fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Tusk: Polska nie jedzie do Syrii

Premier Donald Tusk
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Polska nie przewiduje uczestnictwa w interwencji wojskowej w Syrii. W żadnej formie - zapowiedział w Sejmie premier Donald Tusk.
Szef rządu przekonywał, że atak zbrojny w Syrii nie może przynieść pożądanych efektów, a za takie uważa zatrzymanie fali zbrodni w Syrii.
- Rozmawiałem z ministrem (spraw zagranicznych Radosławem) Sikorskim i prosiłem, żeby przekazał informację (naszym) partnerom, że Polska nie przewiduje uczestnictwa w żadnym typie interwencji w Syrii - powiedział Tusk.
Premier przyznał, że z jednej strony rozumie motywację i powody, dla których opinia międzynarodowa i niektóre z państw opowiadają się za interwencją w Syrii, natomiast - jak mówił - nie podziela wiary, czy entuzjazmu tych, którzy sądzą, że taka interwencja przyniesie właściwe efekty czy skutki.
Jak zauważył, mamy doświadczenia w tej części świata, które pokazują, że interwencje zbrojne, nawet z najbardziej oczywistych i szlachetnych pobudek, rzadko kiedy przynoszą pożądany skutek.
- Uważam za niestosowne i niekompetentne uwagi w rodzaju, że Ameryka idzie tam po ropę, wiadomo, że sytuacja w Syrii i ewentualna interwencja, to nie jest wyłącznie, czy głównie gra interesów - mówił szef polskiego rządu. Tusk wskazał, że w Syrii mamy do czynienia z olbrzymią tragedią - 100 tysiącami ofiar śmiertelnych oraz setkami tysięcy migrujących z tamtego regionu. Jego zdaniem, to nie tylko tragedia ludzi, ale także wielka destabilizacja dla całego świata.
Według premiera "nikt dla pieniędzy, czy dla jakiegoś łupu nie decyduje się, żeby interweniować w takiej sytuacji". - Stany Zjednoczone i inne państwa, które się na to decydują, stają przed wielkim, także moralnym dylematem. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że to są dobre intencje - mówił Tusk.
Jak dodał, polski rząd nie ma przekonania, że atak zbrojny w Syrii może przynieść pożądane skutki, czyli przede wszystkim zatrzymać zbrodnie na terenie Syrii. - Ale nie chcę się wymądrzać, bo nikt dzisiaj na świecie, ja także nie, nie dysponuje receptą, co należy zrobić, żeby przerwać łańcuch zbrodni w Syrii - zaznaczył szef rządu.
Tusk przyznał też, że sytuacja w Egipcie - choć nie tak dramatyczna jak w Syrii, jeśli chodzi o ofiary - wpływa, ale nie w sposób drastyczny na ceny ropy naftowej. - Chociaż Egipt nie jest de facto istotnym producentem, kwestia transportu i destabilizacji regionu to jest problem - podkreślił.
Jak zauważył, "Syria, ale także Liban, niepokoje w Jemenie, sytuacja w Egipcie, de facto cały Bliski i Środkowy Wschód, to jest jeden ciąg niepokojów, zamachów, rewolucji, a czasami wręcz zabójstw na skalę niespotykaną" i "to ma zły wpływ na światową gospodarkę, w tym na ceny ropy".
Premier zapewnił, że Polska monitoruje tę sytuację i ma świadomość, że "może ona przynieść negatywne skutki". - Ale zbyt dużo czasu nie poświęcam na sytuacje, co do których wiem, że nie mam na nie żadnego wpływu - dodał.
Tusk podkreślił też, że nie ma zagrożenia, jeśli chodzi o dostawy ropy, ale jest problem związany z cenami tego surowca.

Piechociński: Polska nie powinna brać udziału w interwencji

Jeśli dojdzie do interwencji w Syrii, Polska nie powinna brać w niej udziału - uważa wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński (PSL). Uzasadniał, że interwencje w krajach tamtego regionu "w miejsce niestabilności wewnętrznej tworzą dramatyczną niestabilność zewnętrzną".
Podkreślił, że nie chciałby, aby doszło do interwencji w Syrii. - Wszelkie interwencje w tamtym regionie - Irak i Libia są tego przykładem - w miejsce wielkich problemów są jeszcze większe problemy, w miejsce niestabilności wewnętrznej tworzą dramatyczną niestabilność zewnętrzną - argumentował szef ludowców.
Jego zdaniem interwencja w Syrii spowodowałaby istotne zagrożenie nie tylko dla otoczenia, ale także dla światowych rynków, giełd.
Pytany, co w takim razie wspólnota międzynarodowa powinna zrobić ws. sytuacji w Syrii, odparł: "Porozumieć się. Choć porozumienie polega na tym, że wielkie mocarstwa mają tam swoje zadawnione interesy, poparte choćby wielkimi dostawami broni albo ich polityka uzależniona jest od kredytów, których udzieliły dotychczasowym władzom w Syrii".
Według Piechocińskiego poprzez negocjacje i kompromis trzeba spróbować wymusić na obu stronach syryjskiego konfliktu "to, co nazywamy powtórzeniem polskiego Okrągłego Stołu".
Atak rakietowy USA na Syrię może się rozpocząć już w czwartek - informuje we wtorek telewizja NBC, powołując się na anonimowych przedstawicieli władz USA. Ataki o ograniczonym charakterze miałyby potrwać trzy dni. Syria zapowiada, że będzie się bronić. Według NBC celem tych ataków byłoby raczej ostrzeżenie reżimu prezydenta Baszara el-Asada, a nie zdziesiątkowanie jego potencjału militarnego.
Syryjska opozycja oskarżyła w zeszłym tygodniu siły reżimu Asada o użycie na przedmieściach Damaszku gazu bojowego i spowodowanie śmierci od kilkuset do 1300 osób. Syryjskie władze stanowczo zaprzeczają oskarżeniom.
Unia Europejska podkreśla, że potrzebne jest pełne śledztwo ONZ ws. ataku chemicznego w Syrii. Rzecznik KE ds. polityki zewnętrznej Sebastien Brabant wskazał, że w poniedziałek na miejscu domniemanego ataku chemicznego eksperci ONZ mogli przebywać zaledwie 90 minut.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA