fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Woody Allen reżyseruje Blue Jasmine

Blue Jasmine
Kino Świat
Pro i kontra: Najnowszy film Woody’ego Allena spotyka się z mieszanymi ocenami krytyków „Rz”. Od piątku w kinach.
Pro: Marek sadowski
Woody Allen w „Blue Jasmine" porzuca wycieczki po Europie i w świetnej formie powraca do rodzinnej Ameryki, wzbogacając kolekcję wybornych postaci kobiecych o kolejny wyrazisty portret. Zobacz galerię zdjęć
Wspaniałemu reżyserowi udała się rzadka rzecz w historii kina. Nie rezygnując ze statusu komika, z wielką swobodą i pełną świadomością porusza się wśród największych problemów tego świata, łączy pierwiastki osobiste i uniwersalne, autobiograficzne i filozoficzne, tragedię i komedię. Jego twórczość od niemal półwiecza cechuje stylistyczna i tematyczna różnorodność, choć jej poziom artystyczny bywa nierówny.
Ale jedno się nie zmienia: stosunek do kobiet. Idąc w ślady Ingmara Bergmana (któremu zresztą przed laty złożył hołd we „Wnętrzach"), wyspecjalizował się w tworzeniu znakomitych portretów kobiecych. Wybierając aktorki do kolejnych filmów, wielokrotnie dawał dowody znakomitej intuicji, dostrzegając talent u rozpoczynających karierę, a tym już doświadczonym pozwalając wznosić się na wyżyny talentu.
Efekty bywały wspaniałe. Za pierwszoplanowe role w jego filmach Oscary dostały: Diane Keaton, Mira Sorvino. Dwa Oscary za role drugoplanowe trafiły do Diane West, a jeden do Penelope Cruz. Nie zdziwiłbym się, gdyby do tego utytułowanego grona muz Allena dołączyła Cate Blanchett, bohaterka komediodramatu „Blue Jasmine". W „Blue Jasmine" dostała rolę, w której mogła zaprezentować pełną skalę swych możliwości aktorskich. Zagrała kobietę jednocześnie wewnętrznie płytką i skomplikowaną, miotającą się między prawdą a fałszem, na przemian silną, pełną wiary, całkowicie bezradną.
Stworzyła barwną, pełną wewnętrznego życia postać, z której jednoznacznym odbiorem miałem kłopoty. Gdy zaczynałem jej współczuć, zaraz robiła coś, co przekreślało wcześniejsze pozytywne odczucia. To bynajmniej nie zarzut wobec aktorki, wręcz przeciwnie całkowita aprobata takiej budowy postaci. Po raz pierwszy spotykamy Jasmine w samolocie lecącym z Nowego Jorku do San Francisco, gdy przygodnej towarzyszce lotu nerwowo opowiada, nie zwracając uwagi na brak zainteresowania z jej strony, dzieje swojego małżeństwa z bogatym biznesmenem Halem (Alec Baldwin). Z czasem, z kolejnych retrospekcji dowiemy się więcej o beztroskim i wygodnym życiu w apartamencie z widokiem na Central Park, zakupach u Prady czy Vuittona, wycieczkach po świecie. Pewnego dnia to wszystko się kończy. Mąż trafia do więzienia, sądy zabierają wszystko.
Woody Allen jako scenarzysta zrobił dużo, by nas zaskoczyć.
Kontra: Jacek Marczyński
Kiedy dawno temu Woody Allen kręcił naprawdę dobre filmy, powiedzenie o którymkolwiek, że to błaha komedyjka, uznano by za obraźliwe. O najnowszym nic innego stwierdzić się nie da.
Jako aktor Woody Allen zniknął z ekranu i porzucił towarzyszących mu nowojorczyków, a wraz z nimi odeszła jego artystyczna wena.
Zobacz zwiastun filmu „Blue Jasmine"
Miewano mu w przeszłości za złe, że ciągle robi film o sobie, ale w perypetiach znerwicowanego i pełnego kompleksów intelektualisty widz odnajdywał własne rozterki, uczuciowe marzenia i erotyczne porażki. Od ośmiu lat Woody Allen zaczął wędrówki po świecie. Kręcił filmy w Londynie, Barcelonie, Paryżu czy Rzymie, ale ich bohaterowie okazywali się mniej interesujący, czasem wręcz jednowymiarowi.
W „Blue Jasmine" powrócił do Nowego Jorku, ale bohaterem nowego filmu uczynił biznesmena i jego piękną żonę. Może potrzeba było gospodarczego kryzysu Ameryki, by Woody Allen dostrzegł, że w Nowym Jorku mieszkają nie tylko intelektualiści i artyści, ale także finansowi hochsztaplerzy. Nowy Jork jest przecież również miastem finansjery i wielkich pieniędzy, tyle tylko, że to świat całkowicie obcy Allenowi. Nie zna go i chyba nie pojmuje reguł nim rządzących, dlatego Hall w „Blue Jasmin" wypada blado i stereotypowo. Nawet tak doświadczony i utalentowany aktor jak Alec Baldwin nie jest w stanie temu zaradzić.
To samo można powiedzieć o pozostałych postaciach pierwszego i drugiego planu w tym filmie. Z wyjątkiem Jasmine perfekcyjnie wykreowanej przez Cate Blanchet cała reszta aktorów ma zadanie dostosować się do wymyślonej przez Allena historii – szablonowej i przewidywalnej. Gdzie więc podziały się błyskotliwe dialogi i efektowne pointy, którymi skrzył się przed laty każdy jego film? W „Blue Jasmine" rozmowy służą przede wszystkim wyjaśnianiu kolejnych działań postaci, a intelektualny błysk został zastąpiony komediową przebieranką.
Rozrywkę w takim stylu proponuje Woody Allen w „Blue Jasmine". A ponieważ tu przebieranka została poprzedzona długim wprowadzeniem, w drugiej części filmu zdarzenia galopują, ale widz nie jest niczym zaskoczony, bo każdy zwrot akcji łatwo przewidzieć.
Tradycyjna komedia musiała oczywiście kończyć się happy endem, gdy nieporozumienia spowodowane zamianą ról zostały już wyjaśnione. Woody Allen stara się uciec od tego schematu, na koniec ma niespodziankę. Jest ona wszakże jak królik, którego sztukmistrz zbyt długo ukrywał w cylindrze. Kiedy go wreszcie wyciągnął, usiłując oszołomić publiczność, królik okazał się lekko przyduszony i nie ma ochoty zabawiać gawiedzi.
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA