fbTrack

Finanse

Słowacja w strefie euro źródłem doświadczeń dla Polski

1 stycznia 2009 roku: Słowacy przyjęli euro z radością. Późniejsza recesja nieco ostudziła proeuropejski entuzjazm.
AFP
Trzy lata perypetii Bratysławy ze wspólną europejską walutą stanowią cenne, choć niepełne źródło doświadczeń.
Korona słowacka została włączona do systemu ERM II w listopadzie 2005 r. przy kursie 38,455 SKK za euro. Podczas uczestnictwa w tym mechanizmie zyskiwała na wartości, skutkiem czego dwukrotnie (w 2007 i 2008 r.) podnoszono jej kurs centralny. Wiosną 2008 r. Komisja Europejska pozytywnie oceniła Słowację pod względem wypełnienia kryteriów konwergencji, co zaowocowało rekomendacją przyjęcia tego kraju do grona państw posługujących się wspólną walutą europejską.
Dzisiaj już widać, że okres poprzedzający akcesję Słowacji do strefy euro można ocenić jako idealny, jeżeli celem miało być przystąpienie do strefy euro. Panująca w latach 2004–2007 bardzo dobra koniunktura gospodarcza oraz brak napięć na rynkach finansowych ułatwiały wypełnienie kryteriów: fiskalnego, stóp procentowych oraz kursowego. Jeżeli jednak celem okresu przygotowawczego byłaby rzetelna ocena korzyści i kosztów przyjęcia euro oraz optymalizacja skutków ekonomicznych, to ocena jest dużo trudniejsza. Cofnijmy się o kilka miesięcy. Od maja 2008 r., kiedy po raz drugi rewaluowany został kurs centralny korony w systemie ERM II (do ostatecznego, jak się później okazało, poziomu 30,126 za euro), fluktuacje tej waluty były już w zasadzie symboliczne, gdyż rynki finansowe uznały, że nowy kurs centralny będzie też kursem konwersji. Korona, podobnie jak inne upłynnione waluty państw środkowoeuropejskich (wyjątkiem był forint), umocniła się od 2005 r. o ok. 30 proc. Tymczasem w drugiej połowie 2008 r. nastąpił gwałtowny wzrost awersji do ryzyka wywołany kryzysem gospodarczym i ucieczka kapitału z rynków wschodzących (między innymi Europy Środkowo-Wschodniej). Wśród słabnących walut korona z de facto ustalonym kursem konwersji na euro była jedyną, która utrzymała swoją wysoką wartość sprzed kryzysu i zabrała ją ze sobą do wspólnego obszaru walutowego.

Siła słabej waluty?

W Polsce nie brakuje głosów, że to właśnie deprecjacja złotego w drugiej połowie 2008 r. i w pierwszej połowie 2009 r. umożliwiła osiągnięcie dodatniego wzrostu gospodarczego. PKB Słowacji w 2009 r. spadł o 4,9 proc., podczas gdy w tym samym roku PKB Polski wzrósł o 1,6 proc., przynosząc nam miano zielonej wyspy na mapie kryzysowej Europy. Dokładniejsze porównanie sytuacji w Polsce i na Słowacji pokazuje, że efekt osłabienia polskiej waluty jest prawdopodobnie przeceniany. Nie można wykluczyć, że w przyszłości  sytuacja gospodarcza Słowacji będzie silnie się różnić od koniunktury w strefie euro. Owszem, deprecjacja złotego zaabsorbowała częściowo skutki kryzysu, ale nie należy przypisywać jej wszystkich zasług. Spójrzmy nieco głębiej – w 2009 r. eksport netto wzrósł zarówno na Słowacji, jak i w Polsce. W obu przypadkach przyczyną był fakt, że import spadał szybciej niż eksport. Niemniej jednak eksport spadł silnie w obu krajach. Dlaczego? Ponieważ eksport, przynajmniej w Polsce i na Słowacji, w większym stopniu zależy od popytu zewnętrznego niż od poziomu kursu walutowego. Pokazuje to proste porównanie – eksport Polski (liczony w złotych, a tym bardziej w euro) był większy w drugim kwartale 2008 r., kiedy euro kosztowało średnio 3,40 zł, niż w drugim kwartale 2009 r., gdy cena euro wynosiła średnio 4,45 zł. Spadek eksportu Słowacji był szczególnie silny ze względu na spadek popytu w branży motoryzacyjnej. Podsumowując, to raczej wysoka otwartość i specyficzna struktura gospodarki Słowacji, a nie wejście do strefy euro, przyczyniły się zarówno do głębokiej recesji, jak też szybkiego z niej wyjścia. Wychodzeniu z recesji towarzyszyła też dość silna redukcja zatrudnienia, dzięki której wydajność pracy w słowackiej gospodarce od drugiego kwartału 2009 r. rośnie prawie nieprzerwanie, poprawiając jej cenową konkurencyjność na tle innych państw strefy euro i umożliwiając odbudowę poprzez eksport. To nie byłoby możliwe bez względnie niskich kosztów zwalniania pracowników, ale także bez wysokiej otwartości. Podobne zjawiska na rynku pracy miały miejsce w większej i bardziej zamkniętej Hiszpanii, co wprawdzie poprawiło konkurencyjność eksportu, ale ostatecznie zamiast do wzrostu PKB doprowadziło do pogłębienia recesji wskutek załamania popytu wewnętrznego.

Co dalej

Skoro wejście Słowacji do strefy euro przy przewartościowanym kursie konwersji korony nie zaszkodziło jej w czasie kryzysu, to czy może zaszkodzić po jego zakończeniu? Na podstawie dotychczasowych doświadczeń empirycznych należałoby odpowiedzieć: nie powinno. Wprawdzie kryteria z Maastricht są skonstruowane tak, aby zapobiec wysiłkom rządów ukierunkowanych na zdobycie niesprawiedliwej przewagi konkurencyjnej poprzez uzyskanie niedowartościowanego kursu w momencie konwersji, ale ewentualne korzyści z tego płynące byłyby wybitnie krótkookresowe. Pokazuje to przykład Grecji i innych państw południowych, których waluty były istotnie niedowartościowane w momencie akcesji. Dzięki temu nie odczuwały bezpośredniej konieczności reform poprawiających konkurencyjność i elastyczność gospodarek. Warto podkreślić, że słaba waluta jest jednoznacznie korzystna dla eksporterów tylko wtedy, gdy nie ma silnych powiązań między importem a eksportem, to znaczy wówczas, gdy eksporterzy nie wykorzystują importowanych surowców, półproduktów i maszyn. Korzystają z niej głównie gospodarki specjalizujące się w eksporcie nieprzetworzonych surowców i plonów rolniczych (i niezamierzające zmieniać tego profilu specjalizacji). Tak się jednak składa, że powiązania między importem a eksportem są silne zarówno na Słowacji, jak i w Polsce. Dlatego osłabienie kursu walutowego może istotnie poprawić eksport tylko na stosunkowo krótko – to znaczy dopóki nie wyczerpią się zapasy importowanego „wkładu" do eksportu. Później wzrost kosztów importowanych materiałów, surowców i półproduktów szybko prowadzi do pogorszenia konkurencyjności krajowego eksportu, niwelując pozytywny efekt deprecjacji. Dla eksporterów, co potwierdzają prowadzone w Polsce badania, bardziej uciążliwe są wahania kursowe niż nieoptymalny nawet, ale stabilny kurs złotego. Wahania kursu walutowego utrudniają rachunek ekonomiczny, przez co podjęte na podstawie najlepszych nawet kalkulacji decyzje dotyczące eksportu bądź importu mogą skutkować stratami i sprawić problemy przedsiębiorstwom.

Główny sprawdzian

Bilans korzyści i kosztów akcesji Słowacji do strefy euro będzie w dużym stopniu kształtowany przez dopasowanie polityki pieniężnej prowadzonej przez EBC do potrzeb tej gospodarki. W związku z kryzysem gospodarczym i perturbacjami na rynkach finansowych moment rozpoczęcia tego ważnego testu jest wciąż odsuwany. Obecnie EBC prowadzi bardzo poluzowaną politykę pieniężną w celu rozładowywania napięć finansowych, ale wraz ze stabilizacją finansową i makroekonomiczną polityka pieniężna typowa dla „normalnych czasów" powróci. Dla Słowacji powrót do normalności może jednak być prawdziwym początkiem problemów. EBC prowadzi politykę pieniężną w interesie strefy euro, a konkretnie w interesie pewnego agregatu składającego się (biorąc pod uwagę produkt krajowy) z 28 proc. Niemiec, 21 proc. Francji, 17 proc. Włoch... i zaledwie 0,8 proc.Słowacji. To oznacza, że aby nie odczuć destabilizującego wpływu polityki pieniężnej, gospodarka słowacka powinna być jak najbardziej podobna do „agregatowej" gospodarki strefy euro. Czy tak jest? Kraj ten, przyjmując wspólną walutę, wyróżniał się (w grupie wszystkich ówczesnych państw członkowskich) najwyższym udziałem wartości dodanej w rolnictwie oraz kopalnictwie i produkcji energii. Z drugiej strony, udział usług rynkowych w tworzeniu wartości dodanej był najniższy w całej strefie euro, a pod względem udziału pozostałych usług (nierynkowych) niższy udział charakteryzował tylko Luksemburg. Także znaczenie przemysłu było zdecydowanie większe niż średnio w strefie euro (chociaż podobne jak w Niemczech). W tej sytuacji trudno się dziwić, że cykl koniunkturalny Słowacji jest mało zsynchronizowany z cyklem strefy euro. W przyszłości mogą zatem zdarzyć się okresy, kiedy sytuacja gospodarcza tego kraju będzie silnie różniła się od koniunktury w strefie euro. W takich okresach polityka pieniężna prowadzona przez EBC może Słowacji szkodzić. Dodatkowo, jeżeli przez kilka–kilkanaście lat utrzymałoby się relatywnie wysokie tempo wzrostu gospodarczego, jakie obserwowaliśmy przed 2009 r., wówczas stopy procentowe ustalane przez EBC mogłyby okazać się strukturalnie zbyt niskie. Jest to okoliczność sprzyjająca nadmiernemu zapożyczaniu się sektora prywatnego i rządowego, a także narastaniu baniek spekulacyjnych i utracie konkurencyjności – wszystkie te zjawiska kumulowały się w przeżywających obecnie trudności krajach peryferyjnych. Jak wiadomo, rolę stabilizowania gospodarki mogą wziąć na siebie inne sfery gospodarki, o ile są wystarczająco do tej roli przygotowane. I trzeba przyznać, że Słowacja poprawiła zwłaszcza funkcjonowanie rynku pracy oraz stan finansów publicznych. Czas jednak pokaże, czy przeprowadzone reformy wystarczą do bezproblemowego rozwoju gospodarki słowackiej pomimo okresowo nieoptymalnej polityki pieniężnej, czy też kraj ten będzie „dyżurnym testującym" skuteczność wdrażanych obecnie mechanizmów zapobiegania, identyfikacji i likwidowania narastających stanów nierównowagi. Autor jest ekonomistą, pracownikiem Katedry Makroekonomii  Uniwersytetu Łódzkiego
Źródło: ekonomia24

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL