fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Szpitale mogą zmienić właścicieli. Rząd chce je scentralizować

Szpital
Fotorzepa / Jerzy Dudek
Maksymalnie trzy rodzaje organów tworzących i rządowy nadzór nad restrukturyzacją – nowa ustawa ma zmienić polską rzeczywistość.

Nowa ustawa restrukturyzacyjna ma zostać skierowana do prac legislacyjnych w pierwszym kwartale 2021 r. W założeniu ma zmniejszyć biurokrację i sięgające blisko 15 mld zł zadłużenie publicznych lecznic.

Mniej biurokracji

Organów tworzących szpitale jest dziś za dużo, co powoduje nadmierny rozrost biurokracji i niepotrzebną konkurencję o kadrę medyczną – uznało kierownictwo Ministerstwa Zdrowia. Każdy szpital, niezależnie od wielkości i wysokości umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia, utrzymuje cały sztab pracowników administracyjnych – od działu kadr, przez kontrolę jakości, aż po departament funduszy europejskich. Zdaniem autorów projektu ograniczenie organów tworzących do trzech (np. Ministerstwa Zdrowia, uczelni i marszałków województw) pozwoli zmniejszyć biurokrację, skupiając ją w jednym podmiocie, ale także konkurencję między lecznicami.

Czytaj także:

Marszałek zarządzający kilkunastoma szpitalami na swoim terenie mógłby je sprofilować – jeden stałby się ośrodkiem ginekologiczno-położniczym, drugi specjalizowałby się w chirurgii, a trzeci zajął się np. opieką długoterminową. To pozwoliłoby skupić wyspecjalizowaną kadrę w jednym miejscu, a pacjenci kierowani byliby do ośrodków, które wykonują większą liczbę konkretnych procedur.

– To myślenie magiczne. Już dziś samorząd województwa śląskiego czy łódzkiego ma po kilkanaście szpitali i nie próbuje ich optymalizować, mimo że ich sytuacja nie jest lepsza niż placówek w innych województwach – mówi dr Marcin Pakulski, były prezes NFZ i były wieloletni dyrektor szpitala w Częstochowie. Kontestuje też pomysł profilowania szpitali: – Po to szpitale są wieloprofilowe, by pacjenci nie musieli jeździć wielu kilometrów w poszukiwaniu pomocy. Poza tym nieprzytomny pacjent przywożony na SOR może mieć udar, ale także, jak to się zdarza w obecnych czasach, chorobę zakaźną. Gdzie wówczas miano by go przewozić? – pyta.

Zawód dyrektor

Z analiz resortu wynika, że problem zarządzania szpitalami wynika z braku profesjonalnej kadry. Dlatego chce stworzyć nowy zawód menedżera ochrony zdrowia. Zatrudnienie na stanowisku dyrektora zarządzającego szpitalem publicznym miałoby wymagać państwowej licencji, potwierdzanej egzaminem państwowym, a jej utrzymanie wymagałoby stałego potwierdzania kwalifikacji na zasadzie kształcenia ustawicznego.

Resort chce wziąć na siebie także walkę z długami szpitali, czym miałaby się zająć specjalna agencja restrukturyzacyjna, oferująca placówkom pomoc w zarządzaniu zobowiązaniami. Gdyby nie dawały sobie rady, przejmowałaby obowiązki na siebie na zasadzie podobnej do syndyka. Zdaniem dr. Pakulskiego to grozi patologią, w której właściciel nadzorowałby sam siebie.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Artur Zaczyński, neurochirurg, dyrektor Szpitala Narodowego, wicedyrektor ds. medycznych CSK MSWiA

W dzisiejszym pluralizmie zarządczym trudno o zachowanie właściwych standardów. To, co w jednym miejscu jest standardem postępowania bądź dobrą praktyką zarządczą, w innym nią nie jest. Najłatwiej zobrazować to na przykładzie zamówień publicznych – w niektórych miejscach priorytetem jest jakość, w innych – cena, co odbija się na bezpieczeństwie pacjentów. A przecież naczelną zasadą jest to, że ocena powinna być skierowana na jakość leczenia pacjenta. Dziś w ramach jednego podmiotu można spotkać kilka organów tworzących, bo kto inny zatrudnia lekarzy w pogotowiu, a kto inny pracowników szpitalnego oddziału ratunkowego działających w ramach Państwowego Ratownictwa Medycznego. W takich warunkach bardzo trudno o standaryzację. Zmniejszenie liczby organów tworzących może to zmienić, dlatego zmiany zapowiadane przez resort zdają się iść w dobrym kierunku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA