fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Awantura o przedszkola

Rodzice apelują do Krystyny Szumilas o zmianę przepisów
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Kolejna już reforma Krystyny Szumilas doprowadziła do społecznych protestów. Rodzice domagają się zmian w ustawie, która dopiero co weszła w życie.
Tysiące rodziców podpisują się pod petycjami, które wzywają resort edukacji do nowelizacji ustawy przedszkolnej lub wydania takiej interpretacji przepisów, które pozwolą na organizowanie zajęć dodatkowych w przedszkolach według starych reguł.
Chodzi o zmiany, które weszły w życie 1 września. Zgodnie z nimi rodzice za każdą dodatkową godzinę opieki nad dzieckiem (pierwsze 5 finansuje gmina) nie mogą płacić więcej niż 1 zł. Doprowadziło to do sytuacji, że przedszkola musiały zrezygnować ze współpracy z zewnętrznymi firmami, które organizowały dzieciom np. zajęcia z baletu, koła teatralne czy naukowe, bo opłaty za nie wykraczały poza ustaloną przez Ministerstwo Edukacji symboliczną złotówkę.
Ministerialne regulacje doprowadziły do absurdalnej sytuacji, w której wszystkie zainteresowane strony są wściekłe. Rodzice, bo nie mogą wykupić dziecku dodatkowych zajęć, które do tej pory przedszkole oferowało, i przekonują, że państwo ograniczyło ich swobodę wyboru ścieżki edukacyjnej dziecka. Przedszkola, bo muszą tłumaczyć się przed zirytowanymi rodzicami i boleśnie odczuwają zbyt głęboką ingerencję państwa w ofertę edukacyjną, którą do tej pory kreowały, odpowiadając na zapotrzebowanie rodziców. Z dnia na dzień zatrudnienie straciły też tysiące drobnych przedsiębiorców (osób z uprawnieniami pedagogicznymi), które żyły z organizowania przedszkolakom dodatkowych zajęć.
Ministerstwo Edukacji tłumaczy, że problemu nie ma. Przedszkola mogą dalej oferować zajęcia dodatkowe przez zewnętrzne firmy, pod warunkiem że rodzice nie będą płacić za nie więcej niż 1 zł. Resort podpowiada też, że przedszkola mogą zatrudnić nauczycieli z dodatkowymi uprawnieniami, np. do nauki języka angielskiego, lub powierzyć dodatkowe zajęcia zatrudnionym już nauczycielom. Wskazuje, że na ten cel są przecież dodatkowe pieniądze, które trafią do samorządów w formie dotacji.
Faktycznie w niektórych placówkach to się udało, ale w zdecydowanej większości przedszkoli zatrudnieni tam wychowawcy nie mają odpowiednich kompetencji. – Jeżeli mam zaoferować dzieciom zajęcia teatralne czy nauki gry na pianinie, to zarówno ja, jak i rodzice chcą, aby prowadziła je osoba, która się na tym zna i ma do tego uprawnienia – mówi nam dyrektorka jednego ze stołecznych przedszkoli. Prosi o anonimowość. Z oferty jej placówki wypadły zajęcia z baletu, gry na pianinie, tańca towarzyskiego czy gimnastyki artystycznej. – Zgodnie z przepisami, aby kontynuować te zajęcia, musiałaby zatrudnić te osoby jako nauczycieli, a to oznacza dla nich zdecydowaną obniżkę płac (zaczynaliby jako najniżej opłacani nauczyciele stażyści) i konieczność pracy w kilku placówkach, by wyrobić pensum. Nie są tym zainteresowani – dodaje.
Dla 5-letniego Jeremiego z Podkowy Leśnej pierwszy dzień po wakacjach w przedszkolu im. Krasnala Hałabały zakończył się płaczem, gdy dowiedział się, że nie będzie już jego ulubionych zajęć „Mały Einstein". Za 8 godz. zabaw naukowych wzbogaconych o chemiczne i fizyczne doświadczenia rodzice płacili 40 zł miesięcznie, za kółko szachowe prowadzone przez emeryta społecznika – 10 zł.
Janusz Patynek, właściciel firmy językowej z Poznania, z dnia na dzień stracił 40 klientów, bo tyle przedszkoli kupowało u niego lekcje językowe od 24 lat. To dlatego zdecydował się napisać petycję do MEN, by to wydało jasną interpretację przepisów i odpowiedziało na pytanie, czy rodzice przedszkolaków mogą podpisać umową z firmą zewnętrzną na prowadzenie takich zajęć w przedszkolu, bez pośrednictwa przedszkola.
W ciągu trzech dni pod tą petycją podpisało się ponad 7 tys. osób, z godziny na godzinę przybywają setki kolejnych. W innej petycji Agnieszka Błaszkiewicz z Gdańska domaga się zniesienia zapisu ustawy, który mówi, że wszystkie formy organizacji zajęć dodatkowych nie mogą wiązać się z ponoszeniem dodatkowych opłat przez rodziców.
Obniżenie opłat, jakie przedszkola mogą pobierać od rodziców, ma też inne konsekwencje. Dotarły do nas sygnały o tym, że rodzice przedszkolaków muszą sami zadbać, by w placówce było mydło czy papier toaletowy. MEN nazywa swoją reformę wyrównywaniem szans edukacyjnych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA