fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Aby dziecko chciało się uczyć samo

Fotorzepa, MW Michał Walczak
O tym jakie korzyści wynikają z edukacji domowej opowiadał dla "Rz" Mariusz Dzieciątko, prezes Stowarzyszenia Edukacji w Rodzinie, ojciec i nauczyciel trójki dzieci
Coraz więcej rodziców decyduje się na edukację domową, zamiast posyłać dzieci do szkoły. Da się to w ogóle połączyć z pracą zawodową?
Mariusz Dzieciątko: To nie jest prosta sprawa. Potrzebne są dyscyplina i wytrwałość, ale tak – da się to połączyć z pracą. Oczywiście najczęściej jest tak, że jedno z rodziców rezygnuje z pracy zawodowej, ale nie oznacza to, że edukacja domowa jest tylko dla bogaczy. Przez to, że rodzina żyje z jednej pensji, nie obniża się wcale jej standard życia. Odpada masa wydatków, pojawiają się więc i oszczędności. Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma dużej różnicy, czy rodzice sami uczą dziecko i mniej pracują, czy więcej pracują, ale dziecko chodzi do szkoły.
Edukacja domowa to taka szkoła, tylko że w domu? Lekcje, przerwy, klasówki...
Ciężko mówić o powszechnym schemacie edukacji domowej, każda rodzina wypracowuje własny system. Często nawet w jednej rodzinie są różne systemy dostosowane do poszczególnych dzieci. To zaleta tej edukacji – w początkowym okresie nauki staramy się dopasować metody i tempo pracy do potrzeb i możliwości dziecka. Sprawdzaliśmy różne sposoby pracy z dziećmi, ale najlepiej wychodzi nam praca blokowa: nie uczymy oddzielnych przedmiotów, lecz ciągów zagadnień. To się sprawdza u naszej trójki. Nigdy też nie prowadzimy standardowych lekcji po 45 minut – dostosowujemy się do możliwości dzieci, dzięki temu nauka jest bardziej efektywna.
Zanim zaczął pan uczyć najstarszego syna w domu, uczył się on w szkole. Trudno mu się było przestawić?
Pierwszego dnia usiadł przed żoną i powiedział: mama, ucz mnie. A żona na to: nie, to nie ja mam cię uczyć, tylko ty masz się uczyć. Pamiętajmy, że rodzic nie ma zastępować nauczyciela. Idea jest inna: nauczyć dziecko, by potrafiło i chciało się uczyć samemu, tylko z naszą pomocą. Nasz syn właśnie zdał 18 egzaminów z dziewięciu przedmiotów na koniec gimnazjum – gdybyśmy sami chcieli go do tego przygotować, to byłoby karkołomne. My pomagamy dzieciom w rozkładaniu czasu, kształcimy w nich samodyscyplinę, motywację do robienia rzeczy, które nie do końca są dla nich przyjemne. Ułatwiamy też im dostęp do materiałów.
Nikt państwu nie pomaga?
Dzieci, ucząc się, zapisują na kartce różne wątpliwości, pytania odnośnie do materiału. Później albo my sami jesteśmy w stanie na nie ciekawie odpowiedzieć, albo szukamy kogoś, kto to zrobi lepiej od nas – najlepiej pasjonata w danej dziedzinie. Nie chodzi tylko o to, by ktoś się na tym znał, ale by był w stanie zarazić dziecko swoją pasją. Szukamy wśród znajomych, rodziny, czasem wśród zaprzyjaźnionych studentów. Efekty takiej edukacji są naprawdę bardzo zadowalające.
Rodzice zabierają dzieci ze szkół. Wolą sami uczyć
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA