To niezwykłe miejsce to wąskie przesmyki między dużymi wyspami Samos i Ikaria. Są tam gęsto rozrzucone małe wysepki tworzące archipelag Fourni. Tamtędy wiódł starożytny, bardzo uczęszczany szlak żeglugowy wiodący z zachodniej części Morza Śródziemnego na wschód do Anatolii.
Właśnie w tej strefie, na obszarze o powierzchni 44 kilometrów kwadratowych, ekspedycja grecko-brytyjska zlokalizowała i bada 22 wraki.
Tak wielkie nagromadzenie wraków właśnie w tej strefie to rezultat bardzo urozmaiconej linii brzegowej. Na sąsiedniej wyspie Ikaria i przy zachodnich brzegach Samos nie ma dogodnych miejsc do cumowania, nie ma tam też zatok, naturalnych schronień dla łodzi. Dlatego antyczni marynarze zatrzymywali się w strefie Fourni.
Ekspedycję finansuje brytyjska Honor Frost Foundation, uczestniczą w niej archeolodzy greccy oraz brytyjscy z Uniwersytetu w Southampton. Pracami podwodnymi kieruje George Kautsouflakis z Uniwersytetu w Atenach.
W ciągu roku na całym Morzu Śródziemnym, u wybrzeży europejskich, afrykańskich i azjatyckich, wszystkie ekspedycje z wielu krajów odnajdują średnio trzy wraki. Dlatego rezultat poszukiwań grecko-brytyjskiej ekspedycji jest tak zaskakujący.
– W ciągu zaledwie 13 dni września natrafiliśmy w zasadzie w jednym miejscu na 12 proc. wszystkich znanych starożytnych wraków na greckich wodach terytorialnych. Statki tonęły tam zatapiane gwałtownymi sztormami albo w wyniku awarii technicznej, na przykład uszkodzenia masztu czy strzaskania steru, co uniemożliwiało utrzymanie jednostki we właściwej pozycji względem fal – podkreśla uczestniczący w badaniach Peter Campbell z Uniwersytetu w Southampton.
Dotychczas w rejonie Fourni nie były prowadzone żadne poszukiwania archeologiczne. O amforach wyławianych w tym miejscu poinformowali badaczy miejscowi rybacy.
Na podstawie wstępnych ustaleń wiadomo, że najstarsze wraki pochodzą z okresu archaicznego, poszły na dno w latach 700–480 p.n.e., najmłodsze zatonęły pod koniec średniowiecza, w XVI wieku.
– Biorąc pod uwagę liczbę wraków oraz okres, w jakim szły na dno, trudno nie zauważyć, że katastrofy zdarzały się raz na ok. 100 lat. Ale ta częstotliwość może ulec zmianie, jeśli w przyszłym sezonie, kontynuując poszukiwania, odnajdziemy w tym rejonie kolejne wraki, nawet drugie tyle, a tego się spodziewamy – wyjaśnia Peter Campbell.
Zaskakująca jest nie tylko liczba wraków, ale także różnorodność przewożonych towarów. Archeolodzy wydobyli amfory zawierające niegdyś wino, oliwę, zboże, miód, pachnidła. Niektóre z nich mają stemple dotychczas nieznane badaczom. Między innymi na podstawie tych stempli można będzie ustalić, jak długie były trasy, na jakich przewożono towary; wiadomo, że pochodziły między innymi z Egiptu, Cypru, Anatolii.
Każdy wrak zostanie zeskanowany, będzie sporządzony jego trójwymiarowy obraz, z którego skorzystają konserwatorzy. Na razie badacze nie wydobywają na powierzchnię drewnianych elementów kadłubów, koncentrują się na ceramice, monetach, narzędziach, kotwicach, na przedmiotach z materiałów organicznych, takich jak fragmenty lin, tkanin, obuwia.
Jednak imponująca jest nie tylko ilość wydobywanych zabytków, lecz także stan ich zachowania. Przykładem może być statek sprzed około 2 tys. lat, długości 15 metrów, który zatonął podczas sztormu. Zachowało się poszycie pokładu spajane gwoździami z brązu. Pod nim archeolodzy natknęli się na ładownię, a w niej amfory zawierające wino, oliwę, zboże, ryby, migdały, orzechy laskowe i ziemne, nasiona melona, brzoskwinie, oliwki. – To prawdziwy skarb dla paleobotaników – ocenia George Kautsouflakis.
Odnalezione wraki budowano w ciągu prawie 2500 lat, dlatego odkrywcy się spodziewają, że dostarczą one bezcennych danych do dziejów szkutnictwa.