośród nich – o czym niedawno pisała „Rz" – będą pochodzili przyszli ordynariusze, którzy pokierują polskim Kościołem.
Okazuje się, że mimo apeli części środowisk katolickich, największe szanse na sakrę biskupią nadal mają urzędnicy kurialni, księża pracujący w Watykanie oraz wykładowcy w seminariach duchownych. Rzadsze są przypadki, gdy biskupem zostaje kapłan długo pracujący w parafii, który z bliska poznał problemy wiernych. Procedura wyboru biskupa nie jest prosta ani krótkotrwała. Najpierw nuncjusz apostolski przeprowadza otoczone tajemnicą konsultacje z duchownymi, a czasem i świeckimi, w sprawie potencjalnych kandydatów. Później wysyła do Watykanu tzw. terno, czyli listę z trzema nazwiskami proponowanymi papieżowi. Tam pochylają się nad nią urzędnicy z Kongregacji ds. Biskupów.
Często zdarza się, że lista wraca i wówczas wszystko zaczyna się od nowa. Cały proces kończy się dopiero, gdy papież zaakceptuje kandydata, a on przyjmie nominację. Przez tę procedurę przeszli właśnie księża Rafał Markowski oraz Józef Górzyński, którzy na początku listopada zostali biskupami w Warszawie. Obaj urzędnicy kurialni, choć z pewnym doświadczeniem pracy w parafii. Bp Markowski zaraz po święceniach kapłańskich w 1982 r. przez trzy lata pracował jako wikariusz w Warce. Po studiach doktoranckich rozpoczął pracę w seminarium duchownym, był też dyrektorem katolickiego Radia Józef. Dopiero w 2002 r.  wrócił do pracy duszpasterskiej jako rektor kościoła na warszawskim Powiślu. Sześć lat później został rzecznikiem prasowym metropolity warszawskiego kard. Kazimierza Nycza i na tym stanowisku zastała go biskupia nominacja. Bp Górzyński zaledwie dwa lata pracował jako wikariusz w Grójcu. A potem wyjechał na studia do Rzymu. Gdy w 1996 r. wrócił do Polski, zaczął pracować w seminarium duchownym. W 2004 r. został jednak mianowany proboszczem parafii na Wrzecionie w Warszawie, a osiem lat później rozpoczął pracę w warszawskiej kurii. Od lipca 2013 r. biskupem pomocniczym w Poznaniu jest ks. Damian Bryl. On też po święceniach  krótko pracował w parafii w Środzie Wielkopolskiej. Potem wysłano go na studia. A gdy wrócił, został spowiednikiem i kierownikiem duchowym w poznańskim seminarium. Łączył tę pracę z pomocą duszpasterską w parafii Bożego Ciała w Poznaniu. Ale gdy w 2001 r. został ojcem duchownym w seminarium, poświęcił się wyłącznie pracy z klerykami oraz wykładom na poznańskim uniwersytecie. Z kolei bp Piotr Sawczuk – od stycznia biskup pomocniczy w Siedlcach – to typowy urzędnik kurialny. Po święceniach pracował w parafii zaledwie dwa lata, a potem przeszedł do kurii, gdzie był notariuszem sądu biskupiego i sędzią, a w końcu kanclerzem. Podobnie układały się kariery innych polskich biskupów. – Rzeczywiście urzędnicy kurialni mają nieco większe szanse na nominację – przyznaje rozmówca „Rz", znający kulisy tego rodzaju kościelnych decyzji. – Biskupi z nimi pracują, mają do nich zaufanie i dlatego to ich wskazują jako kandydatów na swoich pomocników. Znajomość innych księży jest dużo mniejsza, chyba że któryś wyróżnia się na tle innych. Przepustką do sakry biskupiej może być nie tylko praca w kurii, ale także w Watykanie. Z tym, że urzędnicy z Rzymu zazwyczaj zostają od razu mianowani biskupami diecezjalnymi. Ordynariusze sosnowiecki Grzegorz Kaszak, łomżyński Janusz Stepnowski czy sandomierski Krzysztof Nitkiewicz to typowi urzędnicy watykańskich dykasterii. 49-letni bp Kaszak został wyświęcony na kapłana w 1989 r. Przez rok pracował jako wikary w parafii w Świnoujściu, by następnie wyjechać na studia doktoranckie do Rzymu. Pracował w Papieskiej Radzie ds. Rodziny, był rektorem Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego w Rzymie, a w 2007 r. wrócił do Rady jako jej sekretarz. Tu w 2009 r. zastała go nominacja na biskupa. Bp Stepnowski po święceniach w 1985 r. wyjechał na dalsze studia do Hiszpanii. A w 1989 r. zaczął pracować w Kongregacji ds. Biskupów. Diecezję łomżyńską objął w 2011 r. po 22 latach pracy w Watykanie. Z kolei bp Nitkiewicz ma za sobą 17 lat pracy w Stolicy Apostolskiej. Tomasz Terlikowski, katolicki publicysta i szef portalu fronda.pl nie ma wątpliwości, że biskupami powinni zostawać księża, którzy mają duże doświadczenie duszpasterskie. – Pięknie określił to niedawno papież Franciszek, który stwierdził, że biskup musi „pachnieć owcami" – tłumaczy. Hierarchów wziętych „z ludu" da się policzyć na palcach jednej ręki. Wśród mianowanych w ostatnich czterech latach tylko dwóch nie pracowało nigdy w kurii biskupiej, a pracę naukową łączyli z aktywnością w parafii. Pierwszy z nich, od 2012 r. ordynariusz tarnowski Andrzej Jeż, zanim w 2009 r. został biskupem pomocniczym w Tarnowie, pracował jako wikariusz w Krościenku nad Dunajcem i Wierzchosławicach. Był też proboszczem parafii w Tarnowie i Nowym Sączu (w tej ostatniej przyjął zresztą święcenia biskupie). Jednocześnie studiował i prowadził wykłady z homiletyki w seminarium. Również biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk aż do czasu nominacji był aktywny duszpastersko. Najpierw jako wikary w Marysinie Wawerskim, a potem przez 10 lat w parafii katedralnej św. Floriana na warszawskiej Pradze. Po drodze przez rok był wicerektorem seminarium duchownego, ale w 2006 r. wrócił do św. Floriana jako proboszcz. Tu zastała go nominacja biskupia. – Praca w duszpasterstwie to jest fundament mojego posługiwania. Mam to szczęście, że zanim zostałem biskupem, przeszedłem przez różne formy duszpasterstwa. Dziś mogę garściami czerpać z tego bogactwa – mówi „Rz". Od lat uczył też religii w liceum i gimnazjum im. Władysława IV w Warszawie. Gdy został biskupem, całkiem z tym nie zerwał – z jedną klasą wciąż ma dwie godziny religii tygodniowo. – Chcę mieć bezpośredni kontakt z młodzieżą i jej problemami. Jest to dla mnie bardzo ważne – tłumaczy. Czasem ma jednak ochotę zrezygnować z tego obowiązku. – Ale dyrektorka nie chce mnie puścić – dodaje ze śmiechem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL