fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Najbardziej boli bezsilność

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Jacek Krzynówek - O problemach w Wolfsburgu, szansie na wyjazd na mistrzostwa Europy i powołaniu dla Rogera
Rz: Co pan robi w Szczecinie, przecież to miał być mecz pomiędzy polskimi i zagranicznymi piłkarzami ekstraklasy...
Jacek Krzynówek: Choć znalazłem się w kadrze na sobotnie spotkanie Wolfsburga z Energie Cottbus, to nie zagrałem ani minuty. Poinformowałem o tym sztab reprezentacji Polski, a Leo Beenhakker poprosił mnie o numer telefonu do Feliksa Magatha. Trener mojej drużyny klubowej zgodził się, żebym przyjechał do Szczecina i wystąpił w meczu towarzyskim. Zrobię to z przyjemnością. Obecność bohatera eliminacji do mistrzostw Europy w kadrze polskich ligowców to chyba jednak spora degradacja.
Tak tego nie traktuję, bo wiem, jak ważne jest, bym regularnie rozgrywał mecze. Inaczej nie będę w stanie przygotować się do turnieju w Austrii i Szwajcarii. W klubie nie gram, więc kiedy pojawia się okazja na pokazanie Beenhakkerowi, w jakiej jestem dyspozycji, muszę ją wykorzystać. Naprawdę obawia się pan o miejsce w kadrze na Euro? Mogę nie pojechać. Przecież trener powiedział, że w drużynie nie będzie miejsca dla rezerwowych. A ja w Wolfsburgu nie jestem nikim innym. Wiosną zagrałem w dwóch meczach Pucharu Niemiec i jednym Bundesligi. Boję się o swoją formę. Tak naprawdę nie wiem, w jakiej jestem dyspozycji. Czyli powtórka z rozrywki – przed ostatnim mundialem też miał pan problemy z miejscem w Bayerze Leverkusen... Tak się składa, że większość reprezentantów Polski przed ważnymi turniejami ma problemy w klubach. Zazdroszczę Maćkowi Żurawskiemu, Wojtkowi Kowalewskiemu i Radkowi Matusiakowi, że udało im się zmienić pracodawców w przerwie zimowej i teraz mają szansę co tydzień grać. A pan nie mógł odejść z Wolfsburga? Chciałem. I chyba za głośno o tym mówiłem. Miałem trzy poważne oferty – na początku z Olympiakosu Pireus, a później z Wisły Kraków i Herthy Berlin. Niestety, za każdym razem gdy myślałem, że wszystko jest na dobrej drodze, bo klub chciał mnie sprzedać, a ja uzgodniłem już nawet warunki finansowe z nowym pracodawcą, okazywało się, że Magath stawia weto. Podnosił cenę do dwóch milionów euro i rozmowy się urywały. Bardzo mocno to przeżyłem. Cała moja rodzina żyje tym, że nie gram i że koło nosa może mi przejść pierwszy, historyczny występ na mistrzostwach Europy. Ale nic na to nie mogę poradzić, najbardziej boli mnie właśnie bezsilność, to że nic nie zależy ode mnie. Podoba się panu pomysł z naturalizacją Rogera? Jak jest dobry, to niech z nami gra. Przecież wie, co robi – jeśli wystąpi w reprezentacji Polski, zamknie sobie drogę do spełnienia marzenia, jakim jest gra w kadrze Brazylii. Zgadzam się jednak z Beenhakkerem, że nikomu nie można odmówić paszportu, bo świat się zmienia i podział na narodowości w 2008 roku jest już umowny. Ja, mimo dziewięciu lat gry w Niemczech, na pewno nie widziałbym siebie w reprezentacji tego kraju, ale jeśli Rogerowi się u nas podoba... Roger może zająć miejsce jednego z piłkarzy, którzy wywalczyli awans. Wiem. Na przykład Krzynówka. Trudno, wdrapałem się na szczyt, co nie było łatwe, ale nie od dziś wiadomo, że dużo trudniej jest się na nim utrzymać. Jeśli Brazylijczyk będzie w lepszej formie, niech jedzie do Austrii. Nie chcę jednak, by to zabrzmiało, jakbym składał broń. Będę walczył mimo ograniczonych możliwości. Występ na Euro jest moim marzeniem, a dzisiejszego meczu na pewno nie traktuję jako pojedynku z Rogerem. Beenhakker pokazywał mi tytuł w jednej z gazet, według której będzie to spotkanie o miejsce w kadrze na Euro. Długo się z tego śmialiśmy. Na Rogera zwrócę uwagę, tylko jeśli akurat będzie miał piłkę przy nodze, a ja będę chciał mu ją odebrać. Pamięta pan Emmanuela Olisadebe, czy człowiek, który nie mówi po polsku, może czuć się pełnoprawnym członkiem naszej reprezentacji? Emmanuel był najskuteczniejszym strzelcem w eliminacjach mistrzostw świata w Korei i Japonii i wszyscy byliśmy zadowoleni, że mamy go w drużynie. Większość z nas gra od lat na Zachodzie i inny kolor skóry czy pochodzenie kolegi z drużyny nie powoduje żadnych podziałów w szatni. Nie sądzę, żeby w przypadku Rogera, jeśli jest dobry, miało być inaczej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA