fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Turyści zadepczą Ziemię

Spokojny dzień w Wenecji w sezonie: ”Dziś prawie nie ma tłoku”
AFP, Bertrand Gardel Bertrand Gardel
Czy rzeczywiście rzesze zwiedzających są dla ubogich krajów szansą na wyrwanie się z biedy? I jakie koszta uboczne przychodzi Trzeciemu Światu ponieść przy tej okazji?
Zapadał zmierzch i z Angkor Wat do Siem Reap, hotelowego zaplecza starodawnych kambodżańskich świątyń, wyruszały jeden po drugim autokary, samochody i popularne w Indochinach odkryte łaziki, zwane tuktukami. Gdy obejrzałam się w miejscu, gdzie do głównej drogi dochodziła boczna, wiodąca z nie mniej imponującego zespołu Angkor Thom, oniemiałam. Nieprzerwany sznur pojazdów ciągnął się po horyzont jak jeden gigantycznych rozmiarów konwój. Setki samochodów, tysiące ludzi, którzy wnet rozpłyną się po hotelach, restauracjach, barach...

Kwintesencją turystycznej masówki wydawał mi się wcześniej wenecki plac św. Marka w sierpniu, gdy przez przelewający się tłum nie sposób przedrzeć się bez pomocy łokci. Albo florencka Galeria Uffizi. Albo też droga do Morskiego Oka, gdzie wędruje się jak w zwartej wojskowej kolumnie. To, co działo się w Angkor Wat, wymykało się jednak wszelkim wyobrażeniom. Dopiero później uświadomiłam sobie, że stan oblężenia nie b...
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA