fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lubelszczyzna

Mieszkańcy kontra inwestorzy

Protesty lokalnej społeczności są w stanie zablokować lub co najmniej znacząco opóźnić każdą niechcianą inwestycję energetyczną.

Ostatnio przekonał się o tym m.in. ZE PAK, który stara się o decyzję środowiskową na nową odkrywkę węgla brunatnego w Ościsłowie, czy Polskie Sieci Elektroenergetyczne blokowane od lat przez mieszkańców gmin na trasie linii wysokiego napięcia Kozienice–Ołtarzew.

W Lublinie przeciwko budowie elektrowni na słomę norweskiej firmy TergoPower oraz nowego bloku na biomasę (także słomę i zrębki drzewne) PGE w Elektrociepłowni Lublin Wrotków – jak mówi prezydent miasta Krzysztof Żuk – było niemal 8 tys. osób.

– Nigdy nie spotkaliśmy się z większym oporem niż w przypadku tych dwóch inwestycji – mówi „Rzeczpospolitej" Żuk.

Dlatego – mimo pozytywnych opinii organów ochrony środowiska – lubelski ratusz odmówił inwestorom wydania pozytywnej decyzji środowiskowej, potrzebnej do uzyskania pozwolenia na budowę.

Norweska instalacja usytuowana przy skrzyżowaniu ulic Mełgiewskiej i Tyszowieckiej – w ocenie urzędu miasta potwierdzonej przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze – jest niezgodna z planem zagospodarowania przestrzennego, bo miałaby przesłonić widok horyzontu z tarasu widokowego Wieży Zamkowej przy Starym Mieście.

Z kolei inwestycja PGE – jak tłumaczono w uzasadnieniu – wzbudza niepokój mieszkańców w związku z jej możliwym negatywnym oddziaływaniem na zdrowie i pogorszenie warunków życia. Ma to mieć związek ze zwiększeniem natężenia ruchu ulicznego, emisji spalin i związków chemicznych. To zresztą jest też argument w przypadku TergoPower, które zdecydowało się przekierować większość ruchu pobliską obwodnicą.

Norwegowie poszli do sądu. Decyzją WSA z 4 kwietnia sprawa wraca jednak do SKO z powodów popełnionego przez kolegium błędu formalnego. Sąd nie oceniał argumentów merytorycznych TergoPower. Mimo to sprawa prawdopodobnie ugrzęzła na długo w SKO.

W Lublinie wyścig o budowę nowego źródła już wygrał lokalny dostawca ciepła i energii. Firma Megatem ma wszystkie dokumenty potrzebne do rozpoczęcia budowy bloku opalanego zrębkami drzewnymi.

– Rzeczywiście mamy wszystkie papiery, ale wiemy, ile czasu i wysiłku kosztowało ich uzyskanie – stwierdza Krzysztof Szalak, dyrektor ds. rozwoju i inwestycji w Megatemie. – Kompletowanie dokumentów zaczęliśmy około 2013 r., dwa lata przed PGE.

Ale nie obyło się bez protestów i spotkań z mieszkańcami okolicy. Inwestor poszedł też na ustępstwa: zrezygnował z transportu samochodowego, który jest tylko alternatywą dla dostaw koleją, a także przeprojektował kocioł, bo wstępna koncepcja mówiła o spalaniu także śmieci.

Norwegowie nie poddają się w sprawie projektu w Lublinie. Zamierzają przeprowadzić kolejną rundę konsultacji (trwają już od dwóch lat). I twierdzą, że nie zbudują nic wbrew lokalnym społecznościom.

Protestów na razie nie ma w Biłgoraju, gdzie ma powstać podobna instalacja. Ale jak usłyszeliśmy w urzędzie miasta – to dopiero wstępny etap. Sam inwestor czeka na lokalny plan zagospodarowania i jest dobrej myśli, bo gmina pozytywnie zareagowała na propozycję podwojenia mocy elektrowni (z 25 do 50 MW).

– W trakcie konsultacji spodziewamy się protestów. Co prawda elektrownia powstanie na obrzeżach miasta, niemal przy granicy z gminą wiejską. Ale tam w pobliżu są gospodarstwa – zauważa pracownik biłgorajskiego urzędu, prosząc o anonimowość.

Podobnie jak w Lublinie tak i w Biłgoraju powstaje konkurencyjna instalacja – postawić ją chce producent mebli BRW.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA